Tagi

, , , , , , , ,

Po „Wielkiej Wędrówce” z rozpędu rzuciłam się na kolejny tom cyklu „Dzieci Ziemi” Jean M. Auel. Rozpęd był troszkę zbyt duży, bo lektura rozwlekła mi się w czasie straszliwie, aż po drodze zdążyłam też zaliczyć kilka innych lektur, tak bardzo mnie temat przygód Ayli i Jondalara znużył. Nasi bohaterowie są już wśród ludu Zelandonii i Ayla próbuje się oswoić z nowymi ludźmi i zwyczajami. Ponieważ jednak jest zjawiskowo piękna, bystra i w ogóle genialna, zdobywa zaufanie i wzbudza ogólny zachwyt. Czyli – bez zmian. Przy tym spodziewa się dziecka Jondalara, co też nie jest bez znaczenia. Zaprzyjaźnia się ze starą Zelandoni, dawna ukochaną Jondalara, Zoleną, za to z Maroną, inną jego dziewczyną, której obiecał swego czasu małżeństwo, od samego początku jej się nie układa. Można pomyśleć, że oto zacznie coś iskrzyć, ale nie – temat Marony bardzo szybko znika z kart książki, a nasi bohaterowie pozostają doskonali i cudowni. Ayla wciąż wszystkich zadziwia, i chociaż ma wokół siebie także wrogów (Brukeval, Laramar), to jednak nie są oni w stanie jej zagrozić. Fabuła jest o tyle ciekawsza, że mamy tutaj pokazaną całą społeczność, ze swoimi zwyczajami i rytuałami, więc przez karty powieści przewija się sporo osób (Dziewiąta Jaskinia Zelandonii jest najliczniejszą ze wszystkich). Czasem jest ich na tyle dużo, że poszczególne imiona nam się ze sobą mieszają, trudno też mówić o jakiejś głębszej charakterystyce bohaterów drugo- i trzecioplanowych. Do czasu Letniego Spotkania i Zaślubin (a to jest dopiero ostatnich 300 stron na 882) akcja wlecze się i nuży czytelnika – mamy polowania, spotkania, pokazy genialnych wynalazków (miotacz oszczepów) i tego typu rzeczy. I tak naprawdę dopiero te ostatnie 200-300 stron nabiera wyrazu. Jest oczywiście wzruszająco i romantycznie, ale do tego już zdążyłam przywyknąć. Zresztą taka konstrukcja opowiesci pada na podatny grunt, bo gdzieś tam wewnątrz nas jest potrzeba dążenia do ideału – idealnej miłości, zupełnego spełnienia i to co jest pomiędzy Aylą i Jondalarem uderza właśnie w tę czułą strunę (nie bez powodu tak popularny stał się związek Belli i Edwarda z cyklu „Zmierzch”). Tym bardziej, że wszystko im się udaje, wszystko szczęśliwie się układa no i sama Ayla podejmuje w końcu decyzję, której od niej oczekujemy (związane z tym rozterki nie są tak naprawdę przekonujące, tym bardziej biorąc pod uwagę unikalne umiejętności Ayli). Samo zakończenie pozostaje oczywiście otwarte, chociaż domyka pewien etap życia Ayli. Narodziny (kolejnego dla niej) dziecka i własny dom to spełnienie marzeń i zwrot w jej życiu. Symboliczne są również narodziny drugiego dziecka Whinney, Siwej, konika przeznaczonego dla dziecka Ayli i Jondalara. W całym tomie pobrzmiewa natomiast chęć walki z rasistowskim odbiorem ludzi Klanu, popularnie zwanych płaskogłowymi. Obecność Ayli prowokuje dyskusję na temat współistnienia Klanu i Innych na tych samych ziemiach, co wzbudza w czytelniku pewien smutek, bo wiemy jak to się dla neandertalczyków skończyło (pozostało nam po nich trochę dziedzictwa w genach i tyle). Ale nie tylko. Spotkanie Ayli z Zelandoni, Pierwszą Wśród Tych Którzy Służą Wielkiej Matce Ziemi, rozpoczyna też dyskusje bardziej filozoficzne, dotyczące pochodzenia ludzi i celu życia, a także rozmnażania (Ayla przez wszystkie tomy dojrzewa do zrozumienia idei zapłodnienia, która wydaje jej się zdecydowanie prawdziwsza niż mistyczne mieszanie duchów kobiety i mężczyzny przez Matkę Ziemię). To czyni ją osobą niezwykłą, wyprzedzającą swój czas (Auel każe nam tak myśleć o Ayli od samego początku, koncepcjom Ayli daje miejsce we wszystkich swoich poprzednich tomach, natomiast w „Kamiennych Sadybach” kładzie większy nacisk na ten temat). Na ten tom trzeba było czekać 12 lat od „Wielkiej Wędrówki”, ale wciąż jest przed nami „Kraina Jaskiń”, zakończenie całej historii, które pozwoli spojrzeć na cykl jako na całość. Na pewno sięgnę po ten ostatni tom, ale muszę niestety odpocząć od prozy Auel, tym bardziej, że nowy tom wyglądem zupełnie odbiega od starego wydania cyklu, który mam na półce, a ja już przyzwyczaiłam się do czcionki i formatu starych książek. Nie wiem co jeszcze może przynieść ten ostatni tom i w jaki sposób tak naprawdę zakończyć cały cykl, ale skoro już rozpoczęłam moją przygodę z „Dziećmi Ziemi” to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poznać całość.

Reklamy