Do pisma (ozdobionego okładką w stylu H.R. Gigera, ale wyraźnie nie tak przejmującą jak oryginalne prace tego twórcy) dołączono powieść Poula Andresona “Stanie się czas”, którą potem dołączono też do Fantastyka Wydanie Specjalne. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z tym dodatkiem. Akcja z dołączeniem powieści do pisma jest o tyle ciekawa, że może to trochę wspomóc sprzedaż NF (chociaż nie wiem czy jest to jej tak potrzebne po ostatnich przeobrażeniach).
A co w numerze? Na wakacje dostaliśmy jak zawsze porcję publicystyki, a do tego trzy opowiadania polskie i dwa zagraniczne. Wśród artykułów znalazł się ciekawy, chociaż trochę za krótki tekst o Predatorze (w związku z wchodzącym wtedy na ekrany kin “Predators” Nimróda Antala), a także wspomnienie Franka Frazetty (też zdecydowanie za krótkie). Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz zajęli się problemem pozornej śmierci i chowania żywcem, co było istotną sprawą w Europie pod koniec XVIII wieku. W związku z dołączeniem do pisma książki Poula Andersona nie mogło też zabraknąć krótkiego przedstawienia tego pisarza na łamach. Miło też było przeczytać kilka słów o fantastyce w Czechach i na Słowacji, chociaż temat wymaga na pewno głębszej analizy, a na to w NF miejsca już niestety nie ma. Numer zamyka Orbitowski, który tym razem pochyla się nad kultowym Freddym Kruegerem (czy ktoś tego pana nie zna?).
Przejdźmy jednak do literatury:
“Skalpy Siuksów” Krzysztofa Kochańskiego jest opowiadaniem opartym na interesującym pomyśle, chociaż zakończenie trochę mnie rozczarowało. Kontakt z obcymi jest tematem ciekawym, nawet jeśli równocześnie mocno wyeksploatowanym, ale autor pomysłowo odwołał się do historii ludzkości (tzn. do tematu Indian) i tym samym spróbował motyw kontaktu trochę inaczej rozegrać i zaakcentować. Jednak sprowadzenie wszystkiego do prostej zemsty nie przyniosło mi satysfakcji w trakcie lektury. Początek mnie zaintrygował, przyznaję, ale spodziewałam się czegoś innego, bardziej “zakręconego” i jednak głębszego.
“Koci król” Michała Ochnika zamieszczono w piśmie pod szyldem “Odkrycie naszego portalu”, bo autor udziela się na portalu pisma www.fantastyka.pl. Opowiadanie jest klimatyczne i naprawdę przypadło mi do gustu, więc w żadnym razie nie uważam, żeby pomysł z publikacją opowiadań autorów portalu był chybiony. Jest mi raczej przykro, że pismo poszło w tym kierunku dopiero teraz, jakby na złość tym, którzy zdecydowali się opuścić forum NF, a też byli aktywnymi uczestnikami społeczności skupionej wokół pisma. Mieliśmy na “starym” forum konkursy miniaturek literackich, które nierzadko były na naprawdę wysokim poziomie, ale wtedy nikt nie zaproponował, żeby je opublikować na papierze. Taki bonus pojwia się dopiero teraz, wraz z wielką rozbudową portalu wokół marki NF. Przyznam więc, że jest mi po prostu przykro (podejrzewam zresztą, że nie tylko mnie). Odkładając jednak na bok stare, zaskorupiałe już żale, muszę przyznać, że opowiadanie “Koci król” jest naprawdę intrygujące.
“Wieczny Grunwald” Szczepana Twardocha to po prostu zamieszczony fragment książki (na Stolyku Lyterackim znajdziecie relację ze spotkania, na którym omawiano tę powieść), dający jako takie pojęcie o tym tytule. Wyznam szczerze, że fragment ten zrobił na mnie spore wrażenie, jest gęsty, a Twardoch oparł się na pomyśle naprawdę unikalnym. Dotąd jakoś nie planowałam w ogóle zapoznawać się z “Wiecznym Grunwaldem”, bo spodziewałam się czegoś przekombinowanego i dziwacznego, ale lektura tego numeru NF wzbudziła moje zainteresowanie tą powieścią. Na pewno jednak nie jest to proza łatwa, szybka i przyjemna, więc jesli ktoś nie lubi piętrowych nawiązań i skojarzeń, to może sobie ten fragment prozy od razu odpuścić.
“Piekielnicy” Juraja Červenáka to świetny sposób na zapoznanie się z omówioną już w numerze fantastyką słowacką. Opowiadanie jest dynamiczne, bardzo wciągające i świetnie się czyta. Nie jest to literackie objawienie z głębią i potrójnym dnem, ale znakomite opowiadanie rozrywkowe, poprowadzone z humorem i przytupem. No i przede wszystkim bardzo swojskie, co też wpływa na przyjemność z lektury.
“Skostniałe niebo” Jeffa Carlsona nie trafiło w mój gust. Z jednej strony opiera się na jakimś pomyśle, w dodatku nawet ciekawym, ale bohaterowie (a raczej główna bohaterka) nie przekonała mnie do siebie i cała historia wydała mi się przegadana, nudnawa, pozbawiona pazura. Opowiadanie składa się z dwóch linii czasowych – głównej i retrospektywnej, w której dowiadujemy się jak doszło do tego, że bohaterka znajduje się tam, gdzie ją spotykamy na początku. I nie byłoby to wcale złe, gdyby nie to, że autor rozpisał na wiele stron mnóstwo niuansów, z których dla mnie jako czytelnika zupełnie nic nie wynikło dla głównej fabuły. To nie jest złe opowiadanie (czytałam już gorsze), ale nie jest też najlepsze w numerze i raczej na pewno do niego nie wrócę.
Ogólnie literacko ten numer NF wypadł naprawdę OK. Coraz bardziej za to kuleje publicystyka, która jest bo jest, ale mogłaby być przy tym zdecydowanie lepsza, dogłębniejsza, ciekawsza. A niestety nie jest. Z numeru na numer publicystyka staje się coraz mniej ciekawa i tak naprawdę zastanawiam się, czy w pozostałych numerach w ogóle ją czytać. Jedyny jej plus jest taki, że szybko się przez nią “przechodzi”. Tylko czy to może być zaleta w piśmie literackim?
