Tagi

, , , , , ,

Razem z K. i O. byliśmy ostatnio w sympatycznym miejscu, które mnie zaintrygowało i dlatego zaproponowałam, żeby je odwiedzić. Photozaur zdążył mnie uprzedzić swoim wpisem o tej restauracji, dlatego zapraszam również na jego bloga, w tym do jego galerii zdjęć. :)

VegeMIASTO jest restauracją wegetariańską (jak sama nazwa wskazuje) usytuowaną przy tym w bardzo dobrym, chociaż zacisznym miejscu – w bramie przy ul. Chmielnej. Sąsiaduje bezpośrednio z Instytutem Goethego. Z zewnątrz nie jest może zbyt widoczna (nawet mimo ozdobnie pomalowanych okien), ale znalezienie jej nie powinno nastręczać większych trudności.

Podczas naszej wizyty w restauracji było bardzo spokojnie – zero tłumów i niemal wszystkie miejsca wolne. Chociaż zarezerwowaliśmy stolik, to w praktyce nie okazało się to wcale konieczne. Stoliki i krzesła rzeczywiście nie należą do najwygodniejszych, chociaż nie jest najgorzej – można na nich wysiedzieć. K. stwierdziła, że przydałyby się zawieszki na torby na oparciach krzeseł – zgadzam się z tym w pełni. :)

Menu, które można obejrzeć dokładnie na stronie internetowej, jest całkiem spore i jest w czym wybierać. Niestety nie dane mi było spróbować koktajlu, na który akurat miałam wielką ochotę, bo blender wyzionął ducha, więc zaproponowano nam tylko kompot (chociaż bardzo smaczny, jabłkowo-miętowy). R. od samego początku miał apetyt na nadziewane ziemniaki, których nie odmówiła sobie również K. Ja natomiast skusiłam się na zielone naleśniki, a O. na danie o nazwie pakora. Początkowo nie planowaliśmy deseru, ale ostatecznie spróbowaliśmy ciast, których nie ma w karcie: ciasto cytrynowe z kremem i ciasto czekoladowe z wiśnią. Bardzo mnie kusił tofurnik, ale postanowiłam, że spróbuję go innym razem. Wszystkie ciasta są w wersjach wegańskich, co samo w sobie jest ciekawostką, bo nasza polska kuchnia nie wyobraża sobie raczej ciasta bez jajek i mleka. Jak się okazuje – uprzedzenia są przesadzone. Same ciasta nic na tym nie tracą. Są może mniej słodkie (co uważam za plus) i może odrobinę bardziej suche, ale nie jest to duża różnica. Osoba, która nie wiedziałaby co to za ciasto, nie zgadłaby, że jest wegańskie.

Wszystkie dania przyszły na stół po dłuższym czasie (były więc przygotowywane na świeżo), bardzo ładnie przy tym przybrane. Obsługa w lokalu jest bardzo miła, nie można jednak płacić tutaj kartą, w grę wchodzi tylko gotówka (nie wiem czy to tylko chwilowa awaria, czy jeszcze nie mają terminalu). Jedzenie oceniam wysoko. Jest smacznie, porcje są spore, chociaż raczej nie objemy się do granic możliwości. Bardzo się chwali możliwość modyfikowania niektórych przepisów na wersje bezglutenowe  i wegańskie – myślę, że dla wielu osób może to być wielkie ułatwienie. Jak wiadomo weganie nie mają lekkiego życia gdy chodzi o stołowanie się na mieście.

Gdy chodzi o ceny, to widać je na stronie – nie są wcale wygórowane jak na tak specyficzny, starannie prowadzony lokal. Bardzo przypadł mi też do gustu wystrój i klimat restauracji, kolorowy, ale przy tym też miły, taki „swojski”. Chętnie jeszcze wrócę w to miejsce, żeby wypróbować inne danie – może nawet zestaw lunchowy, który każdego dnia jest inny? Dodam jeszcze, że właściciele oferują również wykonywanie tortów na zamówienie, prowadzą też katering pod nazwą Vegavani Catering. Szkoda tylko, że nie dowożą już obiadów do biur i zajmują się obsługą tylko większych imprez. :( I jeszcze na sam koniec – jest to jedno z trzech miejsc w Warszawie, w którym dostępne są unikalne, wegańskie lody firmy Gelati Giuseppe!

Reklamy