Tagi

, , ,

Okładka czerwcowego numeru NF wpisuje się w wampiryczny trend, tak modny w ostatnim czasie. Od razu powiem, że jest dość kiczowata, a R. nie mógł na nią patrzeć ilekroć pojawiała się w zasięgu jego wzroku. :) Mój egzemplarz jest już mocno wymęczony, ale w kiosku nie wyglądał zachęcająco – na pewno nie jak pismo literackie, ale to już temat na inną opowieść.

W środku mamy kilka słów o BIFFF (Brussels International Fantastic Film Festival) i wywiad z gwiazdą Charlaine Harris o jej największym dziele „Czystej krwi”. Wywiad ten ma częstą przypadłość tej formy – jest mianowicie niezbyt długi (chociaż niby zajmuje tyle miejsca). Tym razem nie odczułam tego za bardzo, bo w sumie nie bardzo wiem o czym można rozmawiać z Harris (poza „Czystą krwią” rzecz jasna), ale generalnie wywiady w NF zawsze pozostawiają we mnie pewien niedosyt.

„Niemieckie zombie kontra reszta świata” to artykuł krótki, w którym dominują mało apetyczne zdjęcia. Wywiad z Peterem Straubem jest niestety jeszcze krótszy od tego z Harris, ale za to zdecydowanie ciekawszy (jak na złość!). „Diabeł w złotej skórze” – to kolejny artykuł, w którym wzięto na warsztat mit wampira. Pojawiło się ostatnio w tym temacie kilka książek, opublikowano też kilka artykułów i temat zaczyna być już nudny. Trzeba jednak przyznać, że tekst Anny Kontek należy do tych lepszych, solidniejszych.

Orbitowski jak zawsze kończy numer mocnym akcentem, pochylając się nad „Domem długich cieni”, filmem, o którym nie miałam dotąd zielonego pojęcia (jak o większości filmów, które Orbit wspomina w swoich felietonach).

A wśród opowiadań mamy cały przekrój opowieści, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

„Cudowne źródełko, czyli kryminał hydrauliczny” Ewy Białołęckiej to jedyne w numerze opowiadanie, które nastawione jest na humor. Napisane bardzo sympatycznie, zupełnie pozbawione ambicji udawania wielkiej literatury, rzecz zdecydowanie rozrywkowa (razem z zaletami i wadami takiej literatury). Mogą drażnić główne bohaterki, a spięcia między ich schematycznymi charakterami nie są ani odrobinę odkrywcze czy świeże, ale opowiadanie nie nuży i nie stawia czytelnikowi oporu. Ot, lektura na jeden raz.

„Maskarada” Tomasza Golisa to już rzecz z innej parafii. Poważna, okultystyczna, wyróżniona w konkursie literackim NF z roku 2009. Widać pomysł, widać staranną pracę nad klimatem, ale jednak czegoś mi zabrakło. Możliwe, że opowiadanie nie jest po prostu w moim typie, bo w sumie jest naprawdę dobre, ale w trakcie lektury nic we mnie nie zaiskrzyło.

„Tygrys, tygrys” Marcina Wełnickiego już samym tytułem przypomina „Gwiazdy moim przeznaczeniem” Alfreda Bestera, i skojarzenie to towarzyszyło mi do końca lektury. Pomysł nie jest odkrywczy, jego skrótowa forma powoduje też, że psychologia bohatera nie jest pogłębiona i tym samym nie porusza czytelnika ani trochę. Całość jest też niestety przewidywalna, więc zakończenie nie oferuje nam żadnego zaskoczenia.

„Udręczone dusze: legenda o Primordium” Clive’a Barkera to dość mocne uderzenie. Temat opowiadania i wizja stworzonego świata nie każdemu przypadną do gustu, w dodatku język autora uwypukla obrazy, czyni je mięsistymi, wyrazistymi i namacalnymi. Obok obrzydliwości mamy też w tym opowiadaniu głęboki smutek, który wyziera niemal z każdej strony. Przejmująca opowieść, chociaż zdecydowanie nie dla każdego.

„Kopciuch” Petera Strauba to w moim odczuciu opowiadanie niepokojące i dziwne, ale niestety – zupełnie też do mnie nie trafiające. Autor odnosi się do baśni o Kopciuszku nie tylko w tytule, ale sięga zdecydowanie głębiej. Opowiadanie jest jednak nie do końca jasne, zapętlone dodatkowo narracją, i zupełnie rozminęło się z moją wrażliwością.

Chociaż okładka udała się średnio, to jednak zawartość numeru rekompensuje tę graficzną wpadkę. Mamy spory wybór różnorodnych tekstów i chociaż nie wszystkie są równie dobre, to jednak każdy powinien znaleźć coś dla siebie. W tyle pozostała niestety publicystyka, ale może w następnym numerze będzie lepiej.