Tagi

, , , , ,

Byłam strasznie ciekawa tego filmu. Bynajmniej nie dlatego, że spodziewałam się czegoś ambitnego – wręcz przeciwnie. Supermoce, kosmici, wielka miłość – kojarzyło mi się to tak mocno z serialem „Roswell: W kręgu tajemnic”, że spodziewałam się czegoś głupiego i kiczowatego. A co dostałam? Cóż, fantastyczne kino młodzieżowe w schematycznej postaci, czyli wciąż bez rewelacji, ale tragedii też nie ma.

Ten film nie jest zły. Nie jest też dobry, ale nadaje się akurat na wieczorny, jednorazowy seans. Odgrywający pierwszoplanową rolę Alex Pettyfer momentami przypomina młodego Dolpha Lundgrena (typ blondaska z kwadratową szczęką), co czasami potrafi zirytować. Fabułę oparto na wciąż powstającym cyklu „Dziedzictwa Planety Lorien” Pittacusa Lore (w Polsce wydano dotychczas 3 tomy, niebawem pojawi się tom czwarty), nie trzeba więc było wyważać otwartych drzwi i wymyślać intrygi od podstaw. Nie wiem czy pozostałe książki zostaną zekranizowane, ale nie zaprząta to za bardzo mojego umysłu.

Bohaterem filmu jest tytułowy Numer Cztery, czyli czwarty z dziewięciu uciekinierów ze zniszczonej planety Lorien, którzy schronili się na Ziemi uciekając przed najeźdźcami (Mogadorianami) unicestwiającymi kolejne planety. Zmuszony do ciągłej zmiany tożsamości i miejsca zamieszkania Czwórka, razem ze swoim opiekunem-strażnikiem, ląduje w małym miasteczku Paradise w stanie Ohio. Mogadorianie zdążyli już utrupić trzy wcześniejsze numery, teraz Czwórka jest kolejny na liście. Traf chce, że w Paradise spotyka kogoś, z kim się zaprzyjaźni (Sam) i znajdzie oczywiście miłość (Sarah). Co za tym idzie starcie z wrogimi kosmitami będzie musiało mieć miejsce właśnie w tym miejscu, najlepiej na terenie szkoły.

O wielkim aktorstwie nie ma co mówić, chociaż film jest calkiem przyjemny wizualnie – efekty specjalne ogląda się dobrze, a umiejętności naszych dobrych kosmitów są niezwykle widowiskowe. Dużo miejsca zajmuje tutaj mało porywający nastoletni romans, który ani na chwilę nie wychodzi poza utarty szlak. Mimo chęci twórców bohaterowie nie są wyraziści, główny bohater to takie blond drewno, mdłe i pozbawione iskry, Sarah też niespecjalnie przekonuje – nawet nie wzbudza sympatii w widzu, a napięcia między bohaterami nie czuć za grosz. Dopiero Szóstka pokazuje rys charakteru, chociaż też nie wybija się ponad schemat, bo jest w swym zachowaniu przewidywalna do bólu. Można więc powiedzieć, że cały film skonstruowany jest na gotowych wzorcach, które zostały starannie przemieszane i sprzedane widzom jeszcze raz w nowej formie. Widz nie bardzo da się zaskoczyć, nie bardzo też przywiąże się do bohaterów (co jest chyba największym dramatem z możliwych). Za to dostanie kilka ładnych obrazków, które przyciągną na chwilę wzrok.

Mamy tu więc klasyczne kino młodzieżowe pomyślane by wzbudzić uwagę dziewcząt i chłopców przede wszystkim urodą bohaterów (która jest akurat dyskusyjna) i efektami specjalnymi. Wskazuje na to chociażby sam początek, w którym Czwórka paraduje po plaży bez koszulki. Ale ponieważ psychologia jest szczątkowa i głębi też nie uświadczymy to trudno nawet próbować sobie dopowiedzieć cokolwiek do fabuły. Będąc jednak tego świadomym i nie oczekując nic ponad płytką rozrywkę, dostaniemy standardowe kino fantastyczne z efektami wizualnymi, które skupi na sobie naszą uwagę do napisów końcowych. Nie jest więc źle. Inna sprawa to otwarte zakończenie, które bezpośrednio wskazuje na potrzebę pojawienia się kontynuacji. Czy się jej jednak doczekamy – wciąż nie jest przesądzone. Jedyny minus tego jest taki, że film odczuwalnie nie jest zamkniętą całością i nic z niego nie wynika dla całej historii rozbitków z Lorien. Ale dla widza mało zaangażowanego nie będzie to miało większego znaczenia. :)

Reklamy