Tagi

, , , , , , , , ,

Wczoraj wieczorem złapał nas na mieście deszcz, ale na szczęście nie przemokliśmy. Zrobiliśmy sobie spokojniejszy dzień – trochę więcej posiedzieliśmy w knajpach (chociaż tego nie planowaliśmy) i już nie biegliśmy na złamanie karku przed siebie. Chyba skumulowało się w nas zmęczenie z ostatnich dni. Musieliśmy sobie odpuścić – tak też więc zrobiliśmy.

Przeszliśmy się po Małej Stranie, zajrzeliśmy do Muzeum Tortur (ekspozycja niezbyt duża) i Muzeum Seksmaszyn (wstęp trochę drogi jak na to, co było w środku – spodziewaliśmy się raczej ogólnego Muzeum Seksu, a dostaliśmy głównie porno). Wjechaliśmy też na wzgórze Petřín kolejką linową, a potem wdrapaliśmy się na pomniejszoną kopię wieży Eiffla (najpierw na niższą platformę, potem na tę wyższą, przeszkloną) – widok na Pragę robi wrażenie, a przy wchodzeniu po schodach na taką wysokość (wieża ma 60m) można poczuć się nieswojo, nawet jeśli nie cierpi się na lęk wysokości. Weszliśmy do Zwierciedlanego Labiryntu (ot, ciekawostka, nic więcej) i obejrzeliśmy z zewnątrz Obserwatorium Astronomiczne. Tylko z zewnątrz, bo było za wcześnie, żeby wejść do środka, a nie chciało nam się czekać trzech godzin do otwarcia.

Dziś byliśmy już zmuszeni zrobić sobie Dzień Lenia – odespać, zjeść późne śniadanie, pokrążyć po domu bez celu. I ledwo się zebraliśmy na autobus do Pragi. :) Planowaliśmy dziś sporo atrakcji, ale musiały pójść w odstawkę i skończyło się tylko na Wyszehradzie i wieży telewizyjnej Žižkov. Pogoda w Pradze była taka sama, jak w ciągu ostatnich kilku dni – roztopy, niebo zachmurzone, ale słońce przebija się od czasu do czasu i daje po oczach. Tym razem bez deszczu. :) Wyszehrad (rozkopany, bo wymieniają tam rury) nie wygląda zbyt okazale o tej porze roku i zniechęca do spacerów zabłoconymi uliczkami. Ludzi też było niewiele.  Za to wieża telewizyjna z figurkami raczkujących dzieci (czyli „Miminka” Davida Černý) była bardzo kosmiczna. :) Widok z tarasu na wysokości 93,5m (cała wieża ma 216m) był bardzo okazały, ale chyba w ostatnich dniach za dużo się naoglądaliśmy panoram Pragi, żeby nas to do głębi poruszyło.

Dzień zakończyliśmy obiadem w dobrej pizzerii, która poprawiła nam trochę humory. Obiad z deserem – to jest to, co poprawi nastrój nawet najbardziej wycieńczonemu turyście. ;)