Tagi

, , ,

Majowy numer NF, zalegający mi już na stole od dawna, pomięty od czytania, ma okładkę zupełnie inną od tej znanej z numeru kwietniowego. I warto wspomnieć, że okładka ta jest o niebo lepsza od poprzedniej. A w środku mamy w dziale publicystyki m.in.  tekst Michała R. Wiśniewskiego, który bierze na warsztat fascynację podróżami kosmicznymi zaczynając od Juliusza Verne’a. Piotr W. Cholewa za to skupia się na cyklu „Odyseja kosmiczna” Arthura C. Clarke’a. Nie mogło też zabraknąć przypomnienia kolejnego złego filmu – pod tytułem „Gwiezdne zderzenie” (oczywiście z Davidem Hasselhoffem), zaś Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz opowiadają o dziwacznych wynalazkach, które trafiły do lamusa zamiast zyskać popularność. Zamykający numer Orbitowski tym razem opowiada o filmie „Czwarty stopień”, który obraca się wokół tematu uprowadzeń.

W tym numerze dostajemy 4 opowiadania polskie i jedno zagraniczne. Niestety to jedno, firmowane wielkim nazwiskiem, jest króciutkie. Ale po kolei.

„Idol” Pawła Ciećwierza jest całkiem ciekawym opowiadaniem, chociaż niestety obędzie się bez zachwytów. Ma też nawet zakończenie, które spina całość i ładnie podsumowuje. Interesujące jest również dotknięcie tematu homoseksualizmu, chociaż na szczęście nie ma tu żadnych ocen i skrajnych opinii, to po prostu element układanki (co się chwali). Językowo jak najbardziej poprawnie, dobrze się czyta, ale niestety nie zapada w pamięć na zbyt długo.

„Dozorca systemu” Kazimierza Nagórskiego daje się zdecydowanie łatwiej zapamiętać, bo opiera się na ciekawym pomyśle, bardzo ładnie opakowanym językowo. Przyznam jednak, że motyw symbiontu troszkę mi zgrzytał, tak samo jak „egzorcyzmy”, ale w ogólnej ocenie opowiadanie mi się podobało.

„Mrówka” Marcina Maliszewskiego jest za to opowiadaniem przede wszystkim dziwnym, pokręconym i nie do końca trafiającym w mój literacki gust. Nie można odmówić mu pomysłu i jest to jego największa zaleta, za to zakończenie jest jak dla mnie trochę zbyt mało wyraziste, pozbawione „przytupu”, który bardziej by mi tutaj pasował.

„Rzuty koścmi” Jakuba Żulczyka intryguje już od samego początku realiami świata przedstawionego. Dobre wrażenie podtrzymuje też język. Całość wydaje się jednak częścią trochę większej całości (przynajmniej jeśli chodzi o eksploatację tego świata, bo z tych realiów dałoby się jeszcze co nieco soku wycisnąć), więc i zakończenie nie jest zamknięte. Jest to jednak opowiadanie mimo wszystko udane i dobrze mi się je czytało.

„Żeńskie końcówki” Neila Gaimana odebrałam bardziej jako rozczarowanie, bo chociaż to krótkie i dobrze zakończone opowiadanie, to jednak dla mnie było… trochę nudne, nie przykuło mnie do siebie. Że jest dziwne i niejasne do samego końca – to też odczułam, ale przede wszystkim jest pozbawione emocji (albo zawarte przez autora emocje zupełnie rozminęły się z moim odbiornikiem). Nie jest to złe opowiadanie, bo jednak pod koniec daje się odczuć klasę autora, ale jednak po takim nazwisku oczekiwałam czegoś więcej. Tak jakoś więc wyszło, że po lekturze miałam raczej mieszane uczucia, bo gdyby nie to zakończenie, to zupełnie by mi się nie podobało. Pozostaje tylko pytanie co z tego tekstu wynika? W moim odczuciu niestety nic.

Ogólna ocena numeru? W porządku, chociaż bez rewelacji. Mamy mocną reprezentację polskiej prozy, co jest miłe, w dodatku proza ta jest na całkiem dobrym poziomie, więc jest co poczytać. Również publicystyka trzyma poziom reszty numeru, nie ma więc ewidentnych wpadek, a to też duży plus.

Reklamy