Tagi

, , , , , ,

Nie, nie chodzi wcale o Lady Gagę, ale o małą restaurację o nazwie Pizzeria Trattoria GAGA (w Polsce jest ich łącznie 6 w sieci, z czego jak dotąd 4 w Warszawie). Już jakiś czas temu zdarzyło nam się tam jeść razem z K. i O., ale wpis na blogu pojawia się dopiero teraz. :) Tak naprawdę nie była to moja pierwsza wizyta w tej pizzerii – kiedyś, wiele lat temu, byłam tam jeden jedyny raz na pizzy. Wspomnienia z tego mam mgliste, ale nie negatywne, i to chyba zadecydowało, że pomyślałam o zjedzeniu tam ponownie.

Początkowo nie planowaliśmy wcale iść na pizzę – mieliśmy iść na czekoladę. :) Poniewaz jednak wszystkie miejsca w czekoladziarniach były zajęte, postanowiliśmy iść do GAGI. Chwilę się wahaliśmy, bo naprzeciwko GAGI, również przy ul. Zgody, mieściła się knajpa meksykańska TAQUERIA MEXICANA, ale ostatecznie padło na tradycyjną pizzę.

GAGA jest miejscem całkiem sympatycznym, ma nawet mały staw wewnątrz. :) Początkowo zastanawialiśmy się co tak ciurka, a to woda. ;) Niestety trafił nam się jedyny wolny stolik przy drzwiach, a było tam bardzo zimno i naprawdę wiało, gdy goście wychodzili. Tego stolika tak naprawdę w ogóle nie powinno tam być, albo powinien być oddzielony jakimś parawanem, żeby goście się nie zaziębili. Na stolikach stały małe wazoniki z prawdziwymi tulipanami (duży plus), ale niestety do jedzenia podali tylko jedną cieniutką chusteczkę, w którą zawinięte są sztućce (chusteczki nie stoją osobno na stoliku i za to jest już niestety minus).

Zamówiliśmy nie tylko pizzę: R. wziął wprawdzie pizzę Tonno, ale już O. i K. zdecydowali się na makaronowe Tagliatelle al Salmone i Farfalle vegetariane. Ja nie byłam zanadto głodna i postanowiłam wziąć sobie niewielką przekąskę zamiast pełnego dania – stanęło na Focaccia, bo bardzo lubię smak ciasta na pizzę (potem domówili to także K. i O.). :) Pizza była dobra, nie powiem, była też ładnie przyrządzona. Za to makarony, chociaż smaczne, nie były jednak porcjami, którymi można się porządnie najeść – dlatego K. i O. postanowili domówić na spółkę kolejne danie, nie kryjąc przy tym rozczarowania. Za to (o ironio) najbardziej sycące okazało się moje danie, bo paluchów z ciasta przyniesiono mi cały wielki talerz, a do tego jeszcze trzy sosy do ich maczania.

Trafiliśmy na ofertę, więc dostaliśmy taniej picie (to było bardzo miłe), a na koniec nie mogłam sobie odmówić deseru w formie naszej ulubionej szarlotki na ciepło, która nam naprawdę smakowała (skonsumowałam ją razem z R., bo nie była to wcale taka mała porcja). :D

Generalnie jedzenie było dobre. Resztę Focacci, która nam została zdecydowaliśmy sie wziąć do domu, ale niestety – sosów już nie pakują, co najwyżej można osobno na wynos dokupić sobie saszetkę. Zresztą pani przyniosła po prostu pudełko na pizzę i nam je podała, żebyśmy sami zapakowali sobie jedzenie.

Polecać czy nie polecać? Napiszę tak: drugi raz się tam raczej nie wybierzemy, bo mimo uroku tego miejsca nie wyszliśmy stamtąd usatysfakcjonowani. Dlatego nie powiem, że warto się tam wybrać. Myślę, że jest wiele zdecydowanie fajniejszych miejsc, które warto odwiedzić i w których warto zjeść.

Reklamy