Po srebrzystej stronie lustra

10 Styczeń 2012

Mission: Impossible – Ghost Protocol

Filed under: Film — by Oranea @ 20:37

No i mamy czwartą odsłonę “Mission: Impossible”. Kto by pomyślał, że niemłody już przecież Tom Cruise wciąż ma zdrowie do takich wygibasów? Nie jestem fanką tej serii. W zasadzie, to pierwszej części “M:I” nawet nie obejrzałam w całości. Na “M:I2″ byłam w kinie wiele lat temu (i mi się podobało z tego co pamiętam, na tyle, że nawet zakupiłam DVD do kolekcji), ale już premiera “M:I3″ zupełnie mnie nie ruszyła, więc nie wiem zupełnie o co tam chodziło. To, że obejrzeliśmy “M:I4″ to zupełny, ale to zupełny przypadek. Przyznam jednak – nie żałuję. Ale po kolei. :)

Oczywiście Ethan Hunt ratuje świat – to nie jest w żadnym razie nic niezwykłego. :) Tym razem jest to ratunek przed zagrożeniem atomowym. Nie działa na szczęście sam – pomaga mu silna drużyna, więc nie widzimy wciąż tylko Cruise’a: mamy seksowną Jane Carter, mózgowca Benji’ego i intrygującego Brandta, czyli prawdziwy dream team. Mamy też oczywiście poprawność polityczną jak się patrzy (Rosja nie jest już wrogiem USA, jak się okazuje!) i samo to wzbudza u widza lekki uśmieszek.

W zasadzie od samego początku akcja gna na złamanie karku. Cały film to jeden wielki fajerwerk, absolutna jazda po bandzie. Przeskakujemy z jednego kraju do drugiego, więc nim się obejrzymy krajobraz zmiania się niczym w kalejdoskopie. Absurdalność pewnych rozwiązań potrafi widza wręcz zatkać, ale nie bardzo jest czas żeby się nad tym zastanawiać. Twórcy dali ostro czadu i wszyscy dobrze się przy tym bawili. Nawet jeśli film wyszedł przekontrastowany i przesadzony, to jest wyraźnie tym dobrym humorem podszyty.

Bawiliśmy się naprawdę dobrze. Wyszliśmy z kina odprężeni, chociaż sam film nie pozostawił po sobie żadnego cienia w naszych wspomnieniach. Ot, w trakcie seansu był, a po wyjściu na dwór uleciał z pamięci jak sen złoty. Bo tak naprawdę nikt z twórców nie próbował udawać że ma to być kino moralnego niepokoju. Ma być fajnie i tak właśnie jest. Jest głośno i zabawnie, są silne emocje (chociaż płytkie) i przede wszystkim mamy dobrze zrealizowane widowisko, które daje pierwszorzędną rozrywkę. Niczego więcej nie należy po tym filmie oczekiwać – wtedy wyjdzie się z seansu zadowolonym. A czy Ethan Hunt jeszcze wróci? Podejrzewam, że tak, chociaż dobrym pomysłem jest rozegranie fabuły z trochę większym naciskiem na bohaterów drugoplanowych (takich jak Brandt chociażby).

4 komentarzy »

  1. Też niedawno widzieliśmy, też się podobało, i też opisałem na blogu :)

    Na marginesie, coś ostatnio bardziej aktywna się zrobiłaś :)

    komentarz - autor: Shadowmage — 10 Styczeń 2012 @ 21:00

  2. Tak, tak, czytałam Twój wpis. :) Zmotywował mnie do dokończenia mojego. ;)
    Natomiast co do mojej aktywności, to udało mi się trochę więcej czasu wykrzesać ostatnio na pisanie, bo w czasie przeprowadzki nie bardzo było jak. Ale do Twojej regularności wciąż mi baaardzo daleko. :D

    komentarz - autor: Oranea — 10 Styczeń 2012 @ 21:10

  3. Ja pracuję zrywami – w jeden dzień nastukam 3-4 wpisy i mam na tydzień :P
    Jak masz więcej czasu, to liczę, że na Stolyk wpadniesz wreszcie. Ostatnio zbytnio się zmaskulinizował :P

    komentarz - autor: Shadowmage — 11 Styczeń 2012 @ 09:24

  4. Też staram się pisać z jakimś zapasem, ale nie zawsze się udaje. :) Odnośnie Stolyka to już od jakiegos czasu chcę się na niego wybrać, ale wciąż nie mogę – tym bardziej, że zupełnie nie jestem na bieżąco z lekturami. :P

    komentarz - autor: Oranea — 13 Styczeń 2012 @ 19:56


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Theme: Toni. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.