Tagi

, , , , ,

Udało nam się ostatnio wyskoczyć znowu na weekend. Nie był to do końca weekend, bo wyjechaliśmy w niedzielę i wróciliśmy we wtorek, możemy więc raczej mówić o wypadzie „okołoweekendowym”, ale liczba dni się zgadza. ;) To, że tym razem padło na Kazimierz Dolny było trochę kwestią przypadku. Wypatrzyliśmy bowiem ciekawą ofertę na Grouponie – dwa noclegi w Pensjonacie Kazimierzówka, i postanowiliśmy z niej skorzystać, tym bardziej, że nasze dotychczasowe plany wyjazdowe nie były „zamrożone”. Groupon wykupiliśmy już jakiś czas temu, ale pozostawał jeszcze wybór terminu. Nie muszę mówić, że wolne pokoje w weekendy dość szybko się rozeszły w pensjonacie. :) My jednak, ze względów różnych, raczej byliśmy skłonni wyjechać w dniach pozaweekendowych, więc udało nam się dopasować rezerwację od niedzieli. A niestety czynników, które zaburzały nasze plany, mieliśmy sporo. :( Najważniejsze jednak, że się udało.

Kazimierz Dolny to miejsce, w którym bywa się często, chociaż nie ukrywam, że nie pamiętam kiedy ostatnio tam pojechałam. :) Nie jest to na tyle daleko od Warszawy, żeby uznać wyjazd za długi, ale dzięki temu dojazd nie męczy tak bardzo. Poza tym jest to małe, ale bardzo urokliwe miasto, uwielbiane przez turystów, pochylone nad Wisłą, co dodaje mu kolorytu. Nie ma może zatrzęsienia zabytków, ale dla chętnych znajdą się miejsca godne odwiedzenia. Turystom na pewno pomocny będzie portal o mieście KazimierzDolny.pl, na który i my zaglądaliśmy.

Niestety w trakcie naszego pobytu zamek i baszta były zamknięte dla turystów ze względu na prace budowlane, więc obejrzeliśmy je tylko z zewnątrz. Podjechaliśmy też do ruin zamku w Bochotnicy (tutaj można poczytać o nim trochę więcej), do których wbrew pozorom nie jest wcale łatwo się dostać, bo droga jest raczej niezbyt dobrze oznaczona. Musieliśmy popytać o szczegóły miejscowych, którzy nie zachęcili nas wcale bardziej mówiąc, że trzeba się nieźle zmachać żeby do ruin dotrzeć. Potem jednak okazało się, że nie jest wcale tak źle – wejście pod górę jest wprawdzie strome, ale niezbyt długie, chociaż świetnie ukryte na uboczu przed okiem turystów. Same ruiny nie należą do okazałych, ale mają swój urok. Raczej też nie uświadczymy tam tłumu turystów co można uznać za wielki plus. :)

Napiszę jeszcze kilka słów o pensjonacie, w którym nocowaliśmy, bo myślę że warto. Pensjonat Kazimierzówka jest miejscem zupełnie nowym, co za tym idzie wszystko pachnie tutaj jeszcze świeżością, od ścian po meble. Sam budynek jest jednak ładny i położony blisko rynku (chociaż trzeba się przygotować na drogę pod stromą górkę). Pokoje są bardzo ładne, schludne i czyste, pozbawione jednak telewizorów (nam to akurat zupełnie nie przeszkadzało). Oczywiście nie ma kłopotu z dostępem do internetu. :) Jest też parking dla zmotoryzowanych i plac zabaw dla dzieci. Bardzo dobrze wspominamy też jedzenie – szczególnie spożywanie śniadań na dworze, pod parasolami chroniącymi przed słońcem (pogoda nam wyjątkowo dopisała w czasie wyjazdu).

A ponieważ sam Kazimierz to było dla nas za mało, postanowiliśmy odwiedzić też dwa inne miasta, do których nie mieliśmy daleko. Ale o tym w osobnych wpisach. :)

Reklamy