Tagi

, , , , , , ,

Od jakiegoś już czasu planowałam zmienić moją wysłużoną “małpkę” SONY na coś nowocześniejszego. Wybór wbrew pozorom nie był prosty, a ostatnio temat między mną a R. rozgorzał na nowo, bo stał się bardzo aktualny. Oczywiście – najłatwiej byłoby kupić po prostu lepszy kompakt, ale jednak kilka ostatnich lat użytkowania lustrzanki spowodowało, że stałam się trochę zbyt wymagająca. Tak czy siak matryca CCD w “małpce” przestała zupełnie mnie satysfakcjonować. Chociaż nie ukrywam, że swego czasu ten aparacik zrobił sporo ważnych zdjęć, nie potrafię go więc tak po prostu wyrzucić do kosza. :) Ponieważ jednak potrzebuję uzupełnienia lustrzanki, to pojawił się pomysł na bezlusterkowca. Na Fotospacerze miałam okazję wypróbować PENa, o którym myślałam już od dość długiego czasu. Decyzja w końcu zapadła. :)

Kurierem, szybciutko i po cichu, przybył do mnie wyczekiwany PEN E-PL5. Każdy zakup fotograficzny to dla mnie wielka radość, nowy aparat zaś – szczególnie. :) W niedużym pudełku wszystkie elementy były ładnie zapakowane, aż szkoda było je wyjmować, sam PEN zaś w porównaniu z moją lustrzanką jest drobniutki i leciutki. :) Muszę się oswoić z zupełnie nowym menu, bo obsługa bardzo różni się od tego, do czego przywykłam, ale wstępne rozpoznanie pozwoliło mi stwierdzić, że PENa łatwo mi będzie do siebie dostosować. Czeka mnie więc w najbliższym czasie sporo radości z testowania nowej zabawki. :)

Z drobnych uwag: stwierdzam, że dołączana lampa błyskowa powinna być tak samo czarna, jak korpus. ;) Bo wszystko inne – od bardzo fajnego paska na ramię, przez dokręcany uchwyt, po prześmieszny woreczek na lampę błyskową wzbudza we mnie niezwykle pozytywne emocje. :)

Reklamy