Tagi

, , , , ,

PAROSJuż jakiś czas temu, jeszcze za głębokiej zimy (czyli w w sumie dość dawno temu ;)) razem z K. i O. postanowiliśmy zaszaleć i udaliśmy się do restauracji. Taki mieliśmy nastrój, żeby zjeść coś na mieście, musieliśmy więc tylko zdecydować na jaką kuchnię mamy akurat ochotę. Spontanicznie stanęło na restauracji PAROS, bo generalnie lubimy kuchnię grecką/śródziemnomorską i dawno już jej nie jedliśmy. Wyszło zupełnie przypadkiem, że akurat było to Dzień Kobiet. :)

Tawerna PAROS mieści się w samym Centrum Warszawy, przy ul. Jasnej 14/16a. Pierwsze, co zwraca uwagę, gdy się wchodzi do tego miejsca (poza eleganckim frontem), to jego wielkość. To jest naprawdę duża knajpa, z mnóstwem stolików, mogąca zorganizować duże imprezy. Meble sa białe i całe wnętrze utrzymane jest w klimacie greckim, minimalistycznym – proste stoły i krzesła z plecionką, brak obrusów i tylko kolorowe papierowe podkładki pod talerze odznaczają się wyraźnie. Stoły ustawiono razem, tworząc z nich długie ławy, które motywują do wspólnego biesiadowania (co jest nowoczesnym trendem w restauracjach w tej chwili). Wewnątrz przygotowano też dla palaczy specjalną szklaną kabinę.

Zamówiliśmy dwie ryby polecane przez właściciela (Greka oczywiście) – dorady (dla K. i R.). Ja wzięłam Souvlaki Kotopoulo (czyli szaszłyk z kurczaka), a O. skusiła Brizola (grillowany schab z żeberkiem), do tego wszyscy (bez szaleństw) wzięliśmy herbatę. Restauracja aspiruje do tych zdecydowanie bardziej eleganckich – ryba nie tylko została nam podana, ale na życzenie kelner usunął z niej kręgosłup z ośćmi, pozostawiając samo mięso na talerzu. Bez wpadki się jednak nie obyło – R. dostał rybę niedosmażoną (co kelner zauważył przy filetowaniu), musiał więc zaczekać na nią dłużej. Zestaw z rybą zawierał też niedużą, ale całkiem smaczną sałatkę z serem feta, podawaną w osobnej miseczce (można było zamiast niej wybrać ziemniaki lub frytki).

Ceny należą do tych średnich, samo jedzenie było dobre, ale porcje nie syciły jakoś specjalnie. Rozważaliśmy czy nie skusić się jeszcze na deser, ale ostatecznie zmieniliśmy lokal i słodkie zjedliśmy gdzie indziej. Czy byliśmy rozczarowani naszą wizytą tam? Może nie rozczarowani, bo jedzenie było dobre, ale zdecydowanie nic nas nie zachwyciło. Ot, fajnie było tam zajrzeć, ale mając wybór: iść tam jeszcze raz i poszukać nowego miejsca, zdecydowalibyśmy się na coś nowego. Jak na Dzień Kobiet trochę miejsc było zajętych, ale przy takiej liczbie stolików raczej trudno byłoby zapełnić całą restaurację w jeden wieczór.

Reklamy