Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PoznanZ wyjazdem do Poznania było trochę zabawnie. Po burzy mózgów przeprowadzonej z K. i O. wyłoniliśmy Poznań jako nasz następny punkt na mapie, który chcemy odwiedzić. Problematyczna była data, bo musieliśmy dostosować się terminem do weekendu, w który R. nie miałby zjazdu na uczelni. Po obliczeniach wyszło nam, że weekend 23-24 marca będzie idealny. Żeby wydłużyć pobyt i lepiej odpocząć, postanowiliśmy przyjechać w piątek 22.03 i wyjechać dopiero w poniedziałek 25.03 wieczorem. Dopiero po zorganizowaniu wszystkiego przeżyliśmy swoiste objawienie – w tym terminie jest Pyrkon!

Podejrzewam, że gdybyśmy się uparli, że chcemy jechać na konwent, to nie udałoby się zorganizować wszystkiego bezproblemowo. :) A tak zupełnie przy okazji wszystko się zgrało. Jedyne, co nie do końca zagrało, to… pogoda. Planując wyjazd pod koniec marca liczyliśmy na trochę bardziej przyjazną aurę. Cóż… Pozostało jedynie zabrać ze sobą ciepłe ubrania i zimowe buty oraz kurtki. :)

W sprawie dojazdu zdecydowaliśmy się na PolskiBus, który za bardzo sensowną cenę (i w całkiem sensownym czasie) dowozi pasażerów do większych miast w Polsce a nawet za granicą. K. i O. przetestowali go już kilkakrotnie – na trasie do Wrocławia, Pragi i Gdańska. Dla mnie i dla R. było to pierwsze zetknięcie się z tym przewoźnikiem i wrażenia mieliśmy pozytywne.

A sam wyjazd? Nocleg w hotelu sieci ibis niósł ze sobą sporą wygodę, mieliśmy też stosunkowo wszędzie blisko (na Stary Rynek wystarczył spacer, do MTP, na którego terenie odbywał się konwent, podjeżdżaliśmy kawałek tramwajem). Większość czasu spędziliśmy na Pyrkonie, ale znalazła się też okazja do odwiedzenia kilku muzeów w ramach Muzeum Narodowego w Poznaniu: Muzeum Etnograficzne (z interesującymi wystawami „Śladami Kanunu” i „Rzeczy mówią” – szczególnie ta druga wystawa miała intrygującą formę), Muzeum Historii Miasta Poznania mieszczące się w Ratuszu i Wielkopolskie Muzeum Wojskowe. Zajrzeliśmy też na Ostrów Tumski i pod Zamek Cesarski. Spacerując po Starym Rynku mieliśmy też okazję odwiedzić Jarmark Świąteczny – skusiliśmy się tam na znane nam już z Pragi trdelníki, zwane też na Węgrzech Kürtőskalács, a tutaj nazywane kominami-kołaczami. Była to bardzo miła niespodzianka tego jarmarku. :)

Mieliśmy też okazję jeść w kilku ciekawych miejscach. :) Hitem był znana nam już z wyjazdu do Torunia naleśnikarnia Manekin, której niestety nie ma jeszcze w Warszawie, nad czym bardzo ubolewamy (ale stan ten ma się niebawem zmienić, gdy spojrzeć na stronę główną sieci! :D). Kilka słów o poznańskim Manekinie napisał już Photozaur na swoim blogu, ja też niebawem poświęcę mu osobny wpis. Tak to już jednak jest, że potrzeba nowych smaków u nas przeważyła, więc nie byliśmy Manekinowi zanadto wierni. ;) Zupełnie przypadkiem trafiliśmy do sympatycznej Kawiarni PIKAWKA, w której można też całkiem dobrze zjeść, osłodzić sobie życie dobrym deserem, czy też wybrać coś smacznego do picia (moim hitem był koktajl/smoothie owocowy na bazie mleka sojowego, chociaż wersja z maślanką również była warta grzechu – koniecznie jednak bez cukru!). Zdarzyło nam się też wyskoczyć do Juice Drinkers na świeżo wyciskany, dobry sok i kanapkę. To dość niestandardowe miejsce, które nie każdemu przypadnie do gustu, na szczęście jednak niezbyt drogie. Kanapki są sycące, chociaż nic w nich specjalnego (ciabata+pomidor+odpowiedni dodatek), natomiast na uwagę zasługują same soki i shake’i. Zwieńczeniem naszej kulinarnej przygody z Poznaniem był bardzo sympatyczny PyraBar. Zapiekanki ziemniaczane, pieczone ziemniaki, a do tego fantastyczne ciasto na deser i cudowne (autentycznie!) placki ziemniaczane! :) Zdecydowanie warto tam wyskoczyć (zajrzyjcie też do Photozaura – on napisał już kilka słów o tym miejscu). Dobrze też wiedzieć, że mają swój punkt także w Gdańsku. :)

Poznań bardzo mi się podoba jako miasto i wielce żałuję, że musiał mieć w trakcie naszego wyjazdu konkurencję pod postacią Pyrkonu. Po prostu nie sposób w 4 dni być intensywnie na konwencie i równocześnie zwiedzać miasto. Konieczne było znalezienie kompromisu. Tym samym do Poznania trzeba będzie koniecznie wrócić, żeby móc nacieszyć się samym miastem. :)

A Pyrkon? O tym kilka słów w osobnym wpisie. :D

Reklamy