Tagi

, , , , , ,

W końcu się udało. :) Ale i okazja była po temu niepoślednia. ;) Przypomnę może, że nasze plany, żeby odwiedzić pobliską „susharnię” związane były jeszcze z Rakusu, restauracją, która mieściła się w tym samym miejscu co teraz Tsubame Sushi, ale niestety nie przetrwała (pisałam o tym rok temu, jak się okazało optymistyczne zapewnienia o modernizacji nie wiązały się z ponownym udostępnieniem lokalu).

W przeciwieństwie do Rakusu, w Tsubame Sushi ciągle ktoś siedzi. Pojawiają się tam również Azjaci, co może tylko bardzo dobrze świadczyć o jakości jedzenia. Tsubame udostępnia również obecne już w lokalu groty solne, a poza sushi oferuje również dania na ciepło, zupy i desery. No ale marka Jacka Wana do czegoś zobowiązuje. Nas interesowało jednak przede wszystkim sushi. :)

W środku restauracja jest urządzona schludnie, czysto i prosto, ale przy tym elegancko. Nie było bambusowych mat na stołach, które wyglądają wprawdzie bardzo gustownie, ale nie sposób utrzymać ich w czystości, tylko papierowe podkładki z wzorem mat, co jest zdecydowanie praktyczniejsze. Zastawa jest czyta, gustowna, nie obtłuczona.

Zamówiliśmy zestaw dla 4 osób (największy zestaw Sumire składający się z 50 sztuk sushi), chociaż O. wahał się czy nie wybrać dania na ciepło. Ochota na sushi okazała się jednak silniejsza. ;) Na powitanie otrzymaliśmy tradycyjne już, rozgrzane ręczniki do rąk i sałatkę, a potem wjechało sushi (nie trzeba było specjalnie długo na nie czekać). Po posiłku przemiła kelnerka poleciła nam na deser Ichigo-no Gurat, przepyszną masę budyniową z malinami, listkiem mięty i posypaną brązowym, przypalonym lekko cukrem. Pychota! Do tego dzbaneczek zielonej herbaty (jaśminowej i ryżowej), który ułagodził nasze kubki smakowe.

Porcje nie są bardzo duże, więc wielkim zestawem Sumire nie najedliśmy się do granic możliwości, co w sumie jest zdrowe i jak najbardziej zgodne z filozofią kuchni japońskiej. Również deser nie miał dużych rozmiarów, ale wyszliśmy syci i zadowoleni. Samo sushi jest zresztą przepyszne, tak niesamowitego nigiri z łososiem chyba nigdy w życiu nie jadłam – łosoś rozpływał się w ustach! Obsługa jest przemiła, w prezencie za rachunek przekraczający 150zł otrzymaliśmy też na wynos butelkę wina CHOYA zgodnie z ofertą na stronie www restauracji (jeszcze go nie spróbowaliśmy ;)). Cenowo sushi nie należy do najdroższych z możliwych, ale nie jest też najtańsze, tutaj za znakomitą jakość trzeba zapłacić (czemu trudno się dziwić, chociaż coraz popularniejsze staje się sushi w stylu fastfoodowym). Ogólne wrażenia z wizyty w Tsubame miałam bardzo pozytywne. :)

Jestem jeszcze niezwykle ciekawa dań ciepłych, ale ze spróbowaniem ich będziemy jeszcze musieli poczekać. Zresztą niebawem nie będziemy mieli już tak blisko do Tsubame, więc raczej spontaniczny wyskok może nam się nie udać. Restauracja jest jednak zdecydowanie godna polecenia. Zresztą A. na FB bardzo polecała to miejsce (sama też ma blisko), więc jej opinia tylko mnie bardziej zmotywowała żeby tam zajrzeć. :)

Reklamy