Tagi

, , , , , ,

Majowy Stolyk Lyteracki minął pod znakiem „Mirażu” Zbigniewa Wojnarowskiego. Pomysł na książkę jest intrygujący – dostajemy 6 tajemniczych i niepokojących opowieści, spiętych klamrą opowieści siódmej, głównej, której fabuła splata poszczególne historie ze sobą nadając im nowy wymiar. Od samego początku pomysł ten chwyta i przyciąga uwagę czytelnika – nie bez powodu książka ukazała się w ramach serii „Zwrotnice czasu” Narodowego Centrum Kultury. Czas bowiem jest istotnym elementem snutej przez Wojnarowskiego opowieści, chociaż trochę przy tym przewrotnym, i przez to też cała konstrukcja książki wydaje się świeża i zaskakująca. Niestety nie starcza tego na całą powieść, która liczy sobie ponad 500 stron.

Nie jestem miłośniczką horrorów, ale dobra ksiązka to dobra książka. Tym większa przyjemność z lektury, gdy książka jest dodatkowo ładnie wydana i opatrzona ilustracjami (utrzymanymi w konwencji grozy, rzecz jasna). Mój kręgosłup niekoniecznie był może zadowolony gdy wciąż ją ze sobą nosiłam (twarda oprawa dodaje wagi), ale czytało się ją bardzo wygodnie. Tym bardziej, że na samym początku dałam się wciągnąć w grę prowadzoną przez autora i dopiero przy „Seansie Trzecim” mój zapał opadł. Wojnarowskiemu nie można odmówić pomysłu – wszystkie opowieści różnią się między sobą, ale wszystkie przy tym zawierają element niesamowity, który diametralnie zmienia losy bohaterów. Kluczowy jest tutaj wpływ tytułowego kina Miraż na te niezwykłe przemiany – kina z historią, na pierwszy rzut oka zupełnie niegroźnego, a jednak wciąż skrywającego swoje tajemnice. Otrzymujemy też skoncentrowany przegląd naszej historii narodowej, nie są to jednak historie alternatywne w kilku odsłonach. Autorowi bardziej chodzi o obudzenie starych demonów naszej pamięci.

Lekturę skończyłam z mieszanymi uczuciami. Niby wszystko super, książka jest ładnie wydana i dobrze napisana, a do tego starannie przemyślana (co naprawdę daje sie odczuć podczas lektury), więc czytelnik powinien być zadowolony. A jednak to nie takie proste. Mam wrażenie, że czegoś tu zabrakło, że cała książka była jakaś taka… „nie do końca”. Chociaż poszczególne opowieści różnią się od siebie, to jednak schemat uruchamiania się elementu niesamowitego był taki sam i właśnie w okolicach „Seansu Trzeciego” przewidywalność tego motywu znużyła mnie. Niby wciąż dostawałam nową opowieść, ale gdzieś w tej misternej konstrukcji wielu wątków zatracił się element zaskoczenia i drugą połowę książki przeczytałam już z chłodną głową.

Przyznam, że lektura książki była dla mnie mimo wszystko przyjemna. Początek jest intrygujący i niepokojący, potem niestety książka traci swój czar. Wciąż jednak jest to porządna lektura, która potrafi zainteresować, chociaż myślę, że jej potencjał był zdecydowanie większy od tego, co wykorzystał ostatecznie autor. Sam pomysł na fabułę jest jednak ciekawy i już choćby dlatego warto dać tej książce szansę. Nie zapiera tchu w piersiach, ale nie jest też totalnym rozczarowaniem, ani tym bardziej szmirą. To w moim odczuciu niewykorzystana szansa, ale wciąż jednak interesująca lektura.

Warto też przeczytać recenzję Shadowa, który świetnie uchwycił w słowach sedno problemu jakim jest właśnie pewien odczuwalny brak w tej książce. Zdecydowanie polecam lekturę jego tekstu.

Reklamy