Tagi

, , , , ,

Szosta_klepkaPostanowiłam wreszcie sięgnąć po Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz. To dość zabawna sprawa, bo chociaż bardzo dużo słyszałam o tym cyklu, to dotychczas nie miałam okazji się z nim zapoznać. Słyszałam dużo pozytywnych opinii, ale również kilka zdecydowanie mniej entuzjastycznych, więc wahałam się czy w ogóle zaczynać przygodę z prozą Musierowicz, czy też sobie odpuścić. Ponieważ jednak książki są cienkie (poniżej 200 stron) postanowiłam zaryzykować.

Poszczególne tomy cyklu można czytać w dowolnej kolejności i niezależnie od siebie, bo stanowią zamknięte historie, jednak ja zawsze wolą zacząć lekturę od początku, a nie od końca czy od środka. Dlatego padło na „Szóstą klepkę”, tom pierwszy całego cyklu. Rozpoczęłam lekturę bez wielkich oczekiwań, umiarkowanie zainteresowana całością (gdybym była bardzo zainteresowana, to już bym dawno miała ją za sobą), ale w żadnym razie nie uprzedzona. Bo w końcu tyle osób jest zachwyconych Jeżycjadą, więc czy może to być coś słabego?

Książka opowiada o 16-letniej Celestynie Żak, cwanej Cesią lub też Cielęciną. Akcja rozpoczyna się w roku 1975, w Poznaniu. Mamy więc ponure, PRLowskie klimaty, z całą ich szarzyzną i kolejkami do sklepów. Musierowicz pisze jednak w taki sposób, że nie odczuwamy przygnębienia tymi nieciekawymi czasami. Stara się ubarwiać swoje postaci, wplatać w narrację humorystyczne opisy i dzięki temu książka jest lekkostrawna. Pytanie tylko, czy ta lekkość nie uczyniła jej równocześnie miałką? I tutaj mam pewien problem. Bo z jednej strony jest zabawnie, z drugiej – czasami wygląda to na humor wymuszony. Książka jest obyczajowa i zastanawiałam się o czym ona tak w ogóle jest – chyba można ją nazwać opowieścią miłosną z jakimś „tłem”. Bywa chaotyczna i trochę przekombinowana, a chociaż całość czyta się lekko, to jednak lektura mi się dziwnie ciągnęła, nie porwała mnie na tyle, bym skończyła książkę w jeden wieczór. Bohaterowie (szczególnie rodzinka Cesi) są bardziej irytujący niż sympatyczni. Sympatię wzbudza sama Cesia, ale nie bardzo przypada do gustu to, jak rodzina ją wykorzystuje, nawet jeśli jest to „na wesoło”.

Książka porusza standardowe tematy: dorastania, buntu, miłości, uniezależnienia się, relacji w rodzinie. Dzięki temu jest niezwykle uniwersalna. Ogólnie jest też całkiem sympatyczna, ale jednak nie na tyle, by mnie porwała. Może i sięgnę po kolejny tom (nie wykluczam), ale póki co zabrakło mi tego haczyka, który przytrzymałby mnie przy książce z maksymalną siłą. Rozumiem bardzo dobrze, że książka może się podobać – jest skonstruowana tak, że trudno, żeby nie przemawiała do czytelników. Myślę jednak, że zabrakło mi silnej linii fabularnej, takiej, która rzeczywiście przyciąga uwagę i „zasysa” – bo ani zmagania Cesi z rodziną, ani jej walka z niewdzięczną „przyjaciółką” Danką nie spełniają tej roli.

Książka jest ładnie wydana i od strony wizualnej zachęcająca. Musierowicz opatrzyła ją ładnymi, prostymi ilustracjami, które mają charakter i dodają opowieści uroku. Bardzo fajna jest też okładka. Oczywiście, wiem, że to książka dla młodzieży, i że trudno przez to oczekiwać po niej nie wiadomo jakiej głębi. Generalnie po jakimś czasie nawet kilka razy się uśmiechnęłam podczas lektury, bo wdrożyłam się w humor i styl Musierowicz. „Szósta klepka” pozostaje dla mnie jednak tylko sympatyczną książką – i niczym więcej.

Reklamy