Tagi

, , , , , ,

Mam sentyment do twórczości grupy CLAMP, jednak w przypadku „Chobits” najpierw sięgnęłam po anime, nie zaś po mangę. Sama fabuła wydawała mi się sympatyczna i dość ciepła – takie miałam wrażenie na początku. Efekt ten pogłębiają wszystkie dostępne grafiki – zwiewne, delikatne, z wręcz eteryczną Chii w centrum kadru. Miło się to ogląda, tym większe było moje zainteresowanie jak prezentuje się sama historia.

Oglądanie 24 odcinków anime to sama przyjemność. Historia wciąga, a mimo głównego raczej romansowego wątku, jest jednak w tym względzie niezwykle powściągliwa i to jej wielka zaleta. Głównym bohaterem jest Hideki, młody chłopak który przybył do wielkiego Tokio na studia, ale niestety oblał egzaminy wstępne. Postanawia pójść na kurs przygotowawczy, żeby w kolejnym roku spróbować swoich sił jeszcze raz – do tego jednak potrzebuje znaleźć pracę, żeby się utrzymać. Nie jest człowiekiem zamożnym, raczej ledwo wiąże koniec z końcem, tym bardziej więc zazdrości innym posiadania wielce nowoczesnych i bardzo drogich komputerów (persocomów), które towarzyszą swoim właścicielom wszędzie pod postacią szalenie atrakcyjnych androidów (przynajmniej w Tokio jest to niezwykle powszechny widok). Traf chce, że Hideki zupełnie przypadkiem znajduje na śmietniku pewnego ślicznego persocoma i go przygarnia. Nie jest to oczywiście zwykły persocom, jak pokazują kolejne odcinki, i Hideki (razem z nowo poznanymi przyjaciółmi) będzie próbował rozwikłać jego zagadkę, a my rzecz jasna razem z nim. Przy okazji krok po kroku obserwujemy jak Chii, podobna raczej do malutkiego dziecka, po kolei uczy się podstaw funkcjonowania w społeczeństwie. Jak sie niejednokrotnie okaże, z pozoru najprostsze rzeczy będą dla niej i Hidekiego prawdziwym wyzwaniem.

Bohaterowie są sympatyczni, a wiele sytuacji niezwykle zabawnych. Historia z dużym wyczuciem opowiada o sytuacji, która wcale niekoniecznie musi być dla nas odległą przyszłością. W tym świecie persocomy są dobre dla człowieka, bo go nie krzywdzą tylko są niezwykle pomocne w codziennym życiu, ale ich wpływ na ludzkie relacje nie jest jednak jednoznaczny. Jak bowiem może zareagować społeczeństwo na pojawienie się rzeczy łudząco podobnych do człowieka w takiej liczbie na ulicach i w domach? Jak człowiek może z takimi maszynami funkcjonować? CLAMP dość starannie postawił ten problem w anime (a najpierw w mandze, rzecz jasna): mamy bohaterów, z których każdy ma inne doświadczenia z persocomami, a wszystkie one pokazują pewien aspekt istnienia tych androidów w społeczeństwie. W środku tego wszystkiego stoi Hideki, chłopak o tyle niezwykły, że bardzo prostolinijny i szczery, zupełnie nieobeznany z nowoczesnymi technologiami (nawet nie ma adresu e-mail!). Chociaż wie, że Chii to „tylko” maszyna, nie potrafi jej tak traktować, bo to wbrew jego charakterowi. Nie jest też wielkim spojlerem stwierdzenie, że między nim a blondwłosym persocomem zaczyna pojawiać się uczucie. Podświadomie (biorąc pod uwagę niezwykle przyjemny i ciepły klimat całości) oczekujemy happy endu. Czy jednak to, co otrzymujemy można za taki uznać? Wbrew pozorom jest to bardzo istotne pytanie. Mnie samą, chociaż polubiłam bohaterów, zakończenie jednak zasmuciło.

Kreska jest dość oszczędna, chociaż ładna – przypomina przy tym faktycznie tę z mangi. Nie jest to zupełnie styl znany z „X”, bo rysowniczką mangi nie była tym razem niezwykle charakterystyczna Mokona Apapa (twórczynią tego tytułu jest mniej rozpoznawalna Satsuki Igarashi), co wyszło całości zdecydowanie na dobre. Kolory nie są zbyt intensywne, ale całość bardzo przyjemnie się ogląda. Nie jestem na bieżąco z nowoczesnymi anime, więc nie bardzo wiem jak bardzo zmieniła się technika ich rysowania, ale myslę, że animacja nie jest staroświecka – mnie przynajmniej się taka nie wydała. Uwiódł mnie też opening serii – śpiewany tam przez Rie Tanakę utwór jest słodziutki, ale niesamowicie wpada w ucho.

Serial robi dobre wrażenie i naprawdę może się podobać, chociaż może niekoniecznie osobom, które japońskiej kreski nie trawią. Myślę jednak, że oferuje jakąś wartość dodaną i warto po niego sięgnąć, bo podejmuje nieśmiało dyskusję, która niebawem może być aktualna, chociaż nie jest nowością w znanej nam literaturze i filmie fantastycznym (Asimov się kłania). Śledzenie tej historii nasunęło mi chociażby mimowolnie historię o Pinokio, co jest skojarzeniem raczej oczywistym. To, co jest jednak ważne, to wyraźne rozróżnienie, że nie same persocomy są złe, ale to ludzie popełniają pewne istotne błędy pod wpływem ich obecności. Nie jest to więc głos za odrzuceniem tego kierunku rozwoju technologicznego, ale raczej za zachowaniem rozumu przez człowieka. I to najoptymistyczniejszy element tej historii.

Reklamy