Tagi

, , , , ,

Ostatnio bywamy tam rzadziej, ale przyznam, że bardzo lubię knajpki spod szyldu Pizza Marzano. Razem z K. i O. zdecydowaliśmy się tam wyskoczyć już jakiś czas temu, żeby coś przekąsić „weekendowo”. Przede wszystkim uwielbiam ich kuleczki chlebowe (i chyba nie tylko ja ;)), które do sałatek pasują fantastycznie, są chrupkie i przy tym cieplutkie jeszcze od pieca. Pychota! :)

Pizze też mają niezłe, ale niezbyt duże, więc ktoś z większym apetytem może nie być do końca usatysfakcjonowany. Zwykle jednak zamawiam u nich sałatki, popijając przy tym świeżo wyciśnięty sok z greifruta lub marchewki. Ostatnio jednak starczyła mi tylko przystawka, która miała bardziej walory smakowe niż zapełniające żołądek (jak to przystawka). R. postanowił wziąć pizzę z tuńczykiem, a nie serową, którą do tej pory zamawiał tradycyjnie w pizzerii (wypróbował już dziesiątki wersji quattro formaggi i zdarzały się lepsze i gorsze). No i skusiliśmy się obowiązkowo na deser. :) Zwykle chodzimy do restauracji, żeby spróbować ciekawych smaków i na koniec zagryźć to czymś słodkim – deser to w końcy zwieńczenie całego posiłku i nagroda za wysiłek włożony w jedzenie. Tym razem też sobie nie odmówiliśmy. Skusiłam się na panna cotta di stagione, ale dodali do niej za dużo żelatyny, więc deser był trochę za mało kremowy i przez to dużo stracił. R. zdecydował się wziąć na spróbowanie cannoli siciliana, które wygląda na zdjęciu trochę… dziwnie, kojarząc się nie tak, jak powinien kojarzyć się deser (można spojrzeć tutaj do menu na stronie Pizzy Marzano, żeby się przekonać o czym mowa), ale zdecydowanie lepiej smakuje, więc w sumie byliśmy zadowoleni.

Zresztą Pizza Marzano to miejsce, do którego często się wraca. :)

Reklamy