Tagi

, , , , , , , , ,

Przy lekturze trzeciego tomu zostałam zaskoczona, a myślałam już że nie jest to w ogóle możliwe. Jak się jednak okazuje – nigdy nie mów „nigdy”. Zaskoczenie wynika jednak z porównań z filmem, nie zaś z wyjątkowej kreatywności i talentu Meyer.

Książka różni się od filmu bardziej niż poprzednie części. Przede wszystkim sporo zmian zostało wprowadzonych w samej fabule filmu – konieczne były  rzecz jasna skróty, ale w przypadku tego opasłego tomu skróty te nie okazały się wcale szczęśliwe (o ironio!). Przede wszystkim bardziej dostrzegamy konflikt między Edwardem i Jacobem, który zaognia się w związku z ich słabością do Belli. W książce lepiej przychodzi nam zrozumieć ich wzajemną niechęć, w filmie po prostu na siebie fukali. Również Bella jest w stanie lepiej pokazać co czuje do Jacoba (w filmie nie jest jasne o co jej chodzi, w książce czytelnik lepiej ją rozumie). Przy tym książka podkreśla co wyraźnie różni Edwarda i Jacoba – mianowicie to, w jaki sposób chcą chronić Bellę. Edward używa do tego zimnego terroru i zataja wiele rzeczy, Jacob jest bardziej bezpośredni i brzydzi się kłamstwem czy niedopowiedzeniem. Chociaż ani jeden ani drugi nie jest idealny, to chorobliwa namiętność Belli do Edwarda wciąż tylko mnie odstręcza. Inna sprawa, że dopiero książka pokazuje co ich ze sobą tak naprawdę łączy. W filmie nie jest to wcale jasne, w książce autorka (troszkę nieudolnie) próbuje oddać ich miłość jak najdokładniej. Naszych bohaterów nie łączy mianowicie zwyczajna miłość, ale właśnie miłość niezwykle głęboka, porównywalna chyba z wilkołaczym wpojeniem (zjawisko to debiutuje w tym tomie). Dopiero teraz stało się to dla mnie bardziej zrozumiałe – w poprzednim tomie tylko się wnerwiałam o co tyle krzyku z wyjazdem Edwarda (szczególnie, że film również tego zbyt dobrze nie przedstawia). Tutaj jest to wyraźnie podkreślone: przebywanie z dala od siebie jest dla Belli i jej wampira wręcz bolesne fizycznie. To właśnie to tak ją dręczyło przez cały tom drugi (zanudzając przy tym czytelnika).

Najciekawsza w całym tym zawirowaniu jest postać Rosalie. Jeśli o jakiejkolwiek postaci w tej sadze mogłabym powiedzieć, że ją lubię, to właśnie o Rose – żaden inny bohater nie daje się lubić (w filmie nie dostała zbyt wiele do zagrania, aktorkę też dobrano bez wyczucia). Jej podejście do wszystkiego jest szalenie racjonalne, a emocje zupełnie zrozumiałe. Jej opowieść o własnej przeszłości jest chyba najlepszym punktem, który pokazuje jej dojrzałość – rozmowa między nią a Bellą jest troszkę inna pod tym względem niż w filmie, ale dzięki temu jest też lepsza. Książka poza tym podkreśla, że Rose nigdy nie spróbowała ludzkiej krwi, co dodatkowo pokazuje jej siłę.

Ewidentna obecność Volturi w filmie, w książce wcale nie jest już taka jednoznaczna – film przedstawiał ich decyzję (co wynikło też z konstrukcji filmu, który starał się pokazać perspektywę szerszą niż tylko głowa Belli), w książce tego nie ma. Również znajomość między Jacobem i Bellą jest bardziej wybuchowa w powieści – częściej się ze sobą kłócą i kłótnie te przebiegają bardziej gwałtownie. Możliwe, że wynika to z totalnego braku ikry, jaki ma w sobie Kristen Stewart, a może postanowiono spłaszczyć negatywne emocje. Inną kwestią, którą Meyer nas może zaskoczyć, to seks. Autorka zagłębia się w te sprawy dość otwarcie i swobodnie o nich pisze, podkreślając, że są one dla bohaterów istotne. Nie przedstawia jednak scen erotycznych jako takich, operuje tylko pewnymi abstrakcjami. Inna sprawa, że w książce Bella stawia mocny opór idei małżeństwa, podczas gdy w filmie jej sprzeciw jest mniej zdecydowany. Film zmienił też sytuację z końcowym poświęceniem Belli pod koniec bitwy z Victorią. W książce poświęcenie to okazało się niepotrzebne, a wręcz głupie.

Nie, to nie jest tak, że książka mi się podoba. Wciąż czyta się ją szybko, wciąż też nudzą romantyczne opisy (Edward jest do bólu piękny, wiem, chociaż mając w głowie Pattinsona nie potrafię w to uwierzyć), ale w tym tomie część klocków zaczyna jakoś do siebie pasować. Czytając miałam przed oczami film, z nim więc porównywałam całość i skupiałam się głównie na dostrzeganiu różnic. W książce inaczej rozłożono akcenty dotyczące chociażby motywacji Belli, co film zaniedbał. Nie powoduje to wcale, że książka staje się wartościowa lub ciekawa. Powoli jednak zbliżamy się do końca tego romansu, a z tego można się tylko cieszyć. :)