Tagi

, , , ,

Niedawno sprawdziliśmy nową restauracjo-kawiarnię Wlazł Kotek, która otworzyła się niedaleko K. i O. przy ul. Górczewskiej. Sama nazwa lokalu wzbudza zainteresowanie, okolica również jest przyjemna (ciche, zielone osiedle), zaś strona internetowa jest ładna, chociaż niekompletna. Postanowiliśmy tam wyskoczyć w ramach obchodzenia urodzin K. Miejsce jest małe, bo mieści zaledwie 4 stoliki, i na pierwszy rzut oka… niestety brakuje mu klimatu. Mieliśmy wrażenie, że wciąż trzeba tam trochę rzeczy zrobić, żeby było fajnie i żeby chciało się tam częściej przychodzić. Obsługa (dwie osoby) jest bardzo miła, na półce leżą książki, które można sobie poczytać, menu jest zapisane nad drzwiami na tablicy kolorowa kredą. Wybór jest spory – można napić się kawy i herbaty, można też coś przekąsić, np. naleśniki albo panini.

Nie planowaliśmy się jakoś specjalnie objadać, przybyliśmy raczej na zwiady. :) Ale od kawy przeszliśmy jednak do czegoś treściwszego. Skusiłam sie na kawę mokka, K. i O. wzięli po latte macchiatto. R. postanowił przekąsić naleśnika z wędzonym kurczakiem. W lokalu można płacić kartą, więc nie trzeba mieć przy sobie koniecznie gotówki (to powinien być standard, ale nie zawsze jest w nowych lokalach – my trafiliśmy na moment, kiedy terminal był już dostępny).

Porcje kawy okazały się naprawdę spore i smaczne, również naleśnik wyglądał bardzo smakowicie. Nie była to może porcja obiadowa, ale całkiem spora przekąska, dobrze przyprawiona i naprawdę ładnie podana. Na koniec K. i O. skusili się jeszcze na panini z kozim serem i marmoladą z czerwonej cebulki. Ogólne wrażenia są pozytywne, chociaż knajpka wymaga jeszcze trochę pracy od właścicieli. Możliwe, że potrzeba im trochę czasu, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik – trzeba będzie odwiedzić ich znów za jakiś czas żeby się przekonać jak miejsce się rozwija. Póki co widzę duży potencjał, którego jeszcze nie udało się w pełni wykorzystać.

Ponieważ zapomniałam wziąć ze sobą aparatu (tak to jest, gdy jedzie się po pracy na spotkanie :)), to posłużyłam się sprzętem O. Bo oczywiście spotkanie trzeba było jakoś uwiecznić. :) Wrażenia O. można poczytać na jego blogu, do czego oczywiście serdecznie zapraszam. :)

Reklamy