Tagi

, , , ,

Lektura na styczniowy Stolyk Lyteracki. Książka została uhonorowana nagrodą im. Żuławskiego za rok 2009 i wzbudziło to pewne poruszenie (chociaż niekoniecznie związane z samą książką, a bardziej z uargumentowaniem tej decyzji). Muszę jednak przyznać, że dawno już nie czytałam książki, która tak bardzo by mnie wciągnęła i tak do siebie przekonała. Wychowałam się na s-f „starego” typu – i do tych starych lektur wciąż mam wielki sentyment. Rafał Kosik znakomicie połączył ze sobą elementy s-f, które są może i ograne (poszukiwanie innego życia we wszechświecie, ekspedycje badawcze, zetknęcie się z inną cywilizacją), ale dzięki nim otrzymaliśmy s-f w starym, dobrym stylu nie trącące w żadnym razie myszką.

Nie czytałam dotąd ani „Marsa”, ani „Verticala” i uważam „Kameleona” za znakomity początek w zapoznawaniu się z twórczością tego pisarza. Nie jest to rzecz wybitna, ale nie tego oczekiwałam od książki. Chciałam poczytać coś, co mnie zaintryguje i sprawi przyjemność na dłuższe godziny i to właśnie otrzymałam. Od pierwszej strony jest zagadka, której rozwiązanie chciałam poznać, a warstwa literacka nie sprawiała mi oporu, gdy zagłębiałam się w tę historię (Kosik pisze przystępnie, nie komplikuje opisów, jego język łatwo daje się „zwizualizować” w głowie). Książka ma niemało stron, ale nie odczuwałam tego podczas lektury, bo przez poszczególne strony przechodziłam galopem. Okładka jest ładna i trochę też myląca (na początku przynajmniej, ale jest to miła zmyłka), bo żółtych łanów ssawek nie uświadczymy w książce baaardzo długo. Zakończenie mnie nie rozczarowało, zaś epilog (ostatni rozdział) bardzo zgrabnie zamyka całość opowieści, dopisując kropkę nad i. Gdyby go zabrakło czułabym niedosyt, a tak odkładam książkę na półkę zadowolona i usatysfakcjonowana.

Zanim książka tak naprawdę się rozkręci, pierwsze co widzimy to zupełnie odstręczający Noan – jeden z kilku bohaterów przewijających się na pierwszym planie. Noan zachowuje się i myśli w sposób, który jest dla mnie odpychający, nie wątpię jednak, że jest to zamierzony zabieg autora. Potem pojawiają się osoby mniej wyraziste i przez to też mniej angażujące. W moim odczuciu nie ma tutaj nikogo, z kim można się utożsamić i czyim losem można się przejąć, ale gdy zagadka Kameleona zostaje rozwiązana – staje się to zrozumiałe. Noan wzbudzał moją niechęć od początku do samego końca, ale dzięki temu nie zapomniałam go tak łatwo jak pozostałych bohaterów i zaakceptowałam jego istotną rolę w rozwoju akcji. Bo tak naprawdę bohaterowie są tutaj tylko pionkami rozstawionymi na planszy, podążamy za nimi, ale patrzymy na świat nie ich oczami, ale jakby poprzez nich; istotne są tylko ich działania, które zmieniają tok historii. Dlatego ten ciągły przeskok perspektywy ze statku na planetę i odwrotnie nie sprawiał mi przykrości – patrzyłam na tło i próbowałam zrozumieć całość, nie skupiałam się natomiast na jednostkach. Zresztą charakteryzowanie bohaterów tym, że jeden ma ulubioną skórzaną kurtkę z którą nie potrafi się rozstać, drugi czapkę z daszkiem, a trzeci objada się landrynkami nie jest wystarczające żeby bohaterowie ci stali się realni i rzeczywiście nam bliscy. Podstawowe pytanie jednak brzmi: czy w tej książce potrzebny jest taki prawdziwy, krwisty bohater? W moim odczuciu nie – może pogłębiłby część psychologiczną historii, ale tak naprawdę nie ma ona kluczowego znaczenia dla tej opowieści.

Lubię książki, które nie udają czegoś więcej niż są w rzeczywistości, a Rafał Kosik nie próbuje nam wcisnąć Wielkiej Powieści Zmieniającej Polską Fantastykę. Tylko blurb na tylnej okładce, wspominający o zadawaniu ważnych pytań, nie do końca pasuje do treści, co zgodnie stwierdziliśmy na Stolyku. ;)

Reklamy