Tagi

, , , ,

Lektura na lutowy Stolyk Lyteracki, który ostatecznie odbył się w marcu. ;) Tak się niestety złożyło, że nie dotarłam na ten Stolyk – utknęłam na mieście i nie uczestniczyłam w dyskusji. Książkę jednak przeczytałam i mogę kilka słów o niej napisać. :)

Nie da się ukryć, że jest to książka, która ma już swoje lata. Nie trąci jednak myszką w sposób nieprzyjemny, jest to raczej klasyk, który tylko troszkę się zestarzał, ale wciąż daje się z przyjemnością czytać. Jak na ksiązkę, która pokazuje tak dogłębną przemianę głównego bohatera, jest to lektura bardzo lekka i przyjemna. Bester opowiada nam historię człowieka, który dokonuje rzeczy niemożliwych napędzany chęcią zemsty. Gulliver Foyle z prostaka rozwiązującego problemy siłowo, przemienia się w wysublimowanego bogacza, który wkrada się na salony wielmożnych tego świata. A wszystko w imię zemsty na tych, którzy kiedyś pozostawili go na pastwę losu w kosmicznej próżni. Przemiana ta jest spektakularna, ale słabo uargumentowana przez samego autora. Nie obserwujemy jej więc bezpośrednio. Wiemy tylko, że pierwszy skok „jakościowy” bohater dokonuje z pomocą kobiety, Jisbelli, poznanej na swojej drodze. Drugi skok nie jest już taki wyraźny, widzimy tylko efekt końcowy. Powoduje to, że nie bardzo mogłam uwierzyć w tę przemianę. Przyjęłam ją na słowo, ale nie dałam się do końca przekonać, że bohater dokonał tego z taką łatwością i w tak krótkim czasie.

Tłem całej historii, które początkowo nie wydawało mi się zupełnie związane z głównym nurtem fabularnym, jest świat z powszechną teleportacją, dżuntowaniem. Nie rozumiałam co ma teleportacja do Foyle’a. Autor jednak dokładnie zaplanował ten związek i na koniec wykłada karty na stół. Najlepszym wątkiem całości jest tatuaż na twarzy Foyle’a, szczególnie w momencie, gdy udaje się go z jego twarzy usunąć (a w zasadzie udaje się usunąć tylko pigment). Cecha ta czyni Foyle’a naprawdę wyjątkowym i charakterystycznym bohaterem. Poza tym komplikuje też jego życie zmuszając go do większego panowania nad sobą (co początkowo nie jest jasne).

Akcja w książce rozwija się bardzo wartko. Autor nie poświęca zbyt wiele miejsca na psychologię bohaterów i jest wobec nich dość oschły – książka nie jest nasączona emocjami, a przynajmniej ja ich nie odczułam. Foyle traktuje ludzi przedmiotowo, nie przywiązuje się. Pojawia się wątek romansowy (chociaż romans to zbyt mocne słowo) najpierw przy Jisbelli, a następnie pod sam koniec, gdy Foyle poznaje Olivię Presteign. O ile rozumiem, że Jisbella nie miała dla Foyle’a na tyle dużego znaczenia, żeby mówić o miłości, o tyle w Olivii nasz bohater zakochuje się od pierwszego wejrzenia i jest to wątek potraktowany po macoszemu. Foyle w tym zakochaniu jest nieprzekonujący. Ich wzajemne przyciąganie zostało wytłumaczone jak równanie matematyczne, ale zabrakło emocji, które przemówiłyby do mnie jako czytelnika. Tych emocji brakowało mi chyba w książce najbardziej (chociaż cała fabuła opiera się na nienawiści i chęci zemsty, o ironio!). Możliwe, że dawniej tak właśnie się pisało fantastykę, a ja nie jestem do tego po prostu przyzwyczajona.

Muszę jednak przyznać, że zakończenie bardzo mi się podobało. Zrobiło na mnie wrażenie, że z tak trudnej fabularnie sytuacji autor wyprowadził bohatera zwycięsko pozwalając mu dalej żyć. Historia zatoczyła wielkie koło, a Foyle z końca opowieści to już zupełnie inny człowiek niż był na jej początku. I, żeby było ciekawiej, wcale nie człowiek lepszy, ale po prostu zupełnie inny.

Książka kończy się więc mocnym akcentem. Niestety nie mogę powiedzieć, żebym była nią dogłębnie poruszona – teraz pisze się trochę inaczej, więc stara fantastyka ma bardzo dużą konkurencję wsród równie wybitnej fantastyki nowoczesnej. Jednak temat poruszony przez Bestera i opowiedziana przez niego opowieść nie zestarzała się. Mogły zestarzeć się gadżety, język, ale sam pomysł nie. I nawet jeśli powieść ta ma niedociągnięcia, to wciąż jest to dobra powieść, którą warto znać.

Reklamy