Tagi

, , , , , , , ,

Drugi tom cyklu „Opowieści rodu Otori” jest jeszcze ciekawszy od tomu pierwszego. Wraz z tą częścią cała opowieść nabiera głębi, a bohaterowie, rozdzieleni, przechodzą przez swoistą inicjację, która pozwala im ukształtować się i wybrać drogę, którą chcą kroczyć. W ten oto sposób Takeo oddaje się Plemieniu, by pobierać u nich nauki, a Kaede wraca do domu, do ojca i majątku którymi trzeba się zaopiekować. Łączy ich jednak coś więcej niż wspomnienie spotkania z ostatnich stron tomu pierwszego – łączy ich niezwykła, potężna miłość, która nie pozwala im o sobie zapomnieć, a nawet popycha do spontanicznych decyzji (jak ta z końca tomu drugiego).

Język Hearn ani odrobinę się nie zmienił, wciąż jest czysty i przejrzysty, prowadzi nas zdecydowanie, chociaż łagodnie po losach bohaterów i ich przeżyciach wewnętrznych. Dopingujemy działania Takeo i chcemy, żeby udały mu się jego plany. Trzymamy też kciuki za dzielną Kaede, która (co akurat nie jest zaskoczeniem) bierze sprawy w swoje ręce i zdecydowanie przełamuje schemat uległej japońskiej kobiety. Pomaga jej w tym dość niefortunna sława, którą zdobyła jeszcze w pierwszym tomie, oraz zapierająca dech w piersiach uroda. Stopniowo też dowiadujemy się trochę więcej o Shigeru, który pozostawił Takeo w spadku niełatwe zadanie, ale i potrzebne do jego wykonania narzędzia (i to w bardzo szerokim pojęciu), ale również pochodzenie i przeznaczenie Takeo zostaje nam wyjaśnione. Pojawia się bowiem przepowiednia, której w żadnej porządnej książce fantasy zabraknąć nie może. :)

Drugi tom można uznać ze bardziej wyrazisty od tomu pierwszego, równocześnie jednak nie ma żadnego punktu kulminacyjnego. Poszczególne zdarzenia wynikają z siebie w sposób logiczny, język nas oczarowuje, ale autorka nie ukrywa, że najwazniejsze rzeczy dopiero będą się działy. Z jednej strony narracja jest niespieszna, z drugiej poszczególne strony szybko obracają nam się przed oczami, bo fabuła po prostu wciąga. Cykl jest romantyczny, ale potrafi do siebie przekonać.

Lubimy bohaterów – chociaż są nastolatkami, to jednak cierpienie wymusza na nich zmiany i na naszych oczach dojrzewają. Nie doświadczymy tu głębi psychologicznej, Hearn raczej delikatnie rozkłada akcenty osobowościowe, ale dzięki temu skupiamy się na fabule, nie grzęźniemy w opisach skomplikowanych wewnętrznych przemian bohaterów. Żeby taką fabułę ożywić, nasi bohaterowie muszą wyraźnie wyrastać poza ramy swojej rzeczywistości i tak właśnie jest. Nie potrafię jednak być wobec tego cyklu krytyczna, bo póki co jestem nim oczarowana. :)

Idę zaczytywać się w tomie trzecim. ;)