Tagi

, , , ,

Zdarzył nam się krótki, jednodniowy wyjazd do Łodzi. Nie jest to miasto, które bym dobrze znała. Pora roku również nie sprzyja zachwycaniu się krajobrazem, a ponieważ mam wciąż na świeżo Pragę, to polskie miasta wydają mi się… ubogie, zaniedbane. Łódź również jest zaniedbana. Nie powiem, że to piękne miasto (bo nie jest to właściwy przymiotnik), ale ma swój niezaprzeczalny klimat. Gdyby odratować i wyremontować rozpadające się stare kamienice, to Łodź wiele by zyskała. Taka obdrapana jest może mało urodziwa, ale i tak może się podobać. Puste podziemne przejście przy dworcu Łódź Fabryczna robi niesamowite wrażenie późnym wieczorem, przy słabym blasku lamp, które uwydatniają pomazane, brudne ściany. Jest to brzydota specyficznego rodzaju, można ją docenić będąc w Łodzi, bo tej pociągającej miejskiej brzydoty jest tu zdecydowanie więcej.

Spacer ulicą Piotrkowską w niedzielę jest bardzo smutny. Wszystkie sklepy są pozamykane na cztery spusty, chodniki niemal zupełnie puste, a jeśli ktoś tamtędy idzie, to raczej wraca z kościoła niż faktycznie spaceruje po mieście. Życiem pulsuje oczywiście Manufaktura, miejsce, które nieodparcie przyciąga miejscowych i zamiejscowych. Jaskinia konsumpcjonizmu, przepełniona ludźmi i błyszczącymi sklepowymi witrynami. Ale równocześnie – fantastycznie zaadaptowany kawałek architektury. Ilekroć patrzę na Manufakturę, zachwyca mnie to połączenie tradycji z nowoczesnością. Podoba mi się pomysł wykorzystania starych budynków manufaktury i przystosowania ich do współczesnych potrzeb – nawet jeśli są to potrzeby komercyjne. Dzięki temu to łódzkie centrum handlowe ma w sobie zdecydowanie więcej uroku niż warszawskie Złote Tarasy, nowoczesne, ale pozbawione historii. Budynki z czerwonej cegły mają duszę, a wstawienie tam sklepów nie wydaje się wcale szokujące. Lepsze to, niż gdyby cały kompleks miał stać pusty.

Najśmieszniejszy i tak jest widok stojącego na obdrapanym dworcu kolejowym nowoczesnego składu PKP Intercity jadącego do Warszawy. Wygodne pociągi Pesy są bardzo fajne, nie ukrywam, ale kontrast pomiędzy nimi a zapuszczonym dworcem uwydatnia tylko zaniedbanie miasta. Żeby nie było – Pesa na Dworcu Cenralnym wygląda dokładnie tak samo dziwacznie, zupełnie jakby wycięto ją z innego świata. Może jednak cały urok polskiej rzeczywistości to właśnie kwestia takich kontrastów? Chociaż kontrast między dworcami a Pesą, oraz kontrast nowoczesności i tradycji w Manufakturze to jednak nie do końca to samo.

Reklamy