Tagi

, , , ,

Kleopatra nie jest dużą restauracją, z zewnątrz wygląda bardziej jak bar. Mieści się w dobrym miejscu, bo niedaleko Placu Bankowego, ale nie jest wcale łatwo do niej trafić, bo kawałek trzeba przespacerować. Miejsce to ma już rok i całkiem nieźle sobie radzi.

Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem – wracaliśmy akurat z czasochłonnych zakupów i byliśmy głodni. Pamiętaliśmy (jeszcze z przejazdu tramwajem), że w Al. Solidarności jest knajpka, która napisami na szybach reklamuje się kebabem w chlebie własnego wypieku. Ponieważ i tak musieliśmy wysiąść na Placu Bankowym, postanowiliśmy tam zajrzeć.

Z zewnątrz nie jest to widoczne, ale restauracja jest całkiem spora, poza główną salą ma jeszcze jedną w głębi, utrzymaną w trochę innym klimacie (ciemniejsze oświetlenie, inne siedziska i stoły). Wystrój jest raczej kiczowaty, nastrojowy aż do przesady: światło jest tak ciepłe, że aż żółte, do tego dochodzą żółtawe ściany, bibeloty w stylu egipskim, płaskorzeźby, dzbany i obrazy… Zdecydowany nadmiar wszystkiego, ale to zwykle nie decyduje o jakości jedzenia. W menu czeka niespodzianka – zamiast kilku dań na krzyż mamy naprawdę spory wybór, od dań makaronowych zaczynając, po pizze i obowiązkowe kebaby, a na deserach kończąc (tym razem nie skusiliśmy się na nic słodkiego). Ceny również nie są wygórowane.

Na jedzenie trzeba trochę poczekać, my czekaliśmy około 20 minut. Do picia wzięliśmy herbatę – w ofercie była to Dilmah z cyklu Exceptionals (godna polecenia, chociaż szkoda, że nie mieli już żadnej zielonej – wszystkie im „wyszły”). Z jedzenia skusiłam się na makaron Vegetariana, a R. na kebaba z baraniny w bułce. Na makaron nie narzekam – był dobry, porcja mi wystarczyła (są do wyboru dwie wielkości: z 80g suchego makaronu lub 120g, ja wzięłam ten mniejszy) i danie mi smakowało. R. najpierw został niemile zaskoczony boczkiem, który włożono do bułki (nie powinno się to zdarzyć w kebabie z baraniny, tym bardziej, że nigdzie nie napisano, że jest to kebab z mięsa mieszanego). Smakowo kebab był dobry i sycący, ale R. narzekał pod koniec dnia, że mu jednak ciężko. Z drugiej strony ja nie miałam żadnych problemów żołądkowych, więc o swoim daniu nie powiem złego słowa.

Miejsce jest popularne w okolicy – gdy weszliśmy to prawie wszystkie stoliki były zajęte. O braku niektórych herbat czy rodzaju makaronu już nie wspomnę (chciałam tagiatelle, a mogłam dostać tylko penne). Nic jednak dziwnego – za 50zł można tutaj zjeść obiad dla dwóch osób, popularne są również lunche dla pracowników biurowych z okolicy. Obsługa jest miła, miejsce jest utrzymane w czystości, maty na stolikach są czyste, a jedzenie jest ładnie podawane. Nie bardzo jest gdzie powiesić przy stoliku torebkę (na krześle się nie da – próbowałam, a z siedziska torebka zawsze spadnie), ale zawsze można usiąść w głębszej salce, gdzie zamiast krzeseł są kanapy.

Czy miejsce jest godne polecenia? W sumie tak. Nawet R. by je polecił, więc niewykluczone, że jeszcze kiedyś się tam wybierzemy. Może niekoniecznie na kebab, ale choćby po to, żeby wypróbować inne dania z menu. :) No i może jakiś deser… ;)

Reklamy