Tagi

, , , , , , , ,

Azja fascynuje nie od dziś – jej kultura (i dotyczy to w zasadzie wszystkich państw azjatyckich) jest dla człowieka Zachodu niezwykle pociagająca, bo tak skrajnie inna od tego co znamy. W tej chwili, w dobie globalizacji, nie ma już tylu zaskoczeń, przy poznawaniu kultury Chin czy Japonii. Wciąż jednak orientalne elementy ubarwiają prozę i film, wciąż czerpiemy z nich pomysły (a i Wschód wiele wątków nam podsuwa z własnej inicjatywy), i wciąż lubimy poznawać ten inny świat lepiej, dokładniej.

Pięcioksiąg „Opowieści rodu Otori” Lian Hearn wyrósł właśnie z fascynacji kulturą Japonii. Nie jest to powieść historyczna, ale fantasy dziejące się w świecie łudząco podobnym do średniowiecznej Japonii. Od początku towarzyszymy wyjątkowemu chłopcu, którego dzieje bardzo szybko splatają się z potężnym szlacheckim rodem Otori. Widzimy jak symbolicznie umiera jedna osoba (wieśniak) i pojawia się nowa (wojownik), kształtowana przez szlachetnego Otori Shigeru, oraz to, jak tryby historii wciągają naszego Tomasu w wojnę, o której dotąd nie miał zielonego pojęcia. Razem z wielką przemianą wychodzi na jaw, że nie jest do końca tym, za kogo dotąd się uważał, a jego krew niesie dziedzictwo, przed którym nie ma ucieczki. Nasz młody bohater spotka też na swojej drodze prawdziwą miłość, bo bez tego żadna porządna saga nie może się obyć.

Pierwszy tom napisany jest językiem miękkim, bardzo przyjemnym, zapadającym w człowieka błyskawicznie. Książka wręcz sama się czyta, a losy Tomasu (późniejszego Takeo) śledzimy z prawdziwym zainteresowaniem. Cała historia przyprawiona jest klimatem pięknej Japonii, który daje się wyczuć nawet w oszczędnym, ale starannym języku autorki. Hearn postanowiła zastosować podwójny rodzaj narracji – raz pisze w trzeciej osobie, patrząc z zewnątrz, a raz w pierwszej, z perspektywy głównego bohatera, co powoduje, że odczuwamy większy dynamizm w trakcie lektury i potrafimy się zdystansować od jednego tylko punktu widzenia. Dzięki temu mamy też możliwość śledzić równocześnie historię dwojga naszych bohaterów.

Pierwszy tom serii pochłonęłam od razu i rzuciłam się na drugi, zaintrygowana pomysłem Hearn i tym, jak potoczą się dalsze losy Kaede i Takeo. Tym bardziej, że Hearn nie jest wcale miękka – trup ściele się gęsto, a jej precyzyjne, chłodne opisy tylko potęgują efekt okrucieństwa. Nie jest to lektura głęboka, ale bardzo przyjemna i szybka, pozwalająca w pełni oderwać się od codzienności. Hearn bardzo dokładnie przygotowała się do odwzorowania zwyczajów Japonii z dawnych czasów, chociaż nie rozwodzi się szczegółowo nad drobiazgami, które nie mają znaczenia dla fabuły. Powiedziałabym, że lektura jest lekka, gdyby nie to, że jest to jednak opowieść krwawa i naprawdę brutalna, zmuszająca bohaterów (nastolatków) do bardzo szybkiego dorośnięcia. Myślę jednak, że warto poświęcić jej trochę czasu, bo przyjemność z lektury wynagadza każdą chwilę.