Tagi

, , ,

Na „Bluszcz” zwróciłam uwagę najpierw dwa lata temu, ale było to spotkanie jednorazowe. Ponowne zainteresowanie tym pismem wzbudziła we mnie krótka rozmowa z Maegiem, po tym jak on zaopatrzył się w tegoroczny numer styczniowy. Sama postanowiłam sięgnąć dopiero po numer marcowy, bo zachęciła mnie okładka z Manuelą Gretkowską – z przyjemnością przeczytałam wywiad z nią.

Jak wygląda nowy „Bluszcz” pod opieką Rafała Bryndala? Jest to pismo ciekawe ze względu na formę, ale zdecydowanie jest ono nie dla każdego. Z „Pisma miesięcznego ilustrowanego dla kobiet” zrobiono „Ilustrowany miesięcznik kulturalny”, chociaż nie ma co oczekiwać wielkich spotkań z kulturą. W porównaniu z numerem 5 z lutego 2009 roku, który akurat mam w posiadaniu, pismo straciło trochę na objętości (ze 170 pozostały 122 strony), zmieniła się też makieta (więcej bieli, która daje przestrzeń), tytuł na okładce, czcionki, cena (co oczywiste) i sam wygląd okładki, który z rysunkowej przeszedł w grafikę nowoczesną. Tak jak i poprzednio twórcy stawiają na tekst, mamy więc dużo do czytania i troche do oglądania, bo teksty uzupełniono różnorodnymi rysunkami. Jest o książkach i filmach, zamieszczono wiele opowiadań drukowanych w odcinkach, felietonów znanych artystów (np. Macieja Maleńczuka), są też mini-wywiady. Wszystkiego jest dużo i chociaż artykuły są raczej krótkie, mamy wrażenie obfitości, a lektura nas nie męczy. Dołączany dawniej dla dzieci na ostatnich stronach „Bluszczyk” wyewoluował w samodzielne pismo, za to wciąż mamy na 4 stronie okładki „Chwaściki” z humoreskami.

Nowy „Bluszcz” tak samo jak stary nie jest kierowany do mnie. Ot, kupiłam, przeczytałam od deski do deski, ale po kolejny numer nie sięgnę, bo z tej lektury niewiele dla mnie wynika. Literatura w odcinkach zupełnie mnie nie interesuje, tak samo jak delikatne musnięcie tematów kulturalnych (oczekiwałabym większego pogłebienia tego tematu). Ale dla rozbudowanych najciekawszych wywiadów „okładkowych” szkoda mi wydawać 10zł miesięcznie. Fajnie, że pismo znalazło swoją niszę i swoich wiernych czytelników, bo jest inne od większości prasy kierowanej do kobiet (chociaż teoretycznie nie jest ono teraz pismem stricte kobiecym), a taką inność należy chwalić. Mnie jednak nie uwiodło, chociaż sam kontakt z pismem był przyjemny.

Reklamy