Po srebrzystej stronie lustra

18 Maj 2012

Pamiętniki wampirów – sezon 2

Po dłuuugiej przerwie znalazłam czas, żeby wrócić do serialu “Pamiętniki wampirów”. Sezon 1 skończył się w miejscu, w którym aż prosi się o kontynuację, ale ponieważ trzeba było czekać do pojawienia się sezonu 2 to… czekanie przeciągnęło mi się aż do przesady. Czasami tak mam. :) W tej chwili światło ujrzał już sezon 3, więc przede mną bardzo przyjemny czas spędzony na obserwacji tego, co dzieje się między Eleną, Damonem i Stefano.

Już w pierwszym odcinku pojawienie się nieprzewidywalnej, niebezpiecznej Katherine burzy porządek dnia. Niestety z rozmysłem i konsekwentnie stara wampirzyca sieje zamęt między braćmi i (niestety) rykoszetem obrywa się też innym bliskim Eleny (Jeremy i Caroline). Pojawia się za to nowy bohater – wuj Tylera, Mason, który wspomina o przekleństwie Lockwoodów. Nie muszę chyba mówić jakie to przekleństwo – tam gdzie wampir, tam jest i wilkołak. Zetknięcie się tych dwóch istot mieliśmy już w serii “Zmierzch” i w “Czystej Krwi” (w miejscu w którym zakończyłam póki co ogladanie tego serialu nie pojawiły się jeszcze, ale była o nich mowa), więc wielkiego zaskoczenia nie ma.

Z każdym kolejnym odcinkiem historia robi się coraz bardziej pokręcona i tajemnicza, ale i coraz przez to ciekawsza, więc uwaga widza wciąż jest w pełni skupiona. Katherine grana przez tę samą aktorkę co Elena wypada zdecydowanie ciekawiej niż nasza główna bohaterka. :) Wątek romantyczny wciąż ocieka słodyczą, ale taki już jego urok. Przy tym Damon traci przyjaźń Eleny a następnie stopniowo znów ją odzyskuje. Wiele zyskuje też Jeremy, który nie jest już zahukanym, nieszczęśliwym dzieckiem, ale angażuje się w rozwikłanie kolejnych zagadek i wyraźnie dojrzewa. Jak na 16-latka wygląda na niezwykle wyrośniętego. :) Również Tyler zaczyna mieć swoją rolę do odegrania. Jednym słowem: robi się coraz ciekawiej. Twórcy starannie wszystko przemyśleli i wbrew pozorom przyjaźń między bohaterami nie jest wcale taka jednowymiarowa. Przykładem jest choćby Bonnie, czarownica, która z zasady nienawidzi wampirów, a jednak im pomaga. Braterska miłość między Stefano i Damonem również jest skomplikowana, a Caroline, chociaż jest przyjaciółką Eleny, to jednak nie jest wcale jednoznaczna. Dodaje to kolorytu całości i zwiększa napięcie. Bohaterowie trzymają się razem, współpracują, ale tak naprawdę zaufanie nie jest pełne. Czyli jak w życiu, wszędzie dobre intencje są podszyte kłamstwami. Co ciekawsze, pojawia się wątek doppelgängerów, który rzuca trochę światła na to co łączy Elenę i Katherine. I najważniejsze – pojawiają się inne wampiry. I to nie jakieś płotki, ale Pierwotni, czyli najstarsze osobniki, łącznie z mitycznym Klausem. Zaraz za nimi do Mystic Falls przybywają też czarownicy, oraz więcej wilkołaków. Co za tym idzie – akcja bardzo wyraźnie się zagęszcza. Brakuje nam tu tylko Aniołów i Demonów do kompletu.

Mamy więc godną kontynuację 1 sezonu, bardzo dynamiczną, mroczną, wciągającą, ale niepozbawioną optymistycznych elementów. Wciąż jest to opowieść miłosna, ale bardzo zgrabnie spleciona z innymi elementami. Mamy trupy (i to całkiem sporo, rzekłabym, że sezon 2 to jakby sprzątnięcie z szachownicy większości figur), mamy dojrzewanie bohaterów i intrygę przez duże “I”. Coraz bardziej w naszych oczach zyskuje Damon, który jest bohaterem niezwykle intrygującym i krwistym. Stefano troszkę przynudza, ale jest w tym uroczy i jego też lubię – tym bardziej, że skrywa przecież mroczną część swojej natury. Elena pozostaje bezbarwna jak zawsze  - widocznie taka musi być. Katherine mąci, ale Nina Dobrev niespecjalnie potrafi wycisnąć z tej postaci więcej.  Podobają mi się jednak bohaterowie i ich relacje (Caroline i Tyler to ostatnio moi faworyci) i obserwowanie ich zmagań naprawdę wciąga. Dlatego jeśli chcesz usiąść do tego serialu to przygotuj się na to, że z wielkim trudem przyjdzie Ci się od niego oderwać.

A ja czekam na ciąg dalszy. :)

9 Maj 2012

Teoria Wielkiego Podrywu – sezon 4

Filed under: Film,Serial — by Oranea @ 20:22

Sezon czwarty ma trochę większy rozpęd w porównaniu z trzema poprzednimi, bo i bohaterów nam przybyło. Przede wszystkim pojawia się na stałe Bernadette, dziewczyna Howarda, a także Amy, żeński osobnik tego samego gatunku co Sheldon (tak, to jest możliwe!). Dzięki takiemu zagęszczeniu robi się ciekawie, a i serial nie dostaje zadyszki. Jest to pod względem osobowościowym najciekawszy sezon, bo oferuje nam najwięcej śmiesznych interakcji. A biorąc pod uwagę zestaw charakterów jaki twórcy mają do dyspozycji, to pole do popisu na dalsze serie jest szerokie.

W odcinku 6 pojawia się również Priya, siostra Raja. Można rzec, że idealna z niej partia dla Leonarda (tym bardziej, że reanimują stary romans), ale niestety nie wzbudziła mojej sympatii, a nawet zniechęciła do siebie. Tak bardzo nie pasuje mi do drużyny, że nie sposób dopingować jej związku z Leonardem. W dziwny sposób chce go na przykład zmieniać, czego Penny nie robiła (jak chociażby ingerencja w jego strój). Za to nasze dziewczyny (szczególnie pod wodzą Amy) zaczynają robić pod nią podchody. Penny nie okazuje po sobie, by nowy związek Leonarda ją bolał, chociaż Amy wmawia jej, że na pewno źle to znosi. Również znajomość Amy i Sheldona zaczyna oscylować wokół głębszej relacji, natomiast związek Bernadette i Howarda wchodzi na zdecydowanie wyższy poziom. I tylko biedny Raj jest sam, chociaż zdołał już przełknąć, że przyjaciel dobrał się do jego siostry.

Porównując poszczególne sezony ze sobą, to trzeba przyznać, że zachodzi wyraźna ewolucja psychologiczna u bohaterów. Nie jest ona na pierwszym planie i tak naprawdę nie jest najważniejsza, ale każdy odcinek wnosi coś nowego i bohaterowie dają się poznać od różnych stron. Nawet Howard, który w pierwszym sezonie wydawał mi się po prostu obleśmy, stał się bardziej zrównoważony i zabawny. Rzekłabym nawet, że bardzo go polubiłam! Pod głupimi żartami widzimy wiele prawdy o współczesnym człowieku, o tym jak obecnie żyjemy i wciąż jest to największą siłą serialu. Nasi nieprzystosowani bohaterowie powoli, z oporami się socjalizują, wciąż jednak pozostają wierni swoim pasjom, wciąż pozostają sobą. Dotyczy to nawet Sheldona, wciąż maksymalnie dysfunkcyjnego, chociaż już trochę inaczej niż na początku serii.

Jeśli ktoś pokochał TWP, to do czwartego sezonu nie trzeba go namawiać. Jeśli ktoś do serialu się nie przekonał, to 4 odsłona nic w tym względzie nie zmieni. Trudno oczekiwać, żeby pomysł wciąż był tak samo świeży jak w czasach, gdy dopiero zawojowywał świat. Ewolucji i powolnych zmian nie sposób uniknąć i jestem na nie przygotowana. Wciąż świetnie się bawię przy przygodach czwórki naszych sympatycznych nerdów i chociaż przeczuwam zmęczenie materiału, to jednak po kolejny sezon sięgnę bez wahania.

Następna strona »

Theme: Toni. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.