Tagi

, , , , , , ,

Po najbardziej dynamicznym sezonie 4 przyszła kolej na sezon 5. Irytujący mnie osobiście związek Leonarda i Pryii kończy się, natomiast on i Penny postanawiają spróbować jeszcze raz. Tym razem związek ich rozwija się inaczej, ale oboje znają się na tyle dobrze (biorąc pod uwagę czas serialu, to sąsiadują ze sobą już jakieś 4 lata), że tym razem wielkich sensacji nie uświadczymy. Rozwiązanie to powoduje, że ciśnienie nam się nie podnosi, ale cichy doping wciąż jest wskazany.

Bohaterki kobiecie mocno już wrosły w tkankę serialu. Amy z Sheldonem oficjalnie zostają parą (chociaż wielkich zmian przy tym nie ma), natomiast Bernadette i Howard zajmują się przygotowaniami do rychłego ślubu. To, co czyni ten sezon słabszym w moim odczuciu (chociaż wciąż śmiesznym) jest sposób w jaki twórcy potraktowali Amy, szczególnie w kontekście jej relacji z Penny. Uważam, że tak ciekawej bohaterce wyrządzono sporą krzywdę. Nie da się też ukryć, że także Raj jest bohaterem niefaworyzowanym, bo wciąż pozostaje samotny.

Sezon ten jest moim zdaniem trochę inny od poprzednich. Kończy się ślubem Howarda i jego wylotem w kosmos (wątek ten przewijał się przez cały sezon, musiało więc w końcu cos się z tego urodzić), co już samo w sobie jest zaskakującym rozwiązaniem. Poznajemy też wreszcie ojca Bernadette, o którym też było wcześniej wspomniane kilka razy w trakcie trwania serialu. Ślub Howarda i Bernadette nie pozostaje też bez wpływu na pozostałych bohaterów, w tym przede wszystkim na relację Penny i Leonarda oraz pośrednio Amy i Sheldona. Wciąż jest zabawnie i sympatycznie, ale wyraźnie widać powolne przepoczwarzanie się serialu i bohaterów, pewien rodzaj dorastania do innego etapu. Może się to podobać, a może i nie. Uważam jednak, że nie sposób było uniknąć tego w serialu, który jest kręcony od tylu lat – ze zbioru gagów zaczyna się wykształcać pewna opowieść o ludziach, którzy zmieniają się w czasie, uczą i… dorastają do pewnych decyzji. Powoduje to też, że nie postrzegam już poszczególnych sezonów jako całości, tylko sklejają mi się one w jeden ciąg zdarzeń, jedne wynikające z drugich. Zaczyna mi być trudno rozdzielić co działo się w poszczególnych sezonach.

Jestem ciekawa sezonu 6, na który przyjdzie nam pewnie dłużej poczekać. Bardzo bym chciała, żeby twórcy nie przedobrzyli i zachowali lekkość serialu nie uderzając w zbyt wysokie tony. Nasi bohaterowie wciąż powinni być paczką postrzelonych przyjaciół-dziwaków, z których każde ma swojego świra. Jestem jednak dobrej myśli i chyba nawet Sheldona nie „stępią” zanadto, nawet mimo wprowadzenia do historii Amy. Ale cóż – czas pokaże.

Reklamy