Tagi

, , , , , , ,

Artbook wydany do serii „Sky Doll” zdobyłam w wersji niemieckiej w wydaniu Carlsen Comics. Prawdziwym rarytasem są strony komiksu w formie szkicu – można plansza po planszy obejrzeć pracę wykonaną przez twórców, zanim na komputerze nałożyli kolory i wygładzili całość. Nie jest to duża książeczka, co może rozczarować, ale i tak warto do niej zajrzeć.

Na początku mamy wstęp, w którym Ferruccio Giromini w ciekawy sposób analizuje dzieło Barbucciego i Canepy. Potem dostajemy krótką opowieść będącą wprowadzeniem do historii naszej Sky Doll, pt.: „Narodziny Noy”. Rozdział ten kończy się w miejscu, w którym rozpoczyna się sam komiks.

Następny jest dział „Making of”, w którym zamieszczono szkic całego pierwszego tomu „The Yellow City / Die Gelbe Stadt”, razem z mini-boardami  u dołu strony pokazującymi zarys kadrów i dodatkowymi szkicami na marginesach. Ogląda się to z prawdziwą przyjemnością, Barbucci ma kreskę miękką i lekką, bardzo przy tym drobiazgową (szkic to uwypukla – plansze pozbawione koloru nabierają wyjątkowej wyrazistości i pozwalają docenić kunszt artysty).

Część czwarta to „Doll’s House” – galeria przepełniona studiami postaci, projektami i kolorowymi grafikami, które nie były publikowane poza artbookiem. Znajdziemy tu kolejną porcję szkiców – jeśli ktoś lubi patrzeć na pracę rysowników od kuchni, to powinien być tym zachwycony. :) Zaraz na następnych stronach w ramach „Doll’s Gallery” zamieszczono grafiki innych artystów komiksowych, odnoszące się do uniwersum Sky Doll. I tak znajdziemy tu Noę w wersji Didiera Crisse, Nicolasa Keramidasa (kłania się ich wspólna „Luuna”, o której pisałam już tutaj), Philippe Bucheta (cykl „Armada”) i jeszcze kilku innych twórców.

Na samym końcu mamy biogramy autorów oraz zdjęcia ludzi, którzy wspierali ich przy pracy. Swoje miejsce otrzymał w albumie nawet kotek Eliantho, zwierzak naprawdę bardzo brzydki, ale przy tym niezwykle rozczulający. Autorzy przydzielili bowiem naszej bohaterce małego towarzysza, szczurowate stworzenie z wyłupiastymi oczami, które otrzymało imię Elianthe – obecność kotka na łamach artbooka jest więc zrozumiała.

Jak w przypadku każdego artbooka ten również wydaje się za cienki, chciałoby się dostać jeszcze drugie tyle grafik, ale póki co musi nam starczyć to, co otrzymaliśmy. Artbook wydano ładnie, chociaż w miękkiej okładce. Mam jednak przykre wrażenie, że grzbiet ma tendencje do rozłamywania się (chociaż w moim egzemplarzu jeszcze nic takiego się nie stało). Jest to miły dodatek do samego komiksu, ale jednak tylko dodatek. Pozwala osłodzić trochę oczekiwanie na tom 4 „Sky Doll”.

Reklamy