Po srebrzystej stronie lustra

17 Kwiecień 2011

Falafel

Filed under: Kulinaria,Potrawy — by Oranea @ 19:53

Po raz pierwszy zrobiłam falafel w domu. Dotąd jadłam je tylko w restauracji z tureckim jedzeniem. Ponieważ nie jest wcale trudno o przepis, postanowiłam sprawdzić jak wyjdą robione w domu. Już od jakiegoś czasu myślałam o tym daniu, ale dopiero jakiś czas temu podjęłam wyzwanie.

Wbrew pozorom nie jest z nimi wcale tak dużo pracy. Nie robiłam wprawdzie klasycznie spłaszczonych z dziurką pośrodku, ale uformowałam zwykłe kulki, tak jak pokazano to na zdjęciach obok przepisu. :) Korzystałam z przepisu zamieszczonego w tej oto książeczce, który w moim odczuciu jest wystarczający. Ponieważ nie lubię zbyt pikantnych potraw, to nie dodałam świeżych papryczek chilli do masy, tylko trochę przyprawy (pieprzu cayenne). Najwięcej pracy ma tak naprawdę robot kuchenny, który musi to wszystko zmiksować (ciecierzycę, czerwoną cebulę, przyprawy, chleb razowy), ale jeśli ma się robota z dużym pojemnikiem na składniki, to pójdzie to szybko. U mnie niestety nie było tak lekko – musiałam składniki podzielić na mniejsze porcje i miksować partiami.

Danie wyszło naprawdę dobre. Może trochę przerazić smażenie w głębokim tłuszczu (w końcu sporo oleju trzeba wlać do rondelka), ale kulki szybko się rumienią, więc sprawnie wyławiamy jedną partię i wrzucamy następną. Gdy się już osuszą na papierowym ręczniku i odrobinę ostygną, są chrupkie i bardzo smaczne. Następnego dnia, po przechowywaniu w lodówce, nie są już tak dobre, jak świeże, ale nie ma tragedii. Trzeba jednak ostrożnie się z nimi obchodzić, bo są kruche i bardzo łatwo się rozsypują – a najfajniejsze są własnie w całości, a nie jako rozdrobione kawałki. Poza tym bardzo dobrze smakują z ogórkami kwaszonymi, więc polecam to połączenie. :D

Niewykluczone, że domowy falafel jeszcze u nas na stole zawita. Może następnym razem wypróbuję inny przepis, żeby mieć porównanie. :)

6 Luty 2011

Paglia e fieno

Filed under: Kulinaria,Potrawy — by Oranea @ 12:28

Czyli “słoma i siano”, co odnosi się do wyglądu potrawy, czyli wymieszania zielonego z żółtym. Sięgnęłam po ten przepis trochę z lenistwa, bo czasami jest taki dzień, że nie chce się przygotowywać wyszukanej potrawy, a coś ugotować trzeba. Ten przepis jest bajecznie prosty, a wyszukałam go w książce “Kuchnia włoska“, do której bardzo często wracam. :)

Co potrzeba? Według ksiązki: 200g śmietany, 1kg łuskanego groszku (ja wzięłam mrożony), 500g makaronu tagliatelle dwukolorowego (zielonego i zwykłego), a także sól, pieprz, starta gałka muszkatołowa, 60g parmezanu, oliwa i 60g masła.

Masło rozpuszczamy w rondelku, potem dorzucamy groszek i śmietanę. W tym czasie gotujemy makaron z odrobiną oliwy, a gdy go odcedzimy, to dodajemy do niego utworzony sos smietanowy. Przyprawiamy, mieszając wszystko na niewielkim ogniu i dosypując parmezan. Gotowe. :)

Trochę zmieniłam oryginalny przepis, bo proporcje wydały mi się nieodpowiednie. Przede wszystkim 1kg groszku to trochę za dużo na 4 porcje. Na dwie osoby daliśmy około 350g i było to jak najbardziej wystarczające (trzeba pamiętać, że danie jest naprawdę sycące). Również z makaronem nie ma co szaleć. Za to 200g śmietany i masło to dobra ilość na cztery porcje, bo dzięki temu danie nie jest suche (chociaż przemilczę jego wartość kaloryczną, bo to nie jest dietetyczne i zdrowe zdanie, nawet jeśli jest w nim groszek). Dla dwóch osób można oczywiście dać mniej. A parmezan? To już kwestia gustu, jak ktoś lubi więcej, to może dosypać sobie więcej, a jeśli nie lubi, to w ogóle może zrezygnować.

Jak już wspomniałam danie jest sycące, a do tego też bardzo delikatne w smaku. Warto więc mocniej je przyprawić gałką muszkatołową, wsypać sporo pieprzu i soli. Myślę, że można też poeksperymentować i dosypać do smaku coś jeszcze innego, ale my akurat nie modyfikowaliśmy przepisu aż tak bardzo. :)

Następna strona »

Theme: Toni. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.