Są filmy, które potrafią zmienić wszystko. “Ziemianie” właśnie do nich należą. Jeśli ktoś jest gotowy, żeby poświęcić swój czas na ten właśnie niezwykły dokument, to zapraszam, również na stronę samego filmu.
To nie jest temat łatwy. Nie jest też jednak nowy. Można o tym rozmawiać naprawdę długo, używając najróżniejszych argumentów. Częściowo było już o tym w “Chlebie powszednim“, ale w “Ziemianach” widzimy zdecydowanie szerszą perspektywę problemu. No i oczywiście mamy obrazy, mnóstwo obrazów. Bezpośrednich, nie tak czystych i sterylnych, jakie przedstawił nam Geyrhalter, ale przez to naprawdę szokujących.
W projekt zaangażowali się znani artyści – Joaquin Phoenix, który przez 95 minut jest narratorem oprowadzającym nas po tej mrocznej historii, jak również Moby, który przygotował wyjątkową oprawę muzyczną. Obaj są weganami, więc ich obecność nie jest ani trochę dziwna, wpisuje się w promocję weganizmu jako nie tylko diety, ale również wrażliwości na los naszych braci mniejszych.
Film dzieli się na pięć głównych części, w których pokazano sposób wykorzystania zwierząt przez ludzi: 1) Pets (zwierzęta domowe), 2) Food (zwierzęta hodowane na mięso i nabiał), 3) Clothes (zwierzęta hodowane na skóry i futra), 3) Entertainment (wykorzystanie zwierząt w rozrywce), 4) Science (los zwierząt laboratoryjnych). Obok monotonnego, jak najmniej narzucającego się głosu Phoenixa, mamy bardzo poruszającą muzykę, która w połączeniu z obrazem oddziałuje na widza niezwykle mocno. Muszę przy tym ostrzec potencjalnych widzów - obraz jest tu przerażający. Byłam na to przygotowana, jednak seans wymaga naprawdę mocnych nerwów. Sam początek filmu tego nie zapowiada, ale twórcy sięgnęli po bardzo wiele różnych materiałów filmowych – często z ukrytych kamer. Bez wahania pokazują cierpienie zwierząt, hodowlę, wszystko to, co może zaszokować. Jak się jednak okazuje nie pokazali zupełnie wszystkiego, bo część rzeczy dopowiada narrator, a i on, chociaż nie szczędzi nam drastycznych szczegółów, to nie mówi o wszystkim. Np. przemilcza los koni wyścigowych, gdy czas ich sukcesów na torze się skończy, nie ma nic o pszczołach, których hodowla jest na pewno mniej medialna od hodowli ssaków i trudniej przekonać widza do tego, że one też mogłyby cierpieć (chociaż w filmie znalazło się miejsce na hodowlę ryb). Nie ma też nic o strzyżeniu owiec (o tym, że jest to proceder barbarzyński również pisano nieraz w mediach) i o kłusownictwie. Ale jak już wspomniałam – to jest temat rzeka.
“Ziemianie” są jednoznaczym głosem w dyskusji o status zwierząt. W ostatnim czasie głosów tych jest coraz więcej, a upowszechnienie się Internetu i obecność takiego portalu jak choćby YouTube umożliwia zwykłym zjadaczom chleba zobaczyć na własne oczy filmy, których telewizje raczej nie puszczą. Oczywiście, że to, co zrobimy jest sprawą naszego sumienia, nie chodzi o to, żeby cokolwiek komukolwiek narzucać. Faktem jednak jest, że pewnych rzeczy nie chcemy wiedzieć – rzeczy te jednak dzieją się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. To, że zamkniemy oczy, nie znaczy, że problemu nie ma.
Ten film to kolejna cegiełka w uświadamianiu nam rzeczy, o których zaczyna się ostatnio mówić coraz więcej (wystarczy wspomnieć akcję programu “Uwaga!” TVNu pt.: “Zwierzęta są jak ludzie. Czują!”). Chociaż na pewno wiele osób stwierdzi, że powoli robi się to nudne - bo ileż można oglądać tych obrazów z rzeźni i o tym mówić? Twórcy dlatego sięgnęli również po tematy, które nie są tak “oklepane” – jak choćby tresura zwierząt w cyrku, problem zwierząt bezdomnych, czy testy laboratoryjne przeprowadzane na zwierzętach. Możemy myśleć, że chodzi tylko o zaszokowanie widzów, o epatowanie okrucieństwem. Z drugiej strony coś trzeba przecież pokazać, nie starczy powiedzieć: jest źle. Wiemy o szczurach laboratoryjnych, o świnkach morskich, o badaniach na naczelnych. Cała nauka się na tym opiera. Tutaj zostajemy z tymi faktami zderzeni bezpośrednio, widzimy na własne oczy jak to wygląda.
Czy to jest początek dyskusji? Dyskusja wciąż trwa, i nie widać jej końca. W Polsce wciąż jest problem z prawami zwierząt. Można jednak spojrzeć na to od drugiej strony - abstrahując na chwilę od zwierząt. Co z zanieczyszczeniem środowiska? Z chorobami (jak ze wspomnianą w filmie bakterią o nazwie pfiesteria piscicida)? To wszystko jest ze sobą połączone i nie można tego wiecznie przemilczać.
Na pewno warto ten dokument obejrzeć, przede wszystkim po to, żeby samemu zdecydować co myśleć. Trzeba być tylko przygotowanym na to, że nie będzie to łatwy seans.