Tagi

, , , , , , ,

„Chleb powszedni” można było obejrzeć niedawno na kanale Planete. Dokument ten zdobył sporo nagród, był u nas też pokazywany w ramach 6 Planete Doc Review w 2009 roku. Autorem dokumentu jest Nikolaus Geyrhalter, austriacki dokumentalista, znany i wielokrotnie nagradzany. Współproducentem i współtwórcą scenariusza jest Wolfgang Widerhofer, który również zmontował cały materiał (tak samo jak uczynił to ze wszystkimi wcześniejszymi dokumentami Geyrhaltera).

Plakat filmu i tytuł niekoniecznie zdradzają temat dokumentu, a jest nim produkcja  żywności. Zostaje przed nami odkryte to, nad czym się na codzień nie zastanawiamy – skąd mleko wzięło się w pudełku, skąd przyjeżdżają do nas jabłka, a skąd jest wędlina czy też sól. Dokument trwa 90 minut i tak naprawdę nie jest w stanie objąć całego tematu, ale Geyrhalter pokazuje nam pojedyncze sceny, fragmenty większej całości, które pozwalają nam zajrzeć do miejsc, do których zwykle nie zaglądamy. I najważniejsze jest to, że tylko nam to pokazuje. Przez całe 90 minut jedyne co słyszymy to huk maszyn, głosy zwierząt, czasami ciche, niewyraźne rozmowy pracowników. Nie ma komentarza, nie ma nawet ścieżki dźwiękowej. Dokument kręcono w kilku krajach, ale jego forma jest ponadczasowa. Nie dostajemy wywiadów z pracownikami, nie podaje nam się zawrotnych liczb i statystyk. Stajemy z boku i patrzymy na taśmową produkcję… w zasadzie wszystkiego. Pomidorów w wielkich szklarniach, mięsa, jajek, ryb. Jest w tym chłód, surowość i niesamowita kompozycja poszczególnych kadrów, które czasami aż bolą . Bo czy tak naprawdę chcemy wiedzieć jak to wygląda za drzwiamy kurzych ferm i rzeźni?

To, co od razu zwraca naszą uwagę to przerażająca liczba specjalistycznych maszyn, które czynią cały proces produkcji żywności łatwiejszym dla człowieka, szybszym i teoretycznie bardziej humanitarnym. Jednak ta „humanitarność” i sterylność nie są w stanie przysłonić przedmiotowego traktowania zwierząt i roślin. Bo nie dotyczy to tylko zwierząt, co może brzmieć trochę dziwnie. Sztucznie tworzone odmiany pomidorów, które na małej przestrzeni uprawia się tylko po to, żeby zebrać owoce, również robią na widzu wrażenie (temat pomidorów przypomniał mi inny, bardzo interesujący dokument, pt. „Czerwony jak pomidor„, który można było obejrzeć na kanale Kuchnia.tv). Widok uprawy roślin porusza trochę mniej niż widoki kurzych ferm czy też hodowli świń i krów, ale również nie pozostawia widza obojętnym. Żeby siebie wykarmić człowiek zdecydował się podporządkować sobie wszystko, co tylko zdołał.

I tu dochodzimy do podwójnego znaczenia tytułu: chleb powszedni, czyli to, co na codzień spożywamy, żeby żyć, ale równocześnie określamy w ten sposób naszą codzienność, rutynę, szarą rzeczywistość pracy, która zapewnia nam byt. Wątek ludzki został wyraźnie zaznaczony poprzez pokazanie pracowników w czasie przerwy – są to momenty wytchnienia od huku pracujących maszyn, momenty kiedy mogą zjeść spokojnie kanapkę, momenty, w których widzimy zmęczonych ludzi, którzy już zobojętnieli na swoją pracę. Geyrhalter nic nie ubarwia, nie ocenia, on tylko pokazuje i pozwala widzowi samodzielnie wysnuć wnioski.

Jest to bardzo poruszający dokument i zdecydowanie warto poświęcić mu te 90 minut. Będzie to dla niektórych seans dość bolesny, ale taka jest cena świadomości. Nie jest to jednak obraz brutalny i stronniczy – jest spokojny. Wszystkie emocje są w widzu, ale może dzięki temu trochę inaczej spojrzymy na dostępność żywności w supermarketach.

A tutaj można zajrzeć na stronę internetową zbudowaną wokół filmu (dostępna jest w dwóch językach). Warto  przeczytać wywiady z twórcami w dziale Bonus. Polecam też krótki tekst o samym dokumencie zamieszczony na tej stronie.

Reklamy