Tagi

, , , ,

Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu miałam ochotę na indyjskie jedzenie, więc zorganizowaliśmy wyjście razem z K. i O. (okazja się trafiła, i to wcale nie jakaś drobna – zainteresowani wiedzą o co chodzi ;)). Restauracja mieści się w podwórku, idąc więc ulicą Żurawią można jej początkowo nie zauważyć. Sprawia eleganckie wrażenie – i to zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Kelnerzy obsługują w języku angielskim, wnętrze natomiast jest bardzo klimatyczne, przesiąknięte klimatem Indii. Mamy więc przytłumione światło, rzeźby i obrazy na ścianach, ale nie odczułam, żeby wystrój był kiczowaty. Miejsce to cieszy się też całkiem dużą popularnością, bo podczas naszej wizyty kilka stolików było zajętych.

Na jedzenie trzeba trochę poczekać (co podobno jest sygnałem, że w kuchni rzeczywiście gotują, a nie tylko wrzucają dania gotowe do mikrofalówki), ale warto. Zamówiliśmy tylko dania główne i napoje – na deser planowaliśmy wybrać się gdzie indziej. Do picia wybraliśmy jogurty indyjskie, każde w innej odsłonie: Sweet Lassi, Salt Lassi, Plain Lassi i Mango Lassi. Bardzo przyjemnie komponowały się z lekko pikantnym (lub też ostrzejszym – zależnie od wybranego dania) jedzeniem. Bardzo smakowało mi Subzi Navrangi, danie wegetariańskie z warzyw, w sosie kokosowym i z orzechów nerkowca. Było łagodne w smaku, nie przesadnie słodkie, odrobinę pikantne – można rzec, że idealne. Do dania głównego trzeba osobno zamówić ryż lub też chlebek indyjski. My zdecydowaliśmy się na chlebek (w końcu ryż mamy na codzień ;)). Na stół wjechały też: Murgh Patiyala, Chicken Chettina i Mutton Lal Masala (linkuję aktualne menu). Bardzo nam się podobało, że dania „garnkowe” są stawiane w malutkich garnuszkach na stojakach z paląca się świeczką, dzięki czemu zachowują ciepło. Tylko Murgh Patiyala (jako, że to omlet) podano po prostu na talerzu. Nie wyglądało też niestety zbyt urodziwie (R. nie był też jakoś specjalnie zachwycony smakiem, ale to już jest kwestią gustu). ;)

Doliczają sobie od razu 10% serwisu, co sprawnie rozwiązuje kwestię napiwków. Ceny są umiarkowane biorąc pod uwagę standard tej restauracji, i raczej nie wyróżniają się na tle innych miejsc, w których dotąd byliśmy. Daniami można się porządnie najeść, bo są sycące. Bardzo chętnie powtórzyłabym przygodę z kuchnią indyjską i to nawet niebawem, ale R. już niekoniecznie – po tej jednej wizycie starczyło mu nowych smaków na jakiś czas. :) Z drugiej strony kuchnia hinduska należy do najzdrowszych na świecie (o czym pisano w Newsweeku), zaraz obok chińskiej i japońskiej, warto więc sięgać po ich przepisy. :)

Do India Curry drugi raz się już raczej nie wybierzemy, bo jest wiele innych fajnych miejsc godnych odwiedzenia, ale obok SADHU Cafe jest to ciekawa i naprawdę udana restauracja, zdecydowanie godna polecenia. :)

Reklamy