Tagi

, , , , ,

Pojawienie się kontynuacji „Sherlocka Holmesa” było tylko kwestią czasu, biorąc pod uwagę zakończenie pierwszego filmu. W części drugiej poznajemy tajemniczego człowieka, który korzystał z usług Irene Adler, profesora Moriarty’ego. Jest to przeciwnik godny Holmesa – genialny matematyk, szalenie niebezpieczny i nieprzewidywalny. Nawet pewny siebie Holmes dostanie od niego po nosie i będzie musiał przyznać się do pomyłki. Kłopot w tym, że takie pomyłki będą bardzo drogo kosztować…

Taki bohater powinien zaognić akcję. I faktycznie, zaczyna się ostro (wreszcie widzimy twarz Moriarty’ego, który w pierwszym filmie trzymał się w cieniu), tym bardziej, że cierpi na tym Irene Adler. Poza tym Watson postanowił się ożenić, co Holmesowi niekoniecznie pasuje (odrobina zazdrości dodaje całości pikanterii), a jego podróż poślubna niestety nie jest taka, jaką zaplanował z ukochaną Mary. Po drodze naszych bohaterów wspomoże francuska cyganka Simza, jak również brat Sherlocka, Mycroft, niemniej od niego dziwaczny.

Wszystkiego dostaliśmy więcej. Więcej akcji, więcej humoru, więcej efektów specjalnych (niesamowita scena ostrzeliwania w lesie) i więcej zapętlonej fabuły pełnej zagadek. Film wciąż dobrze się ogląda, ale jestesmy już blisko granicy, za którą seans przestanie być zjadliwy. Zapomnijmy o tym, żeby próbować podążać tokiem myślenia Holmesa i samemu rozwiązywac zagadki – nie jest to w ogóle możliwe. My mamy tylko oglądać i dać się zaskoczyć – wciąż od nowa. Pod tym kątem film jest bardziej przygodowy niż detektywistyczny. W moim odczuciu jest też jednak mroczniejszy od części pierwszej – nie jesteśmy już tacy pewni czy Holmes może sobie poradzić z przeciwnikiem pokroju Moriarty’ego (i to nawet jeśli według wszelkich zasad musi być jakis happy end). Samo zakończenie nie jest zaskoczeniem, nie jest też jednak tak otwarte jak w części pierwszej.

Wciąż bronią się dialogi i gra aktorska, oraz oczywiście muzyka. Całościowo jest to też cały czas kino z przytupem, widowiskowe i zabawne. Myślę, że wizyta w kinie nie będzie rozczarowaniem (mnie nie rozczarowała), ale jednak na miejscu Guy’a Ritchie uważałabym z trzecią częścią (jeśli ma powstać) – jeszcze trochę i przedobrzy, a wtedy szkoda będzie tego zawadiackiego Holmesa z twarzą Downeya Jr. i opanowanego Watsona z charakternym wąsikiem Lawa (strasznie mu w nim do twarzy!).

Kilka słów o filmie napisał również na swoim blogu Photozaur, warta uwagi jest również recenzja na portalu Esensja. :)

Reklamy