Tagi

, , , , , , , ,

Przyjaciolki1Nowy serial stacji Polsat, który przypomina „Gotowe na wszystko” (ale tylko na pierwszy rzut oka) początkowo umiarkowanie mnie interesował. Nie oglądam za bardzo polskich seriali na bieżąco, a porozwieszane plakaty na mieście nie wzbudziły we mnie oczekiwania na premierę. Na „Przyjaciółki” trafiłam trochę przypadkiem przełączając kanały – akurat szedł drugi odcinek. Obejrzałam go do końca i postanowiłam przesledzić intrygę w dalszych odcinkach. Na kolejne odsłony serii trafiałam jednak ze zmiennym szczęściem, ale cóż – od czego jest Ipla?

Pierwszy sezon „Przyjaciółek” liczy 13 odcinków, które swoją premierę miały co tydzień w czwartek kolidując (z premedytacją) z „Kuchennymi rewolucjami” TVNu. Fabuła skupia się na czterech przyjaciółkach z liceum, których losy potoczyły się (jak to w życiu) bardzo różnie. Spotkanie klasowe na statku, odbywające się w pierwszym odcinku, pozwoliło im na spotkanie po latach i odnowienie starej więzi. Wspomnę tylko dla porządku, że Zuza, Patrycja i Anka przez te lata utrzymywały ze sobą kontakt. W pierwszy odcinku do ich grona wraca Inga, z którą kontakt się urwał przez te lata.

Bohaterki są bardzo różnorodne. Dzieli ich tak wiele, że aż trudno uwierzyć, że wciąż się ze sobą przyjaźnią. Przy okazji jednak żadna nie jest do końca szczęśliwa ze swoim życiem (może poza Zuzą, którą ma niezwykle rzeczowe i zdroworozsądkowe podejście do życia). Nieśmiałej, sympatycznej i skromnej Indze właśnie zawalił się świat, bo jej szczęśliwe z pozoru małżeństwo rozpadło się z powodu „tej trzeciej”. Przed nią problemy finansowe i rozwód połączony z walką o dziecko. Szczera i mająca serce na dłoni Anka, zamożna, niepracująca żona adwokata, boryka się z problemami wychowawczymi i dusi się w domu. Jej małżeństwo jest „wyziębione”, teściowa do kochanych nie należy, mąż nie pomaga jej w domu, a córka wchodzi w okres buntu. Żywiołowa Patrycja jest w szczęśliwym związku, pełnym namiętności i miłości, ale wciąż niezalegalizowanym. Włącza jej się też instynkt macierzyński (ma już swoje lata i jest to dla niej ostatni dzwonek na urodzenie dziecka), a to rodzi dalsze komplikacje, z którymi musi się zmierzyć psychicznie i emocjonalnie. Moja ulubiona w tym zestawieniu Zuza to przykład business woman – dyrektorki w banku, bezdzietnej i samotnej (z wyboru, jak podkreśla), nastawionej tylko na karierę i zupełnie nie uznającej zakochiwania się i zachodzenia w ciążę. Jest bezpośrednia, elegancka, niezależna i bardzo chwali sobie takie życie. Pozornie nie dostrzeżemy w jej życiu żadnej rysy, żadnych pęknięć, które tak szybko wychodzą u pozostałych dziewczyn. Ale do czasu – Zuza spotyka bardzo intrygującego mężczyznę, który zawróci jej w głowie.

Serial jest ciepły i pełen humoru, a bohaterki wzbudzają sympatię – i to każda na swój sposób. Każda też musi zmierzyć się ze swoimi problemami, do których trudno jej się przyznać – nawet jeśli fabuła i wzajemne relacje między bohaterami są zakręcone, to jednak te codzienne problemy zbliżają widzów emocjonalnie do bohaterek. Dziewczyny są dla siebie wzajemnie wsparciem, ale nie o wszystkim są gotowe powiedzieć głośno, nawet w babskim kręgu, który lubi się zbierać w zakładzie fryzjerskim Patrycji. Tym bardziej, że sytuacja mocno się zapętla, wybuchając w ostatnim, 13-tym odcinku. Jestem niezwykle ciekawa co scenarzyści pokażą w sezonie 2. Wspomnę jeszcze, że w swoich rolach znakomicie sprawdzają się wybrane aktorki: Anita Sokołowska jako Zuza, Magdalena Stużyńska jako Anka, Joanna Liszowska jako Patrycja i Małgorzata Socha jako Inga. Są dobrane naprawdę bardzo dobrze i tym bardziej przybliżają bohaterki widzom.

Podoba mi się przedstawienie w serialu kobiecej solidarności, pozbawionej zazdrości i zawiści, ale opartej na prawdziwej przyjaźni i sympatii. Jest w tym trochę nierealności, ale dzięki temu serial tak dobrze się ogląda. Wspomniane na początku „Gotowe na wszystko” były pod tym względem trochę inaczej rozegrane, ale jak już pisałam podobieństwo obu tytułów jest raczej pozorne. To, co jednak nie do końca do mnie przemawia, to działania scenarzystów wokół postaci Zuzy. Uważam, że została ona potraktowana trochę nie w porządku – zupełnie jakby jej dotychczasowe życie naprawdę bylo złe i spełnienie wymagało posiadania faceta i (w domyśle) dzieci. Nie dla wszystkich kobiet taka droga jest najlepsza, tym bardziej, że Zuza wydaje się spełniona w tym, co dotąd osiągnęła. Rozumiem, że konieczny był jakiś dramatyzm, ale mam nadzieję, że twórcy nie przegną w drugą stronę i nie wyszczerbią tej wielce interesującej postaci. O tym jednak przekonamy się dopiero na wiosnę – wtedy jest planowana premiera 2 sezonu „Przyjaciółek”. Cóż, pozostaje czekać.