Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Dolina_TeczySiódmy tom cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza przenosi naszą uwagę już niemal zupełnie na dzieci Ani i Gilberta, głównie na starsze – Jima, Waltera i bliźniaczki Nan i Di. Młodsi Shirley i Rilla nie są zbyt aktywnymi bohaterami w tym tomie. Tak naprawdę jednak cała historia kręci się nie wokół Złotego Brzegu, w którym (jak się domyślamy) panuje sielanka, ale wokół plebanii i nowego pastora, Johna Mereditha, który sprowadził się do Glen St. Mary z czwórką dzieci.

Dolina Tęczy – urodziwy zakątek znajdujący się niedaleko Złotego Brzegu – stała się ulubionym miejscem zabaw młodych Blythe’ów, o czym wiemy już z poprzedniego tomu historii. Teraz jednak dołączyła do nich czwórka dzieci pastora: Jerry, Karol, Flora i Una, oraz sierota Mary Vance, która uciekła od swojej brutalnej opiekunki i tym samym odmieniła całe swoje życie. Tutaj jak najbardziej znajdziemy główny motyw, który spina całą książkę – są nim właśnie dzieje osieroconych i zaniedbanych, ale w głębi duszy bardzo dobrych dzieci pastora, które swoim niefrasobliwym zachowaniem co i rusz wzbudzają w okolicy skandale i oburzenie parafian. W tle tego wszystkiego L. M. Montgomery jak zwykle wplata dwa wątki romansowe, które tradycyjnie znajdują już szczęśliwy finał.

Nie uświadczymy tu zbyt wiele samej Ani, chociaż jej dyskusje z Kornelią i Zuzanną pokazują bardzo wyraźnie jej nowoczesny i bardzo wyrozumiały stosunek do dzieci, pozbawiony zakłamania i oburzenia. Poza komentarzem do zdarzeń z głównego nurtu historii Ania nie czyni jednak nic, co pozwoliłoby wpłynąć na akcję powieści – wszystkie dość karkołomne decyzje Montgomery zrzuca na ramiona swych małoletnich bohaterów (szczególnie Flory i Uny). Ania jest tylko zdystansowaną obserwatorką i nawet jesli wzbudza wciąż naszą sympatię, to jednak jest czytelnikowi dość odległa emocjonalnie.

Jak każda kolejna część cyklu, ta również jest rodzinna i ciepła. Dzieci pastora są po prostu w przykry sposób zaniedbane, ale trzymają się razem i wspierają, przede wszystkim zaś szalenie kochają ojca. Pastor Meredith jest roztargniony, ale nie można powiedzieć, że jest złym ojcem z rozmysłem, wzbudza więc w czytelniku dużo sympatii. Tylko Mary Vance jest trochę bardziej niejednoznaczna, bo swoją przemądrzałą paplaniną potrafi często więcej skomplikować niż wyjaśnić. Wątek romansowy jest klasyczny jak na Montgomery przystało – wdowiec i stara panna, ludzie ze zobowiązaniami, niemłodzi już, którzy na nowo odnajdują sens życia i miłość, która potrafi uskrzydlić każde serce.

„Dolina Tęczy” nie jest moim ulubionym tomem serii, ale nie można odmówić jej uroku i przyjemności z lektury.

Reklamy