Tagi

, , ,

Niestety na mój odbiór lutowego numeru NF wpłynęła pewna dość głośna sprawa na forum pisma. Sprawy tej nie zamierzam już komentować ani tym bardziej opisywać, bo rzecz to nieprzyjemna i przykra (swoje kilka słów napisał o tej sprawie agrafek, również draken dodał komentarz od siebie i chyba nie ma sensu drążyć tematu i po nich powtarzać, szczególnie, że sprawa znalazła swoje szczęśliwe rozwiązanie w Drugim Obiegu :) ). Generalnie jednak rzuciło się to cieniem na odbiór samego pisma – czytałam je zniechęcona już na starcie.

Okładka tego numeru podoba mi się, chociaż jest wyraźnie odmienna od tej zaprezentowanej w numerze styczniowym. W środku zaś mamy kolejne drobne zmiany (tło spisu treści stało się na szczęście czarne, pojawił się spory dział Aktualności), ale chociaż złagodzono trochę zestaw kolorystyczny w dziale publicystycznym, to wciąż jednak mamy różne kolory teł i nie uciekniemy przed tym. Ze zmianami w dziale recenzji zdążyłam się już oswoić, podejrzewam więc, że numer marcowy nie wzbudzi już we mnie większych emocji w kwestii formy.

Czy Aktualności są pomysłem udanym? Na pewno uporządkowanie takich informacji jest dla czytelnika wygodne, ale z drugiej strony dział ten zajmuje miejsce, które dawniej należało do Galaktycznego Gońca, którego idea przemawiała do mnie zdecydowanie bardziej. Póki co dam szansę Aktualnościom. Obawiam się jednak, że na dłuższą metę nie sprawdzi się ta formuła i trzeba będzie poszukać czegoś innego.

Artykuły o niemieckiej  fantastyce ksiązkowej i filmowej są ciekawym pomysłem. Szczególnie dla kogoś, kto nie może zapoznać się ze wspomnianymi autorami w oryginale (niemiecka fantastyka nie jest na naszym rynku szeroko tłumaczona). Artykuł Macieja Parowskiego o fantastyce alternatywnej – interesujący, porządkuje trochę informacje o fantastyce alternatywnej, ale na pewno nie wyczerpuje tematu. „Niebezpieczne przygody Gwendoline w krainie Yik Yak” w żadnym razie nie zachęciły mnie do seansu – mam chyba zbyt małą odporność psychiczną na tego typu filmy. Łukasz Orbitowski jak zawsze trzyma poziom. Dla odmiany felieton Jacka Soboty przemówił do mnie (to już coś). Marcin Przybyłek nie sprowokował mnie do żadnych głębszych przemyśleń, ale jakoś się tego nie spodziewałam. Widocznie tak już mam, że głębsze przemyślenia nie są moją mocną stroną.

Teraz kilka słów o części literackiej:

„Siedem butelek perfum” Joanna Skalska – dobre opowiadanie, chyba najlepsze w całym numerze. Dobrze napisane, przykuwające do lektury i wzbudzające zainteresowanie. Brakuje może zakończenia, które ładnie zamknęłoby całą opowieść (oczekiwałam czegoś w rodzaju wyjaśnienia, które postawiłoby cały tekst w trochę innym świetle, przewrotnej puenty), ale nie wpływa to negatywnie na odbiór całości.

„Pantomima starego niedołęgi” Jakub Małecki – pokręcone opowiadanie. Surrealistyczne, a ja niestety źle przyjmuję taką prozę, bo w większości nie bardzo ją rozumiem. I tutaj również – mamy niby jakąś fabułę obudowaną wyszukanym językiem, wiem o co chodzi, a mimo to te 4 strony tekstu nie były dla mnie przyjemną lekturą. Zaistniała tu zdecydowana niekompatybilność między mną w tekstem.

„Ryza” Przemysław Gul – „zagubione” w akcji trzecie miejsce konkursu literackiego NF. Zagubione, bo dziwnym trafem najpierw opublikowano wyróżnienia, potem miejsca drugie i opowiadanie zwycięskie, a na sam koniec pozostawiono miejsce trzecie. Dziwne, ale cieszę się, że w końcu poznajemy wszystkich laureatów. „Ryza” na pewno ma w sobie sporo humoru, a autor może się poszczycić lekkością pióra. Wątek fantastyczny nie jest może jakimś wielkim zaskoczeniem, ale jest to bardzo fajne opowiadanie, które czytałam z prawdziwą przyjemnością.

„Noware” Uwe Post – miałam wrażenie, że czytałam coś podobnego, utrzymanego w mroczniejszym klimacie, ale jednak podobnego. Nazywało się to „Droga” Cormaca McCarthy’ego, i była to rzecz o niebo lepsza od tego niemieckiego opowiadanka. „Noware” nie jest opowiadaniem złym, ale zupełnie przeciętnym, dobrze napisanym, ale wzbudzającym jednak uczucie deja vu. Nic specjalnego.

„Paperdoll” Frank Hebben – mini-opowiadanko, niezbyt odkrywcze, niezbyt poruszające i przewidywalne. Nie zatrzymałam się na nim dłużej i szybko o nim zapomniałam.

„Interes jak każdy inny” Heidrun Jänchen – ciekawy pomysł, dobrze napisany, ale efekt wyszedł mimo takich składników przeciętny. Ponieważ opowiadanie jest boleśnie przewidywalne lektura nie daje takiej satysfakcji, jakiej czytelnik oczekuje. I co z tego, że dobrze się całość czyta, jeśli wątek romansowy (na którym całość się trzyma) kuleje niczym pirat z drewnianą nogą?

Podsumowując: numer ciekawy, ale niemiecka fantastyka póki co nie rzuca na kolana i w zestawieniu z polską prozą wypada blado. Czy to możliwe, że Niemcy piszą słabą fantastykę? Bardziej skłaniam się do opinii, że dobór opowiadań nie był najszczęśliwszy. Tragedii jednak nie ma – lutowy numer NF jest, powiedzmy, przyzwoity. I gdyby nie sprawa, o której wspomniałam na samym początku, nie czułabym żadnego niesmaku.

Reklamy