Tagi

, , , , , ,

Ponieważ jesteśmy masochistami, postanowiliśmy kontynuować filmową przygodę z sagą „Zmierzch”. :) Na szczęście za nami już półmetek. Odnośnie trzeciej części, czyli właśnie „Zaćmienia”, nie mogę powiedzieć wiele ponad to, co już pisałam wcześniej: nuda, nuda i nuda. Przy tym mamy zero emocji, zero napięcia, a wizualnie dostajemy plastikowe efekty specjalne i beznadziejne makijaże.

Co do fabuły, to powiem tak: nie wiadomo o co chodzi, ale nikt się nie przejmuje, bo widzów tak naprawdę to nie obchodzi. Najważniejszy jest wątek romansowy, który jest tak samo beznadziejny jak zawsze. Mamy nudnego Pattinsona, w dodatku tak obrzydliwie umalowanego, że nie mogę zrozumieć jakim cudem podoba się on Belli (tak, to już trzecia część, a ja _wciąż_ tego nie rozumiem). Mamy trochę bardziej „żywego” Jacoba, który wprawdzie nie wygląda jak chodzący trup, ale za to wciąż paraduje na golasa, co jest chyba jeszcze bardziej żenujące. Wszystko to spina osoba Belli, dziewczyny tak bardzo pozbawionej wyrazu, że bardziej się już chyba nie da, miotającej się między tymi facetami tak niemrawo, że iskra nawet się na chwilę nie pojawia. W tle mamy historie innych członków rodziny Cullenów, którę są jednak tak samo tendencyjne i mało zajmujące.

Tak, to chyba tyle. Nie jestem w stanie napisać nic więcej ponad to, co pisałam ostatnio przy części drugiej. Mamy niby trochę akcji, bo wampiry ze sobą walczą (Cullenowie idą na wojnę ramię w ramię z wilkołakami – bardzo dziwaczne), ale wszystko to gdzieś się rozmywa. Ma być wreszcie jakiś ślub, ale nie sądzę żeby chociaż trochę podniósł temperaturę tego widowiska. I tak to się kręci, zero seksu, kilka pocałunków, ale zagranych tak, jakby po nich miał przyjść choćby potop, albo i inna apokalipsa. Bella wciąż mąci i wciąż nie daje się lubić (co mnie akurat w ogóle nie dziwi). Podejrzewam, że dla fanów książki nie będzie w filmie wielkich zaskoczeń – główny wróg, na którego jest kreowana Victoria zostaje unieszkodliwiony (naprawdę, to nie jest spojler), a Bella ma wreszcie zostać przemieniona (to też nie jest spojler).

Fascynuje mnie ta „saga”. Z jednej strony nie jestem w stanie wykrzesać chociaż odrobiny sympatii dla bohaterów, z drugiej mam siłę oglądać filmy (a to zawsze jakieś 2 godziny wyjęte z życiorysu na każdą część). Im dłużej jednak oglądam tę historię, tym dobitniej stwierdzam, że więcej naprawdę fajnych rzeczy nastolatki mogą zobaczyć w „Pamiętnikach wampirów”. Tam wszystko jest lepsze (oczywiście w porównaniu), też mamy wielką miłość, też mamy akcję, ale przynajmniej bohaterowie mają charaktery. Rozumiem, że w pewnym wieku jest potrzeba szukania ideału (wbrew pozorom bardzo dobrze pamiętam własne nastolęctwo) i właśnie opowieść o Belli i Edwardzie to nic innego tylko wyjście naprzeciw tym potrzebom, ale nie powinno się sakralizować czegoś, co jest nienaturalne. A wampiry są usprawiedliwiane na każdym kroku i konsekwentnie tracą swoją drapieżność. Anne Rice dodała do wampiryzmu pewną melancholię i filozofię, jednak nigdy nie zaprzeczała, że są to potwory. W cyklu „Zmierzch” są to tylko porcelanowe lalki. Niby drapieżcy, ale przecież dobrzy drapieżcy. Cierpiętnicze przemyślenia i miny Edwarda niczego tu nie zmienią – pozbawione są jakiejkolwiek głębi. W tym wszystkim zaś zatraca się właśnie Bella, nieprzystosowana nastolatka, chcąca przekroczyć granicę.

Wybór między Edwardem i Jacobem jest tak naprawdę zupełnie wirtualny, co samo w sobie jest już niepokojące. To jak odwieczne pytanie, który ciągle pojawia się w trójkatach miłosnych (we wspomnianych „Pamiętnikach wampirów” jest tak samo, tylko zdecydowanie lepiej rozegrane): dzikość, czy opanowanie? Bella jest postawiona między takimi właśnie skrajnościami, oboma nienaturalnymi: albo śmiercią pod postacią wampira, albo życiem intensywnie związanym z naturą (ale i magią) pod postacią Jacoba. Jeszcze raz spójrzmy na nieprzystosowaną Bellę. Czy ona naprawdę nadaje się do normalnego życia? Czy jej chorobliwa obsesja na punkcie wampiryzmu w ogóle daje jakąś przestrzeń na podjęcie decyzji? Oczywiście, że nie. Nie mamy w ogóle wątpliwości kogo wybierze, tym sztuczniejsze jest to w filmie.

Zgadzam się tylko z tytułem – ten film to totalne „Zaćmienie”, tyle tylko, że umysłu.

Reklamy