Tagi

, , , , , , ,

Sezon czwarty ma trochę większy rozpęd w porównaniu z trzema poprzednimi, bo i bohaterów nam przybyło. Przede wszystkim pojawia się na stałe Bernadette, dziewczyna Howarda, a także Amy, żeński osobnik tego samego gatunku co Sheldon (tak, to jest możliwe!). Dzięki takiemu zagęszczeniu robi się ciekawie, a i serial nie dostaje zadyszki. Jest to pod względem osobowościowym najciekawszy sezon, bo oferuje nam najwięcej śmiesznych interakcji. A biorąc pod uwagę zestaw charakterów jaki twórcy mają do dyspozycji, to pole do popisu na dalsze serie jest szerokie.

W odcinku 6 pojawia się również Priya, siostra Raja. Można rzec, że idealna z niej partia dla Leonarda (tym bardziej, że reanimują stary romans), ale niestety nie wzbudziła mojej sympatii, a nawet zniechęciła do siebie. Tak bardzo nie pasuje mi do drużyny, że nie sposób dopingować jej związku z Leonardem. W dziwny sposób chce go na przykład zmieniać, czego Penny nie robiła (jak chociażby ingerencja w jego strój). Za to nasze dziewczyny (szczególnie pod wodzą Amy) zaczynają robić pod nią podchody. Penny nie okazuje po sobie, by nowy związek Leonarda ją bolał, chociaż Amy wmawia jej, że na pewno źle to znosi. Również znajomość Amy i Sheldona zaczyna oscylować wokół głębszej relacji, natomiast związek Bernadette i Howarda wchodzi na zdecydowanie wyższy poziom. I tylko biedny Raj jest sam, chociaż zdołał już przełknąć, że przyjaciel dobrał się do jego siostry.

Porównując poszczególne sezony ze sobą, to trzeba przyznać, że zachodzi wyraźna ewolucja psychologiczna u bohaterów. Nie jest ona na pierwszym planie i tak naprawdę nie jest najważniejsza, ale każdy odcinek wnosi coś nowego i bohaterowie dają się poznać od różnych stron. Nawet Howard, który w pierwszym sezonie wydawał mi się po prostu obleśmy, stał się bardziej zrównoważony i zabawny. Rzekłabym nawet, że bardzo go polubiłam! Pod głupimi żartami widzimy wiele prawdy o współczesnym człowieku, o tym jak obecnie żyjemy i wciąż jest to największą siłą serialu. Nasi nieprzystosowani bohaterowie powoli, z oporami się socjalizują, wciąż jednak pozostają wierni swoim pasjom, wciąż pozostają sobą. Dotyczy to nawet Sheldona, wciąż maksymalnie dysfunkcyjnego, chociaż już trochę inaczej niż na początku serii.

Jeśli ktoś pokochał TWP, to do czwartego sezonu nie trzeba go namawiać. Jeśli ktoś do serialu się nie przekonał, to 4 odsłona nic w tym względzie nie zmieni. Trudno oczekiwać, żeby pomysł wciąż był tak samo świeży jak w czasach, gdy dopiero zawojowywał świat. Ewolucji i powolnych zmian nie sposób uniknąć i jestem na nie przygotowana. Wciąż świetnie się bawię przy przygodach czwórki naszych sympatycznych nerdów i chociaż przeczuwam zmęczenie materiału, to jednak po kolejny sezon sięgnę bez wahania.

Reklamy