Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Ania_ze_Zlotego_BrzeguWracamy do historii Ani Shirley kilka lat po „Wymarzonym domu Ani”. Od kilkunastu lat jest już żoną Gilberta i panią doktorową Blythe. Złoty Brzeg stał się jej ukochanym domem, który zamieszkuje szóstka jej dzieci i znana z poprzedniego tomu oddana służąca Zuzanna Baker. Ania mimo macierzyństwa nie zmieniła się – wciąż jest dziewczęca i rozmarzona, a na wiosnę dostaje „małego bzika”, wygadując swoje tradycyjne już zachwyty nad cudownością natury i świata.

W tym tomie powoli jednak poznajemy jej dzieci – głównie te starsze: Jima, Waltera, bliźniaczki Nan i Di, ale także młodszego Shirleya i najmłodszą Rillę, która przychodzi na świat właśnie w tym tomie. Patrzymy na życie w Złotym Brzegu również ich oczami, poznajemy ich dziecięce przeżycia związane z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami, a Montgomery starannie przybliża nam ich dziecięcy świat. Nie zabraknie jednak też samej Ani, która kreowana jest na idealną, kochającą i rozumiejącą matkę, rozwiązującą problemy swoich dzieci z wyczuciem, które nie narusza ich zaufania. Dopiero pod sam koniec książki L. M. Montgomery dodaje pewien rys dramatu, który burzy tę idyllę obserwowaną w Złotym Brzegu – Ania staje się zazdrosna o Gilberta i zaczyna mieć wątpliwości, czy jego miłość do niej po tylu latach nie wygasła. Jak to jednak w całym cyklu – kończy się wszystko dobrze, wątpliwości zostają rozwiane, a tajemnicze zachowanie Gilberta zostaje wyjaśnione.

„Ania ze Złotego Brzegu” jest ostatnią powieścią napisaną przez Montgomery. Jest też tomem najpóźniej napisanym w całym cyklu o Ani. Trudno mi powiedzieć, czy jest to odczuwalne – ta książka jest inaczej skonstruowana od poprzednich tomów, bardziej epizodyczna, w czym przypomina „Anię z Szumiących Topoli”. Nie mamy więc głównego motywu, który ciągnie całą książkę, ale otrzymujemy zestaw drobnych zdarzeń, które układają się na obraz codziennego życia w Złotym Brzegu. Może tylko na początku niechciana obecność ciotki Gilberta, Mary Marii Blythe zarysowuje nam wyraziściej całą akcję, ale tylko do czasu, aż Blythe’owie pozbędą się kłopotliwego gościa. Może się to podobać bardziej i mniej – zależnie od gustu. Ja bez większego problemu weszłam w taką narrację.

Ania jest już na zupełnie innym etapie niż była dawniej. Jej całe życie to rodzina i wychowywanie dzieci. Widzimy, jak sobie z tym radzi i jak stara się rozumieć swoje dzieci, wciąż mając w pamięci własne dzieciństwo. Jej małżeństwo z Gilbertem jest zawsze w tle tych wszystkich zdarzeń, ale w większości sytuacji Gilberta nawet nie ma w domu – jako lekarz całymi dniami i nocami jest u swoich pacjentów. Dopiero ostatnim wątek, pokazujący rysę na idealnym małżeństwie dodaje całości pewnego kolorytu, nie jest jednak wystarczająco dramatyczny byśmy w pełni się nim przejęli. Czy to jednak wada tej książki? Wcale nie. Wciąż jest to opowieść taka, do jakiej nas Montgomery przyzwyczaiła, pokazująca upływ czasu, ale wciąż ciepła i rodzinna. Cykl powoli zmierza ku końcowi, a więc i akcenty rozkładane są trochę inaczej.

Reklamy