W ramach imienin R. postanowiłam zorganizować bilety na jego ulubiony musical “Les Mis”. Nie powiem żeby był to pomysł do końca spontaniczny – odkąd rozeszła się wieść, że Teatr Roma pracuje nad polską inscenizacją, byłam pewna, że trzeba będzie na to pójść i tylko czekałam na premierę. “Les Mis” pojawiło się na deskach Teatru Roma w Warszawie we wrześniu tego roku.
Udało nam się zdobyć jako takie miejsca rezerwując bilety z 1,5 miesięcznym wyprzedzeniem, więc nie było źle. Oczywiście trudno się dziwić takiemu zainteresowaniu – po głośnych “Kotach” i “Upiorze w Operze” wybór “Les Mis” nie zaskakuje, a przy tym można się spodziewać, że będzie niemniejszym przebojem.
Nie jesteśmy zwierzętami teatralnymi, rzadko chodzimy do teatru. “Les Mis” jednak najlepiej pokazuje, że nowoczesny teatr nie musi być statyczny i nudny, że może swobodnie konkurować z kinem. Staranność i rozmach inscenizacji robią kolosalne wrażenie – ruchome platformy sceniczne, znakomite oświetlenie, nagłośnienie, a do tego dynamizm gry aktorów. “Les Mis” to prawdziwe przeżycie, tak poruszające, że od razu chce się sięgnąć po książkę, żeby dokonać porównań (której jeszcze nie czytałam, do czego wstyd się przyznać).
Dla osoby nieprzyzwyczajonej do musicali ponad dwie godziny śpiewu mogą być męczące i w drugim akcie odczułam znużenie. Nie zmienia to jednak mojego wielkiego zachwytu – jest to spektakl na który naprawdę warto się wybrać. Skończyło się na tym, że razem z R. wciąż nucimy pod nosem piosenki z “Les Mis”, bo niezwykle łatwo wpadają w ucho. :) I nie dotyczy to tylko najbardziej rozpoznawalnej “Wyśniłam sen”…
Co do aktorów wielkie brawa należą się za rolę Javerta (znakomity Jakub Szydłowski, który występował w naszej wersji zamiast Łukasza Dziedzica), a najpiękniejszy głos kobiecy to Eponina (Ewa Lachowicz). R. rozpoznał od razu Łukasza Zagrobelnego w roli Enjolrasa – mnie początkowo zupełnie to umknęło. Poza tym wszyscy zostali bardzo dobrze dobrani, nie mam pod tym względem uwag krytycznych.
Pozostaje mi tylko zachęcić do pójścia na spektakl. Nie ma co się rozmieniać na drobne - trzeba samemu to zobaczyć, przeżyć, posłuchać. :)