Tagi

, , , , , , , ,

Z cyklem „Dzieci Ziemi” Jean M. Auel zetknęłam się wiele lat temu. Cały cykl był dostępny na wyprzedaży, więc nie namyślając się długo zakupiłam go w ramach bożonarodzeniowego prezentu dla samej siebie. Czy słusznie? Trudno ocenić. Ponieważ jednak każdy czytacz lubi opasłe książki, to nie mogłam nie ulec pokusie. Pierwsze 3 tomy („Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego”, „Dolina Koni” i „Łowcy Mamutów”) przeczytałam jednym tchem. Przy „Wielkiej Wędrówce” wymiękłam w okolicach 120 strony. Książka (a jest to kniga naprawdę solidnych rozmiarów, jak i cały cykl, który spokojnie bez dodatkowego podparcia stoi sobie pionowo na półce) wróciła na półkę na kilka lat. Wtedy postawiłam na niej krzyżyk – stwierdziłam, że po prostu nie dam rady tego przeczytać. Jak się jednak okazuje „nigdy nie mów nigdy”. Co się stało, że podjęłam wyzwanie? Książka łypała na mnie z półki na tyle długo, że zaczynałam czuć dyskomfort. Nie lubię niedokończonych spraw, a tym bardziej niedokończonych lektur. No i się przełamałam. Cały cykl opowiada historię Ayli, jasnowłosego dziecka, które traci w trzęsieniu ziemi rodzinę i zostaje przygarnięte przez Klan. Wszystko dzieje się w czasach epoki lodowcowej, kiedy ludzi na kontynencie europejskim żyło jeszcze niewiele, a ci co żyli skupiali się w nieduże osady. W tych czasach obok ludzi, z których pochodzimy (lud Ayli, czyli Cro-Magnon), żyje też Klan, teraz znany jako Neandertalczycy. Towarzyszymy Ayli w każdym etapie jej życia: gdy dorasta w Klanie  i przeżywa tam swoje dramaty wynikające z głębokich różnic fizycznych i psychicznych („Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego”), gdy opuszcza Klan i samotnie żyje przez 3 lata w dolinie poznając tam miłość swojego życia („Dolina Koni”), gdy odnajduje nowy dom („Łowcy Mamutów”), a potem decyduje się wyruszyć z ukochanym w wędrówkę przez całą Europę, żeby osiąść wśród jego ludzi na zachodzie („Wielka Wędrówka”). Książki Auel wzbudzają we mnie uczucia ambiwalentne. Z jednej strony są przegadane, z drugiej nie można im odmówić bardzo starannie odtworzonych realiów życia w epoce lodowcowej. Autorka bardzo drobiazgowo przedstawiła jak się wtedy żyło, co się jadło, co się na sobie nosiło, jak polowało i sporo miejsca poświęca też temu, jak wtedy wyglądała Europa – pisze o zwyczajach zwierząt, ich występowaniu, jak również o roślinności. Od razu widać, że poświęciła tej stronie swojej prozy bardzo dużo uwagi i czasu, konsultując się z wieloma specjalistami (o czym wspomina też w podziękowaniach). Tych zalet nie można książce i całemu cyklowi odmówić. To, co jednak drażni, to powtórzenia. Czytając tomy z dłuższymi przerwami (czyli tak, jak poszczególne części były wydawane) nie jest to takie irytujące. Gdy jednak połyka się tom za tomem, to można się zakrztusić, bo długaśne przypomnienia tego, co było w poprzedniej części nużą. Inna sprawa to wylewający się z kart romantyzm. Opisy namiętnych zbliżeń między bohaterami początkowo są może i elektryzujące, ale potem stają się monotonne i zupełnie nic nie wnoszą do fabuły. Inna rzecz, że nasi bohaterowie są ludźmi doskonałymi – pięknymi, genialnymi, silnymi, ponad miarę szczęśliwymi i szalenie w sobie zakochanymi. Z zasady wszystko im się udaje – Ayla wszystkich zawsze sobie zjednuje i w dodatku walczy ze stereotypami odnośnie Klanu. Jest więc wojowniczką, uzdrowicielką, jest wyjątkowo atrakcyjna, ma niesamowity talent do języków, myśli niestandardowo wyprzedzając zdecydowanie swoje czasy, a przy tym jest pozbawiona negatywnych emocji (zazdrości, nienawiści). Ideał. I do takiego ideału skrojono nie mniej kryształowego Jondalara (miał małe potknięcie w „Łowcach Mamutów”, ale co tam), wspaniałego łupacza krzemienia. Tych achów i ochów jest niestety za dużo. O dziwo jednak można to strawić. I chociaż jestem bardzo świadoma wad tego cyklu, to jednak wciągnął mnie i zamierzam w końcu go doczytać. A więc hit czy kit? Trudno wydać jednoznaczny werdykt. Na pewno mimo wszystko warto się z tym cyklem zapoznać, bo jest wyjątkowy. Należy być jednak przygotowanym na to, że są w nim naprawdę słabe elementy. Książki potrafią zmęczyć i często po jednym tomie trzeba sobie zrobić „płodozmian”, żeby odpocząć. Przy moim pierwszym podejściu do „Dzieci Ziemi” byłam bardziej krytyczna, teraz mniej rzeczy mi przeszkadza. Zmieniłam nastawienie, wciąż jednak nie pozbyłam się mieszanych uczuć. Tak czy inaczej „Wielka Wędrówka” doprowadza nas w końcu do punktu, który dla fabuły jest najciekawszy – gdy Ayla i Jondalar docierają do Zelandonii. Wspominając o książce, nie można też zapomnieć o filmie, który nakręcono na podstawie pierwszego tomu cyklu w roku 1986 (wyjątkowej urody jest plakat z umalowaną Daryl Hannah). W sumie szkoda, że poprzestano tylko na jednej części – ciekawie byłoby porównać wizję filmową z literackim oryginałem w przypadku każdego tomu (tym bardziej, że za chwilę mamy polską premierę ostatniego, szóstego tomu).

Reklamy