Tagi

, , , ,

27 stycznia 2010 na stronie głównej czasopisma „Marketing & more” pojawiło sie pożegnanie i informacja o rezygnacji z dalszego wydawania pisma. Przyznam, że była to dla mnie bardzo smutna wiadomość i w dodatku zaskakująca, że numer grudniowy okazał się numerem ostatnim.

Z pismem jestem związana od dość dawna, czytałam je regularnie od roku 2008. Pierwszy numer pojawił się na rynku w maju 2007 roku. Niestety w dobie kryzysu, spadającego na łeb na szyję czytelnictwa i sprzedaży prasy, wydawnictwo  Medical Tribune Polska podjęło decyzję o wycofaniu się z tego projektu. Myslę, że była to decyzja przemyślana, ale i tak szkoda mi, że pismo znika, bo bardzo się do jego obecności przyzwyczaiłam przez ten czas.

Zakończenie przygody „M&m” na naszym rynku nie było jednak do końca takim wielkim zaskoczeniem, bo jednak od połowy stycznia nie mogłam nigdzie znaleźć nowego numeru (nie patrzyłam na stronę internetowa – ona często była update’owana z małym poślizgiem). Teraz sprawa jest już jasna – żadnego kolejnego numeru nie będzie i niestety nic nie można na to poradzić.

Pismo było początkowo wydawane w niestandardowym formacie 270 mm x 280 mm. Był on z jednej strony nieporęczny, z drugiej wyróżniał pismo spośród innych z tej kategorii. We wrześniu 2009 roku wydawca postanowił zmienić format na klasyczne A4, odświeżył też layout i zmodyfikował trochę zawartość merytoryczną. O ile treść pisma zawsze trafiała w moje oczekiwania, o tyle do nowych rozmiarów trudno mi było się przyzywczaić. Jak się jednak okazało nawet te zmiany nie pomogły i nie zwiększyły sprzedaży, która pozwoliłaby pismu przetrwać. Może i cena okładkowa (15 zł) była wysoka, ale nie bardzo wierze, że ona tutaj zadecydowała. Nie jest to w końcu cena jakoś szczególnie wygórowana wśród pism specjalizujących się w tematyce marketingu.

Wielką zaletą „M&m” była zawartość – przystępne, ale ciekawe artykuły poruszające różne tematy z zakresu marketingu, pojawiał się też humor, za to nie było w ogóle zadufania i dzięki temu tak fajnie się je czytało. Numer był zawsze tak zróżnicowany, że każdy mógł znaleźć temat, który go zainteresuje. Ja akurat czytałam wszystko, ale to u mnie normalne. ;) Np. w numerze listopadowym ruszył cykl artykułów przedstawiających domy mediowe w Polsce. W numerze grudniowym zapoznaliśmy się z Mediaedge:cia i… niestety, na tym cykl się skończy. Tak samo będzie mi brakować cyklu artykułów „Historia marki”.

„M&m” miało swoich stałych czytelników i fanów, w to nie wątpię, ale po prostu było nas za mało. Możliwe, że pismo było zbyt mało „profesjonalne” dla profesjonalistów a dla masowego odbiorcy zbyt specjalistyczne i to je w tych trudnych dla prasy czasach zgubiło. Możliwe też, że powody były zupełnie inne, a poznanie ich teraz nie ma tak naprawdę znaczenia, bo nic to nie zmieni.

Tak czy inaczej żegnamy jedno z najfajniejszych pism o marketingu, jakie wydawano na naszym rynku. Mogłabym napisać, że mam nadzieję na reaktywację, ale byłby to jednak zbyt daleko posunięty optymizm. Niestety. :(

Reklamy