Tagi

, , , , , , , , , ,

GnieznoPomysł na wyjazd do Gniezna kołatał nam się po głowach od jakiegoś już czasu. Byliśmy bardzo pozytywnie do niego nastawieni bo równo rok temu, również zimą, odwiedziliśmy Toruń i wyjazd był niezwykle udany. W zaplanowaniu wyprawy bardzo dopomógł nam sprawdzony już Groupon, przez który swoją ofertę sprzedawał Hotel Pietrak. Skusiliśmy się, zarezerwowaliśmy termin (z odpowiednim wyprzedzeniem rzecz jasna) i czekaliśmy na nasz mini-urlop, który wypadał na początku grudnia.

Pobyt w Gnieźnie był całkiem udany, chociaż przeżyłam małe rozczarowanie – w praktyce Toruń okazał się bardziej atrakcyjny turystycznie. Pogoda nam jednak dopisała – był śnieg (grudniowa zima pełną gębą) i temperatura rzędu -6 stopni. Miało to swoje zalety (bardzo malowniczy śnieg), ale też wady (drastyczna, zabójcza dla sprzętu różnica temperatur między  wnętrzami i „zewnętrzem”, poza tym trudno długo wytrzymać na zimnie, gdy się spaceruje po mieście). Brakowało nam też trochę światła dziennego –  jak to zimą szybko robiło się ciemno.

Kilka słów o hotelu. Jest on o tyle ciekawy, że założono go w 3 (!) kamienicach, które ze sobą połączono. Powoduje to, że można się w nim zgubić. Korytarze są niby dokładnie oznaczone, ale przechodzenie między kamienicami to niezły labirynt. Winda jest tylko w jednej części hotelu, w pozostałych trzeba wspinać się po staroświeckich schodach. Same pokoje były w porządku, chociaż tak małe, że trudno się w nich obrócić (i światło w nich marne, widoki z okna na dachy to też nic specjalnego). Co rano donoszono małe butelki wody mineralnej dla gości. Standard poszczególnych pokoi jest dość zróżnicowany. W lepszych były elektryczne czajniki i lodówki oraz szersza paleta mydełek hotelowych, we wszystkich – kineskopowe telewizory i bezprzewodowy internet. Bywają też jednak takie, w których skos dachu wyraźnie zmniejsza przestrzeń całego pomieszczenia. Na terenie hotelu jest sauna i jacuzzi oraz restauracja. O ile śniadania były OK (szwedzki stół to w końcu żadne wyzwanie), o tyle kolacja z karty to już nic specjalnego.

Co ciekawego można zobaczyć w Gnieźnie? Na pewno najbardziej atrakcyjną, górującą nad Rynkiem gotycką Katedrę Gnieźnieńską, której pełna nazwa brzmi: Bazylika Prymasowska Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Do obejrzenia jest samo wnętrze (z ustawionym w centrum relikwiarzem zawierającym szczątki św. Wojciecha), jak i podziemia, w których możemy zobaczyć archeologiczne pozostałości po wcześniejszych świątyniach, które dawniej stały na Wzgórzu Lecha. Bocznym wejściem wchodzi się do pomieszczenia, w którym przechowywane są oryginalne Drzwi Gnieźnieńskie. Zaraz obok katedry znajduje się budynek, w którym mieszczą się Muzeum Archidiecezjalne i Archiwum Archidiecezjalne. Do muzeum zdecydowanie warto wejść, bo zbiory są naprawdę duże – ekspozycja obejmuje parter, piętro i piwnicę.

Po drugiej stronie Jeziora Jelonek znajduje się natomiast Muzeum Początków Państwa Polskiego. Bardzo pozytywnie zaskoczyła nas nowoczesna forma tego muzeum – zbiory zostały podzielone między kilka pomieszczeń, w których najpierw ogląda się pokaz 3D, a następnie można przejść po kolei do każdej gabloty, żeby przyjrzeć się zachowanym skarbom. Obok wystawy stałej można też obejrzeć wystawy czasowe – my załapaliśmy się na wystawę „Gniezno – miasto królów”.

Wizyty w muzeach zaplanowaliśmy od razu pierwszego dnia. Było to bardzo sympatyczne doświadczenie, bo byliśmy w zasadzie jedynymi turystami. Tylko katedrę razem z nami zwiedzała jeszcze grupa turystów, która odwiedziła Gniezno urlopując się w Poznaniu i pojawiła się też wycieczka szkolna, zainteresowana Drzwiami Gnieźnieńskimi.

Jeśli chodzi o jedzenie, to Gniezno szaleństw nie oferuje. W zasadzie najlepiej jest nie wychodzić poza ścisłe centrum (Rynek, ul. Tumska, ul. Chrobrego). O tej porze roku nie można jednak powiedzieć, że turyści zadeptują gnieźnieński bruk. My odwiedziliśmy 3 punkty gastronomiczne: Pierogarnię Siódme Niebo (bardzo niepozorne miejsce, ale z dużym wyborem pierogów o różnych smakach), kawiarnię MISZ MASZ (niezwykle sympatyczne, przytulne miejsce, z ciekawymi ciastami i przemiłą obsługą), a także znaną z „Kuchennych rewolucji” restaurację Dziki Dwór „Pod Kaczką” (o niej piszę tutaj ;)).

A co robiliśmy drugiego dnia w Gnieźnie? Zaraz po śniadaniu pojechaliśmy do Biskupina. Ale o tym już w kolejnym wpisie. :) Tutaj natomiast można zobaczyć jeszcze kilka zdjęć z naszego wyjazdu. :)

Reklamy