Tagi

, , , , ,

Z „Serial Experiments Lain” jest pewien problem. Nie jest to bowiem zwyczajny serial, w którym wszystko jest proste i oczywiste. Kłopotliwa jest nie tylko sama fabuła, ale również strona wizualna, kreska którą rysowani są bohaterowie. Dlatego zetknięcie się z tym anime wymaga wysiłku, trzeba też wiedzieć, że po ostatnim odcinku nie poczujemy się wcale lepiej i niekoniecznie wszystko nam się wyjaśni.

To, co poza animacją zwraca naszą uwagę jako pierwsze, jest genialna muzyka – opening i ending należą do moich absolutnie ulubionych i bardzo często do nich wracam. To, co zauważamy dalej, to niesamowity klimat całego serialu i zupełne jego zapętlenie, zarówno fabularne jak i emocjonalne. Bardzo prosta kreska wiąże się też z intrygującymi rozwiązaniami artystycznymi, jak choćby bardzo ostre kontrasty w kadrach – białe światło i nakrapiane cienie potrafią zaniepokoić. Chociaż jednak widzimy wciąż rzeczy dziwne, to anime jest tak skonstruowane, że przyjmujemy je jako pewną normę. Każdy odcinek ma przy tym ten sam początek – wciąż te same sceny miasta przewijają się tuż po openingu, wprowadzając nas w akcję.

Główną bohaterką jest tytułowa Lain, dziewczynka na pierwszy rzut oka raczej nie bardzo nadająca się na główną bohaterkę. Jest nieśmiała, zamknięta w sobie, a w domu chodzi w przebraniu misia. Niepozorny bohater to jednak również bohater z potencjałem – tutaj Lain okazuje się zdecydowanie bardziej tajemnicza niż skłonni bylibyśmy przyznać na początku. Lain chodzi zwyczajnie do szkoły i ma nawet koleżanki (o ile można tak powiedzieć), wszystko jednak komplikuje się, gdy jedna z dziewcząt w szkole popełnia samobójstwo i już po śmierci wysyła do wszystkich maila z sieci (która tutaj nazywa się Wired). Od tego punktu Lain, która jest raczej na bakier z nowoczesnymi technologiami, zaczyna się nimi interesować i sama wchodzi w Wired, co jest kluczowe dla wszystkiego, co stanie się dalej.

Nawiązania do współczesności są oczywiste – u nas też życie kręci się wokół gier online i internetu, a nie będąc obecnym w sieci praktycznie „nie istniejemy”. Lepszy komputer jest równoznaczny z lepszymi, „dojrzalszymi” kontaktami z ludźmi, jak to określił ojciec Lain, komputerowiec, gdy ta poprosiła go o nowego Navi (tak nazywają się tutaj komputery osobiste). Anime jednak nie skupia się tylko na technologii, clubbingu i hackowaniu, dotyka też czegoś zdecydowanie bardziej intrygującego – problemu Boga, a szczególnie Boga w sieci. Nie tylko jednak – przez kolejne odcinki Lain powoli dąży do poznania prawdy o sobie i tak naprawdę kluczowe jest tu rozegranie kwestii tożsamości i realności świata. Są to tematy bardzo cyberpunkowe, samo anime jest pod tym względem klasycznym przedstawicielem tego gatunku – pojawia się nawet wątek korporacyjny, czyli firma Tachibana Labs.

Całe anime jest przepełnione dziwnością, która z jednej strony budzi niepokój z drugiej zaś podejrzenia czy aby na pewno oglądamy świat realny. Dziwna jest już sama rodzina Lain – niby normalna, ale jednak nie do końca. W domu panuje zupełna obojętność, sama Lain wchodzi w interakcje tylko z ojcem, i to też tylko w sprawie Navi. Jej rodzina znika w nocy, a matka zdecydowanie nie zachowuje się jak matka. Dziwne są też koleżanki Lain, spośród których wyłamuje się tylko Arisu (Alice), mająca bardziej zrozumiałe dla nas reakcje i emocje. W jakiś sposób „normalna” jest też siostra Lain, Mika, chociaż rodzi się pytanie czy w tym anime w ogóle możemy mówić o jakiejkolwiek normalności. Ta dziwność ma w nas wzbudzić niepokój i podejrzenia, czyni też jednak serial niełatwym w odbiorze.

Bohaterowie egzystują w świecie, ale trudno powiedzieć, żeby naprawdę żyli. Również Lain taka jest – przechodzi przez kolejne dni jak cień, obok świata. Widzimy wciąż jej nieruchome, jakby martwe oczy ze źrenicami wielkości łebka od szpilki. Dopiero zajmując się nowym Navi i jego rozbudową, a także wchodząc coraz głebiej w Wired Lain wyraźnie się zmienia, jakby ożywa, przestaje być lalką, którą była dotychczas.

To nie jest serial łatwy i przyjemny. Chociaż każdy odcinek trwa około 20 minut i wprowadza nowe informacje o Wired i całym świecie przedstawionym, to jednak nie daje się łatwo przyswoić. Trzeba naprawdę się na nim skupić i pogodzić z tym, że nie dostaniemy wszystkiego na tacy. Oczywiście, że wiele rzeczy pod koniec się wyjaśnia, ale seans kończymy niespokojni i bardziej oszołomieni niż zachwyceni. Jest to jednak anime naprawdę wyjątkowe i myślę, że warto poświęcić mu swój czas. Nie napiszę jednak, że każdemu się spodoba, bo to niemożliwe. Nawet mnie się nie „podobało”, chociaż zrobiło na mnie duże wrażenie.