Tagi

, , , , , , , ,

Swego czasu byłam zachwycona tym filmem. Można powiedzieć, że pewien sentyment został mi do dziś. Inaczej się go ogląda po latach, kiedy już tak naprawdę urok japońskiej kreski przestał być dla mnie pociągający, inaczej też było w czasach, gdy film ten wbił mnie w fotel (czas ten był daaawno temu, z 10 lat lekką ręką licząc).

Seria mangi „X” grupy CLAMP doczekała się nie tylko filmu kinowego, ale także serialu TV (nie wiem czy lepszego, czy słabszego od kinówki, bo nie widziałam). Seria nie jest jeszcze ukończona (do tej chwili powstało 18 tomów, które u nas były wydane przez JPF), więc twórcom filmowym pozostawia sporo domysłów jak historię zakończyć na ekranie. W przypadku filmu kinowego mamy taką właśnie swobodną wizję scenarzystów, którzy wykorzystali główne elementy mangi, ale dość dowolnie je ze sobą zestawili.

Film kinowy powstał całkiem szybko po rozpoczęciu publikacji mangi, bo już w roku 1996 (manga zadebiutowała w roku 1992), wykorzystując falę popularności pierwowzoru, ale mając też do dyspozycji niezbyt zaawansowane stadium historii. CLAMP połączył w tej opowieści wiele elementów, które zachwyciły publiczność: przepiękną, szalenie staranną i szczegółową grafikę, bardzo zapętloną historię z mnogością tajemniczych i niejednoznacznych bohaterów, a przy tym też walkę na śmierć i życie, sporo krwi i drastycznych scen, ogólnie oniryczny klimat i unoszący się z kadrów nastrój apokalipsy. Bohaterowie (szczególnie główny bohater, Kamui) staje przed trudnymi wyborami, co nie przychodzi łatwo, bo ma ratować świat. Powraca do Tokio po 6 latach nieobecności, do swoich przyjaciół z dzieciństwa, których pragnie chronić nad życie (Kotori i Fuuma), i od razu zostaje wplatany w walkę o Ziemię między dwie grupy ludzi o wyjątkowych mocach: Smoki Nieba, które chcą ocalić Ziemię w jej obecnym kształcie i Smoki Ziemi, chcące zniszczyć ludzkość i oddać Ziemię pod panowanie natury. Obie grupy, prowadzone przez tajemnicze snuwidzące (wróżki widzące w snach przyszłość), walczą o to, żeby Kamui się do nich przyłączył. Szorstki i krnąbrny Kamui nie jest tym ani trochę zainteresowany, bo losy Ziemi go nie obchodzą, liczą się tylko jego bliscy. Historia potoczy się jednak tak, że będzie musiał wybrać stronę.

Film, chociaż ma już swoje lata i jest dość statyczny, to jednak zachowuje klimat mang. Przede wszystkim trzeba go pochwalić za piękną stronę wizualną, mroczną, niepokojącą, ale oddającą ducha twórczości grupy CLAMP. Wszędzie widzimy wielkie, wilgotne oczy bohaterów, płatki wiśni i rozwiane włosy. Już pierwsza scena filmu jest dość szokująca (szczególnie dla ludzi nie znających mangi). Dalej za to robi się coraz bardziej mrocznie, a odbioru nie ułatwia nam trudna, jakby rozpęknięta muzyka, która sączy się w tle filmu. Krew leje się strumieniami, bohaterowie krzyczą, miasto kawałek po kawałku obraca się w ruinę. Może to zrobić wrażenie, ale raczej tylko na tych, którzy pokochali mangę.

Z racji konstrukcji (i długości) film po macoszemu potraktował niemal wszystkich bohaterów mangi. Jedni dostali troszkę miejsca na zaistnienie (szczególnie Smoki Nieba, które są reprezentowane jako te „dobre”), inni zostali zupełnie zignorowani (Subaru Sumeragi i Seishirou Sakurazuka giną w pierwszej walce, a i same Smoki Ziemi mają szczątkowe charaktery). Poza tym zamiast niemobilnego Kakyō mamy Asagi Shougo, co rozczaruje fanów mangi. Generalnie jednak dostajemy niezłą jatkę, trup ściele się gęsto i pod koniec giną w zasadzie wszyscy. O ile jednak manga bardzo starannie przedstawiała nam po kolei wszystkich bohaterów i ich wzajemne relacje, o tyle film zupełnie z tego rezygnuje. Skupia się na tym, co dzieje się między najważniejszą trójką: Kamui, Fuumą i Kotori oraz na tym, co widzą snuwidzące siostry Kanoe i Hinoto.

To nie jest film lekki i przyjemny, ale naprawdę mroczna, gęsta i intensywna opowieść o umieraniu. Nie doświadczymy tu też głębokiej psychologii nawet u Kamui – chociaż tak wypełniony skrajnymi emocjami, film jest sam w sobie bardzo chłodny, a Kamui pozostaje dla nas pięknym i niedostępnym chłopcem, który równie dobrze może zginąć jak wszyscy. Szokuje nas poetyckość przemocy i śmierci, a nie wybory bohaterów (tym bardziej, że nie mamy czasu się do nich przywiązać). Cały film to taka trochę sztuka dla sztuki. Nic jednak na to nie poradzę – mnie ta mroczna wizja uwiodła wiele lat temu i wciąż czuję się nią oczarowana. Nie można też zapomnieć o rozdzierającej balladzie „Forever Love” grupy X-Japan, która towarzyszy ostatnim minutom filmu (bardzo smutnym) i idealnie zamyka tę historię. Nie łudźmy się jednak – to nie jest film dla każdego.

Dla porównania warto też przeczytać wyczerpującą recenzję filmu ze strony Tanuki.pl.

Reklamy