Tagi

, , , , , ,

Ostatnio odwiedziliśmy to miejsce i zjedliśmy tam obiad. Miała to być niespodzianka, którą zorganizowali dla nas znajomi (bo planowaliśmy gdzies zjeść, ale nie wiedzielismy jeszcze gdzie). Szybko okazało się, że kojarzymy tę restaurację, bo zdarzyło nam się przechodzić tamtędy jakiś czas temu i widzieliśmy zabawny budynek ukryty na podwórku za mieszkalnym blokiem. Z zewnątrz restauracja wygląda może niezbyt okazale, ale wystarczy wejść do środka żeby się miło rozczarować.

Ceny również nie są zaporowe – standardowe jeśli chodzi o restauracje (chociaż nie jadamy na mieście na tyle często żeby mieć szersze porównanie). Na początek zostaliśmy poczęstowani pysznym arbuzem, potem dostaliśmy zamówioną jedną porcję zupy (dhal – bardzo dobry, jak ocenili znawcy :) ), drugie danie i na koniec nie odmówiliśmy sobie deseru. :) Wszyscy wzięli coś z mięsem, ja spróbowałam dania głównego z warzywami – nazywało się to „Kwiaty w świątyni”. Porcja sycąca, ale niestety dla mnie trochę zbyt pikantna. I wbrew opisowi nie znalazłam tam ani jednego prażonego orzecha nerkowca (chyba że zmielono je i dodano do sosu, ale tego nie sposób było stwierdzić). :( Pyszne za to były zapiekane ziemniaczki i Rose Lassi do picia.

„Taniec brzucha”, „Arabskie noce” i „Gruszeńka” również zostały spróbowane i opinie o nich są pozytywne. Udziwnione nazwy mogą nie wszystkim przypaść do gustu, ale warto sprawdzić co się pod nimi kryje – a są to naprawdę porządne porcje obiadowe.

Ukoronowaniem wieczoru było dla mnie creme brulee, które jadłam tak naprawdę po raz pierwszy (raz mi sie zdarzyło, jak przypomniał mi przed chwilą R., ale to chyba nie było takie prawdziwe creme brulee). Było absolutnie pyszne, z chrupiącą z wierzchu skórką, aksamitne pod spodem… Mmm… Zamarzyła mi się druga porcja, ale w żołądku nie miałam już na nic miejsca. :) R. wybrał dla odmiany (żeby nie było, że cały stolik objada się creme brulee) „Chwilę zapomnienia” – szarlotkę na ciepło z lodami waniliowymi i bitą śmietaną. Zestaw niby standardowy, ale porcja duża i bardzo ładnie wyglądała.

Wyszliśmy z restauracji syci i zadowoleni. Niewykluczone, że wybierzemy się tam ponownie, żeby spróbować kilku innych dań. :) Humoru nie zepsuły nam nawet nieodśnieżone chodniki.

Reklamy