Tagi

, , , , , , , , , , ,

Ania_z_Wyspy_Ksiecia_Edwarda„Ania z Wyspy Księcia Edwarda” to ostatni tom cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza – dopiero niedawno został wydany w całości, więc czytałam go po raz pierwszy. Jest to interesujące zwieńczenie serii, może jednak wzbudzić zaskoczenie. Po pierwsze wrażenie robi już sam format książki – otrzymujemy bowiem do rąk naprawdę grubaśne tomiszcze, wyróżniające się bardzo na tle pozostałych tomów. Po drugie w przeciwieństwie do głównego cyklu (a zgodnie z tym, co znamy z dodatkowych dwóch tomików „Opowieści z Avonlea” i „Pożegnanie z Avonlea”) otrzymujemy nie powieść, ale zbiór opowiadań, które są dość luźno powiązane z historią rodziny Blythe’ów. Trzecim, największym zaskoczeniem jest konstrukcja książki: podzielono ją na dwie części, z czego większa, pierwsza (11 opowiadań), odnosi się do okresu sprzed I wojny światowej, natomiast druga (4 opowiadania) dotyczy już czasów po wojnie. Poszczególne opowiadania oddzielone są od siebie krótkimi scenkami ze Złotego Brzegu – są to wieczory, podczas których Ania czyta swoim najbliższym wiersze swoje i Waltera. Pomiędzy wiersze wplecione są zapisy rozmów i przemyśleń mieszkańców Złotego Brzegu.

Określenie tego tomu jako ciągu dalszego cyklu jest trochę na wyrost. Wynika to z tej prostej przyczyny, że opowiadania są tylko uzupełnieniem do dziejów Blythe’ów, a tak naprawdę opowiadają o innych bohaterach. Spotkamy tu zresztą nie tylko Blythe’ów i Zuzannę, ale także pastora Mereditha i jego dzieci. Mamy więc sytuację podobną do poprzednich dwóch zbiorów opowiadań o Avonlea – poznajemy ludzi i ich problemy, rodzinne waśnie i romanse, tym razem jednak z okolic Glen St. Mary i Przystani Czterech Wiatrów, a nie Avonlea. Dla odmiany jednak obecność Blythe’ów jest zdecydowanie mocniej zarysowana, bo rodzina doktora należy do jednej z najbardziej poważanych w okolicy (w drugiej części znajdziemy nawet wzmianki o ich wnukach). Bohaterowie wciąż więc wspominają Blythe’ów, mówią o ich życiu, porównują, cytują ich wypowiedzi (co zresztą dobrze odzwierciedla oryginalny tytuł książki „Blythes Are Quoted”) oraz opinie Zuzanny Baker. Możemy tym samym dowiedzieć się co sąsiedzi Blythe’ów tak naprawdę o nich myślą – w końcu nie wszyscy Blythe’ów lubią i nawet tego nie ukrywają. W poszczególnych opowiadaniach ujrzymy też częściej Gilberta i poznamy trochę jego rozmów z żoną. Jest to zdecydowany krok w kierunku cyklu powieściowego, bo pozostałe dwa zbiory opowiadań były o wiele luźniej z nim powiązane.

Tematycznie pozostajemy wciąż w kręgu zainteresowań Montgomery: stare miłości, które realizują się po latach, odmieniający się los starych panien, osierocone dzieci, rodzinne waśnie i tajemnice, szczęśliwe zakończenia. Akcenty są jednak rozłożone trochę inaczej i zetkniemy się w opowiadaniach z większą goryczą i negatywnymi emocjami. Szokiem jest już pierwsze opowiadanie z tomu pt. „Paru głupców i jedna święta” – zakończenie, chociaż ogólnie pozytywne, to jednak naładowane jest niezwykle mocno nienawiścią, złością i zazdrością. Mongomery porusza też trudniejsze tematy niż dotąd, wśród jej bohaterów częściej pojawia się chciwość, zawiść i złość, mezalians i choroba umysłowa, niewyrozumiałość, starość, nieślubne dzieci, śmierć, a także kłamstwo i (z większym niż dotąd naciskiem) pieniądze. Tematy te łagodzi zawsze obecny humor Montgomery, która nie ukrywa sympatii do swoich bohaterów. Czytelnik jednak czuje, że tom ten jest trochę inny, trudno go porównać do klimatu znanego nam z „Ani z Zielonego Wzgórza” czy „Ani z Avonlea”. Wciąż jednak pozostaje to proza Montgomery, którą znamy, tym bardziej, że opowiadania mroczniejsze czytamy na zmianę z lżejszymi.

Dla fanów cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza jest to niezależnie od wszystkiego pozycja obowiązkowa, która dopełnia obraz wykreowany przez Montgomery. Warto sięgnąć po „Anię z Wyspy Księcia Edwarda”, żeby po raz ostatni spotkać się z Blythe’ami i poznać ostatnie dzieło Montgomery które przygotowała do druku tuż przed swoją śmiercią.