Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

ZamoscJeszcze wiosną udało nam się wyrwać z R. na krótki około-weekendowy wypad. Zbieg okoliczności zdecydował, że padło na Zamość. Nigdy tam nie byłam, ale czytałam sporo dobrego o tym niewielkim mieście, postanowiliśmy więc spędzić tam kilka dni. Wyjazd zorganizowaliśmy w ramach Grouponu, który w ostatnim czasie tradycyjnie już ułatwia nam wybór dokąd by się tutaj udać w najbliższym czasie na krótki wypoczynek.

Nocleg wypadł nam w Hotelu Koronnym, 4-gwiazdkowym hotelu utrzymanym w stylu dworskim, mieszczącym się na terenie dawnych koszar wojskowych. Sam hotel sprawia dobre wrażenie, chociaż okolica nie wygląda zbyt pięknie – jest zapuszczona, zarośnięta, a gniazdujące na pobliskich drzewach ptaki (głównie wrony) potrafią bardzo ostro hałasować. Hotel ma jednak miejsca parkingowe i ogólnodostępne wi-fi, a w środku jest zadbany. Nie każdemu oczywiście będzie odpowiadał ten styl z przepysznymi zdobieniami, ale sam pobyt wspominamy miło. Pokój był duży, łazienka ładna, dostępny był telewizor i zestaw do robienia herbaty/kawy, ale już nie lodówka. Do Starego Miasta był kawałek, chociaż na szczęście wystarczyło iść wciąż prosto przed siebie. Niedaleko był też sklep, więc nie było kłopotu, żeby kupić coś do picia.

Tradycyjnie już w ramach Grouponu przysługiwała nam jedna powitalna kolacja i codziennie śniadania. Śniadania były OK, chociaż jadaliśmy już lepsze (np. w Hotelu Kazimierzówka), za to uwiodła nas kolacja, złożona z 3 dań (zupa+drugie danie+deser). Mieliśmy wybór ze skróconej karty (po dwa dania do wyboru) i jedzenie było naprawdę wyborne. Objedliśmy się tak, że ledwo wtoczyliśmy się po schodach na piętro, żeby odpocząć w pokoju. :P

To, co mogłoby być lepsze, to pogoda, bo jednak bywało chłodno, a nawet deszczowo. Tylko jeden dzien trafił nam się bardzo słoneczny, wręcz upalny. Nie przeszkodziło nam to jednak w zwiedzaniu – spacerowaliśmy po kwadratowym Rynku Wielkim z pięknym Ratuszem, odwiedziliśmy Muzeum Zamojskie mieszczące się w jednej z pięciu pięknych Kamienic Ormiańskich, odpoczęliśmy w cieniu drzew w parku miejskim, obejrzeliśmy bastiony, Furtę Wodną i Rynek Solny. Jeden dzień poświęciliśmy też na wizytę w zamojskim zoo, bo bardzo chciałam zobaczyć ten jedyny w Polsce pomnik nosorożca, który postawiono przy wejściu. :) Tuż przed wyjazdem zdążyliśmy też z kupnem pamiątek. Nie było natomiast łatwo coś zjeść na Rynku – większość knajp to pizzerie, wybór był więc pod względem smaku umiarkowany (zdecydowaliśmy się po dłuższym wahaniu na Restaurację Verona, która okazała się całkiem spoko, coś słodkiego natomiast przetrąciliśmy w niedawno otwartej Cukierni Bohema).

Zamość jest miastem bardzo przyjemnym, z piękną Starówką, bardzo klimatyczną i uroczą. Jeśli ktoś Wam mówi, że nie warto tam jechać, bo „nic tam nie ma”, to nie słuchajcie – myli się. Zdecydowanie warto tam wpaść na kilka dni. Polecałabym czas cieplejszy niż ten, który my wybraliśmy (humorzasty kwiecień), bo wtedy spacery są zdecydowanie przyjemniejsze i nie trzeba mieć przy sobie na wszelki wypadek parasolki. Zamość jest bowiem idealny do spokojnych spacerów, a nie do pędzenia na złamanie karku od atrakcji do atrakcji.

A tutaj (i na FB) zapraszam po więcej zdjęć. :)

Reklamy